Minęło 19 lat od premiery najgorszej gry na licencji. Ta produkcja otrzymała koszmarną grową adaptację

Radosław Krajewski
2026/01/11 09:00
1
0

Nic dziwnego, że dzisiaj nikt o niej nie pamięta.

Dokładnie 9 stycznia 2007 roku na PlayStation 2 zadebiutowała gra oparta na kultowym serialu The Shield, znanym w Polsce pod tytułem Świat gliniarzy, i bardzo szybko stała się jednym z najbardziej bolesnych przykładów zmarnowanego potencjału adaptowania filmów, czy seriali do świata gier. W czasach gdy konsola Sony była zalewana setkami premier, w tym wielkimi hitami i eksperymentalnymi projektami, tytuły powiązane z filmami i serialami często okazywały się najsłabszym ogniwem rynku. Produkcja inspirowana losami Vica Mackeya tylko utrwaliła to przekonanie.

The Shield: The Game
The Shield: The Game

The Shield: The Game – minęło 19 lat od premiery jednej z najmniej udanych gier na licencji

Sam serial uchodził za jedną z najodważniejszych policyjnych opowieści swojej epoki. Brutalny, bezkompromisowy i moralnie niejednoznaczny, stawiał widza w niewygodnej pozycji obserwatora skorumpowanych stróżów prawa, którzy naginali system dla własnych celów. Na papierze gra wideo miała solidne fundamenty. Motyw brudnego gliniarza, podrzucania dowodów i unikania podejrzeń innych funkcjonariuszy mógł wyróżnić ją na tle popularnych wówczas sandboksów kryminalnych w stylu GTA.

Rzeczywistość okazała się jednak brutalna. Gra była toporna, wolna i technicznie przestarzała już w dniu premiery. Niezgrabne sterowanie, prosta oprawa graficzna i liczne błędy skutecznie zabijały jakiekolwiek napięcie. Nawet mechaniki, które miały stanowić o jej wyjątkowości, ginęły pod ciężarem źle zaprojektowanej rozgrywki i przewidywalnej sztucznej inteligencji. Zamiast brudu ulic Los Angeles gracze dostawali monotonne sekwencje strzelanin w pozbawionych charakteru lokacjach.

GramTV przedstawia:

Krytycy nie mieli wątpliwości. Wersja na PS2 zebrała wyjątkowo niskie oceny, a średnia na poziomie 36/100 punktów w serwisie Metacritic szybko przypięła grze łatkę porażki. Największym problemem nie była jednak sama jakość wykonania, lecz fakt, że produkcja kompletnie nie oddawała ducha serialu. Fabuła była marginalna, słabo powiązana z wydarzeniami znanymi z ekranu i pozbawiona ciężaru moralnych wyborów, które stanowiły o sile pierwowzoru.

Z dzisiejszej perspektywy The Shield pozostaje symbolem epoki, w której licencje traktowano jak szybki sposób na sprzedaż gry, a nie punkt wyjścia do kreatywnego projektu. Współczesne podejście do adaptacji wygląda inaczej, częściej stawia się na luźne inspiracje i ścisłą współpracę z twórcami oryginału. Historia Vica Mackeya mogłaby dziś stać się podstawą odważnej gry narracyjnej, zmuszającej gracza do konfrontacji z konsekwencjami własnych decyzji.

Zamiast tego otrzymaliśmy tytuł, który nie tylko zestarzał się wyjątkowo źle, ale też przypomina, jak łatwo było zaprzepaścić ciekawy pomysł. Gra The Shield pozostaje jednym z najbardziej wyraźnych przykładów tego, dlaczego adaptacje filmów i seriali z tamtej generacji dzisiaj wspominane są częściej z zażenowaniem, a nie nostalgią.

Komentarze
1
dariuszp
Gramowicz
11/01/2026 20:37

A no ja się wychowałem w czasach kiedy z każdym filmem pojawiała się gra. I mówiło się o "filmowych grach" które oznaczały fatalną jakość. Wynikało to z tego że gra była robiona na premierę filmu. Liczył się dodatkowy zysk więc design i technologia kulały. Robiono je na kolanie małymi zespołami. I był to tylko dodatek do filmu. 

To wręcz niesamowite że lata później gry robią więcej kasy niż filmy i muzyka razem wzięte. 

Ale czasem były perełki. Przykładowo The Lord Of The Rings: Return Of the King bardzo dobrze wspominam. No i jeżeli 

Obok typowo filmowych gier które były na premierę mieliśmy też czasem gry robione pod film ale własnym torem. I te CZASEM bywały dobre. Chyba najlepszym przykładem takiej gry która była dobra to The Chronicles of Riddick: Escape from Butcher Bay.