Po 8 latach gwiazda Avengers ujawnia, że kontrowersyjna scena z Wojny bez granic była jedną z najważniejszych dla jego bohatera

Radosław Krajewski
2026/01/27 14:30
1
0

Niektórzy fani byli źli, że tak rozwiązano wątek tej postaci.

Kontrowersyjna scena z filmu Avengers: Wojna bez granic, która od momentu premiery wywołuje sporo dyskusji, po ośmiu latach doczekała się komentarza ze strony Chrisa Pratta. Aktor wcielający się w Petera Quilla przyznał, że obecnie postrzega ten moment jako jeden z najważniejszych w całym MCU dla swojego bohatera, mimo że przez lata ta scena była powodem ogromnej krytyki Star-Lorda.

Avengers: Wojna bez granic

Avengers: Wojna bez granic – Chris Pratt skomentował kontrowersyjną scenę

Chodzi o wydarzenia na Tytanie, gdy Avengersi niemal przejmują Rękawicę Nieskończoności od Thanosa. Wszystko zmienia się w momencie, gdy Quill dowiaduje się o śmierci Gamory i daje upust swoim emocjom. Dla wielu widzów to właśnie ta decyzja Star-Lorda przesądziła o porażce bohaterów i zagładzie połowy życia we wszechświecie. Od tamtej pory scena ta funkcjonuje jako jeden z najbardziej znienawidzonych, ale też najbardziej pamiętnych momentów w historii MCU.

Chris Pratt w rozmowie z podcastem Out of Order wrócił pamięcią do pracy nad Avengers: Wojną bez granic oraz Avengers: Koniec gry. Zwrócił uwagę, że doświadczenie to znacząco różniło się od realizacji filmów o Strażnikach Galaktyki, głównie ze względu na krótszy czas pracy oraz brak Jamesa Gunna na planie.

Byłem tam głównie po to, żeby wesprzeć obsadę Avengersów. Łącznie na obu planach spędziłem około dwudziestu dni. Uwielbiam braci Russo, bardzo blisko z nimi współpracowałem i są świetni w dawaniu aktorom przestrzeni do współtworzenia postaci. Ale James Gunn nie reżyserował tych filmów. To był pierwszy raz, kiedy grałem Quilla bez niego i to było odczuwalne.

Aktor odniósł się również do reakcji fanów, którzy przez lata obwiniali jego bohatera za tragiczne konsekwencje wydarzeń na Tytanie, w tym pośrednio za śmierć Iron Mana:

To szalone, bo ludzie dosłownie miażdżą Quilla za to, że w tamtym momencie ponosi odpowiedzialność za śmierć Iron Mana. Ten ludzki odruch sprawił, że przez długi czas ludzie nienawidzili tej postaci i ja naprawdę to odczułem. Na ulicy słyszałem pytania w stylu Dlaczego to zrobiłeś. A ja odpowiadałem Przecież ja nic nie zrobiłem. Poza tym, gdyby tego nie było, cały film, a właściwie dwa filmy, trwałyby trzydzieści minut. Złapaliśmy go i koniec. To nie jest film.

GramTV przedstawia:

Z perspektywy czasu Pratt przyznaje, że dopiero teraz w pełni rozumie znaczenie tej sceny i jej wpływ na dalsze losy Star Lorda w MCU:

Dzisiaj czuję ciężar i konsekwencje tego, co stało się z postacią Quilla po tej scenie. Nadal cieszę się, że ona się wydarzyła, ale nie zdawałem sobie sprawy, że stanie się ikoniczna. Myślę, że nikt tego wtedy nie przewidział.

Słowa aktora znajdują potwierdzenie w dalszym rozwoju postaci. W Strażnikach Galaktyki 3 kluczowym elementem historii było pogodzenie się Quilla z utratą Gamory i zaakceptowanie faktu, że jej nowa wersja jest zupełnie inną osobą. Marvel już zapowiedział, że Star-Lord jeszcze powróci w nowych częściach Avengersów, co sugeruje, że kontrowersyjna scena sprzed lat wciąż będzie miała znaczenie dla przyszłości uniwersum.

Komentarze
1
wolff01
Gramowicz
Wczoraj 15:01

Z drugiej strony to chyba dobrze gdy takie sceny wywołują emocje? O to chodzi przecież w kinie?