Nalot o świcie i konfiskata sprzętu, kupionego legalnie na złomowisku. Czy w UK przekroczono granice władzy, aby uszczęśliwić wielką korporację?
Gamers Nexus wypuściło jeden z mocniejszych reportaży tego roku, obnażając słabości brytyjskiego wymiaru sprawiedliwości wobec prawa do posiadania deviktów.
Widać przy tym jasno wpływ SEGA i organizacji, zrzeszającej dużych deweloperów (UKIE), takich jak Nintendo, na działanie policji.
Wjazd do niewinnego – to się nie powinno wydarzyć
W cywilizowanych krajach kara przychodzi po zbrodni, a w UK sytuacja została obrócona o 180 stopni.
Tym razem reseller, zajmujący się poszukiwaniem perełek na złomowiskach, obudził się pewnego ranka jako przebiegły przestępca, który z premedytacją wykradł własność intelektualną SEGA, a dodatkowo zajmuje się też praniem brudnych pieniędzy.
Jak do tego doszło, zapytacie? A no przez uchybienia, ale po stronie SEGA i brytyjskiej policji, która gra tak, jak prywatne stowarzyszenie wielkich deweloperów jej zagra.
GramTV przedstawia:
Historię świetnie przedstawia materiał Gamers Nexus, do którego Was gorąco zachęcam przy niedzielnym popołudniu.
Prywatni detektywi, operacja żądło przez Facebook Marketplace, to wszystko okraszone elektroodpadami, musicie to zobaczyć do kotleta.
Okiem Rudego
Utylizacja jakiegokolwiek sprzętu, który nie ma trafić do recyrkulacji, leży w gestii jego właściciela. Wybór podwykonawców, którzy podejmują się tego działania i ich weryfikacja jest więc również w spektrum obowiązków mocodawcy.
W przypadku, gdy produkt uzyskuje status “Scrap”, nie powinien nadawać się do użytku.
Struktura korporacyjna SEGA zadziałała jak wielki tyłochron dla odpowiedzialnych za niedopatrzenie, kierując natarcie na niczemu winnego, z założenia słabszego resellera, który jedynie dzięki mediom miał w ogóle jakieś szanse.
Obrzydliwie bliska współpraca organów ścigania ze stronniczą organizacją UKIE w celu nieprawnego odzyskania devkitów, prawie po trupach, też nie napawa mnie miłością do tej branży.
Człowiek legalnie nabył przedmioty, które mu odebrano, bo duże kopro tak chciało. Typowy przykład walcowania.
To nie wygląda dobrze i uważam, że zarówno SEGA, jak i wcześniej znane z takich akcji Nintendo, powinny wprowadzić zamiast kar nagrody i skupować odnalezione w dziczy devkity za duże pieniądze.
Piękny byłyby też program ich czyszczenia z wartości intelektualnej i przywracania w formie eksponatów muzealnych.
Nikt mi nie powie, że ich na to nie stać. Skoro oszczędzili już na utylizacji wielkiej ilości sprzętu przez lata, mogą też jego część zachować dla potomnych.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!