Najbardziej absurdalne wyzwanie w grach. 100-godzinne RPG ukończone bez obrażeń na najtrudniejszym poziomie

Radosław Krajewski
2026/07/12 15:00
0
0

Trzeba uwielbiać tę konkretną grę, aby podjąć się takiego wyzwania.

Przejścia gier bez otrzymania ani jednego trafienia kojarzą się przede wszystkim z akcyjniakami, czy soulslike’ami, w których o sukcesie decydują refleks, znajomość ruchów przeciwników oraz perfekcyjne uniki. Davey Gunface postanowił jednak przenieść podobne wyzwanie do świata rzutów kośćmi, statystyk i losowych wyników. Jego wybór padł na Pathfinder: Wrath of the Righteous oraz najwyższy poziom trudności Unfair.

Pathfinder: Wrath of the Righteous

Pathfinder: Wrath of the Righteous – gracz podjął się absurdalnego wyzwania

Pathfinder: Wrath of the Righteous nie należy do krótkich ani przystępnych gier. Ukończenie rozbudowanej kampanii może zająć ponad 100 godzin, a system walki opiera się między innymi na rzutach kośćmi, rozwoju statystyk i prawdopodobieństwie trafienia. Mimo tego twórca internetowy Davey Gunface przeszedł produkcję bez przyjęcia możliwych do uniknięcia obrażeń.

Zasady dopuszczały jedynie te przypadki utraty punktów życia, które wynikały bezpośrednio z fabuły lub przerywników filmowych. Gracz nie uznawał natomiast za usprawiedliwione obrażeń zadanych podczas zwykłych potyczek, nawet gdy o wyniku decydowały losowe rzuty.

Już standardowe warianty trudności potrafią wystawić cierpliwość graczy na poważną próbę. Pathfinder: Wrath of the Righteous regularnie stawia przed drużyną przeciwników dysponujących niezwykle wysoką klasą pancerza, odpornościami na obrażenia, zaklęciami mogącymi natychmiast wyeliminować postać oraz efektami ograniczającymi jej działania przez długi czas.

Unfair dodatkowo wzmacnia te elementy, przez co zwykłe rozwijanie bohaterów często okazuje się niewystarczające. Konieczne stają się bardzo dokładne planowanie, znajomość systemów gry oraz tworzenie konfiguracji postaci przygotowanych pod konkretne starcia.

Davey Gunface musiał wykorzystywać nawet mało znane rozwiązania fabularne. Na początku kampanii ominął potyczkę, którą gracz powinien przegrać, uruchamiając rzadką sekwencję powiązaną z konkretnym wyborem moralnym. Dzięki temu nie musiał przyjmować obrażeń przewidzianych przez twórców jako część tego spotkania.

GramTV przedstawia:

Największym problemem pozostawał jednak słynny Labirynt Tarczy, czyli wyjątkowo wymagający fragment prologu. Aby go ukończyć, gracz zmienił klasy początkowych towarzyszy w sposób pomagający na pierwszych poziomach doświadczenia, choć jednocześnie ograniczający ich przydatność w późniejszej części kampanii. Ważną rolę odegrała specjalizacja Rowdy Rogue, pozwalająca zadawać ogromne obrażenia pojedynczym atakiem. Pomocny okazał się również tygrys szablozębny, którego można przydzielić jednemu z towarzyszy.

Głównym bohaterem wyzwania został człowiek rozwijany jako Witch of the Veil na dziesiątym poziomie, Loremaster na dziewiątym poziomie oraz Rowdy Rogue na pierwszym poziomie. Wybór rasy pozwolił zdobyć dodatkowy atut, natomiast połączenie klas zapewniło dostęp do przydatnych klątw wiedźmy, rozszerzonej księgi zaklęć oraz wyjątkowo silnego ataku łotrzyka.

Davey Gunface wybrał również mityczną ścieżkę Swarm That Walks. Jest to jedna z najbardziej złowrogich dróg dostępnych w grze, zmieniająca bohatera w żywy rój pożerający swoich przeciwników. Kontrast stanowił przygotowany przez gracza portret postaci, przedstawiający jego psa.

Całe przedsięwzięcie wymagało nie tylko znajomości zasad Pathfinder: Wrath of the Righteous, lecz także precyzyjnego planowania niemal każdego starcia. Materiał dokumentujący wyzwanie trwa około trzech godzin i pokazuje, jak daleko można przesunąć granice optymalizacji w grze, w której nawet najlepiej przygotowana strategia może zostać pokrzyżowana przez jeden nieudany rzut kością.

Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!