Przypomnijmy, że Scott dał nam Łowcę androidów w 1982 roku. Film na podstawie powieści Philipa K. Dicka nie odniósł początkowo wielkiego sukcesu, ale z czasem stał się jednym z najważniejszych dzieł science fiction w historii kina. Jego wizja dystopijnego Los Angeles, pytania o naturę człowieczeństwa oraz charakterystyczna stylistyka wpłynęły na całe pokolenia twórców.
Na kontynuację trzeba było czekać aż 35 lat. W 2017 roku do kin trafił Blade Runner 2049 w reżyserii Denisa Villeneuve'a, a Scott pełnił przy nim funkcję producenta wykonawczego. Później uniwersum zaczęło rozwijać się również poza kinem. Powstał animowany serial Blade Runner: Black Lotus, a obecnie dla Amazon Prime Video przygotowywany jest kolejny projekt — Blade Runner 2099.
I właśnie o tę produkcję zapytano Scotta. Reżyser przyznał, że nie jest zaangażowany w jej stronę kreatywną, choć figuruje jako producent wykonawczy. Okazuje się, że sam Scott ma żal przede wszystkim do tego, jak w przeszłości zadbano o prawa do jego franczyzy.
GramTV przedstawia:
Nie mogę winić moich prawników i agentów z tamtego czasu, ale jakoś pozwoliliśmy, żeby prawa do Blade Runnera nam uciekły. A kiedy nie jest się autorem samego tekstu, nie ma się w nim udziału.
To dość wymowne słowa, szczególnie biorąc pod uwagę, jak mocno Blade Runner rozrósł się w ostatnich latach. Scott nie ma już więc takiej kontroli nad franczyzą, jaką chciałby mieć, a kolejne produkcje mogą powstawać bez jego bezpośredniego udziału twórczego. Można się tylko zastanawiać, jak wyglądałoby dziś uniwersum Blade Runnera, gdyby prawnicy Scotta skuteczniej zabezpieczyli jego interesy. Być może nie doczekalibyśmy ani Blade Runnera 2049, ani rozwijanych obecnie seriali. Oryginalny Łowca androidów mógłby pozostać samodzielnym filmem, zamkniętym dziełem Scotta i Dicka – jak było zresztą przez długie lata.
Tak się jednak nie stało. Dziś świat Blade Runnera wyraźnie się poszerza, a Blade Runner 2099 ma być kolejnym rozdziałem tej historii. Scott może więc obserwować, jak jego dawna wizja żyje własnym życiem — choć, jak wynika z jego słów, najwyraźniej wolałby mieć w tym procesie nieco więcej do powiedzenia.
Dziennikarz filmowy, krytyk. Lubi otwarte podejście do kina i popkultury. Fantastykę w każdej postaci przeplata seansami klasyki. Gdy akurat nie gra w Diablo 4, nie pogardzi dobrym komiksem i książką.