Film okazał się bowiem klapą. Ale po latach wciąż jest wart odnotowania.
Był taki czas, w którym niekwestionowanym królem kina kopanego był Jet Li. Aktor wywodzący się z Hongkongu, zaczynający od takich produkcji jak Pewnego razu w Chinach, w latach 90. stał się gwiazdą Hollywood za sprawą występu w Zabójczej broni 4. W tym samym czasie coraz popularniejszy stawał się Jason Statham, którego mamy okazję ponownie podziwiać w filmie Buntownik.
Zabójcy
19 lat od premiery filmu Zabójcy
W 2007 roku obaj spotkali się w Zabójcy. Statham wcielił się w agenta FBI Jacka Crawforda, który próbuje dopaść tajemniczego zabójcę Rogue’a, granego przez Jet Li. Sam pomysł na film wydawał się więc wręcz stworzony dla fanów kina akcji: dwie wielkie gwiazdy gatunku, stojące po przeciwnych stronach barykady. Problem w tym, że Zabójca nie podbił kin. Produkcja kosztowała około 25 milionów dolarów, a na całym świecie zarobiła około 40,7 miliona. To nie była spektakularna finansowa katastrofa, ale wynik zdecydowanie nie pasował do potencjału filmu i jego obsady.
Krytycy również nie byli zachwyceni. Film otrzymał zaledwie 14 proc. pozytywnych ocen na Rotten Tomatoes. Widzowie okazali się nieco łaskawsi – ich wynik wynosi obecnie 51 proc. I właśnie ten drugi rezultat dobrze pokazuje, dlaczego po latach Zabójca wciąż może zainteresować fanów kina kopanego.
GramTV przedstawia:
Bo choć fabuła jest pełna klisz, największą atrakcją pozostają sceny akcji. Statham i Li dostali okazję, by pokazać swoje umiejętności, a za choreografię odpowiadał Corey Yuen, jeden z najbardziej doświadczonych twórców hongkońskiego kina akcji. Jeśli więc ktoś przychodził do kina przede wszystkim po to, żeby zobaczyć dwie legendy naprzeciwko siebie, Zabójca miał czym go zainteresować.
Co ciekawe, nie był to jedyny wspólny film obu aktorów. Statham i Li wcześniej spotkali się w Jedynce, a później trafili również do obsady Niezniszczalnych. Statham pojawił się we wszystkich czterech częściach jako Lee Christmas, natomiast Li zagrał w trzech z nich jako Yin Yang.
Zabójca pozostaje więc jedną z tych produkcji, które przypominają, jak wyglądało kino akcji w czasach, gdy nazwiska Jasona Stathama i Jet Li na jednym plakacie potrafiły rozpalić wyobraźnię fanów.
Dziennikarz filmowy, krytyk. Lubi otwarte podejście do kina i popkultury. Fantastykę w każdej postaci przeplata seansami klasyki. Gdy akurat nie gra w Diablo 4, nie pogardzi dobrym komiksem i książką.