Franczyza mogła uwolnić się od T-800 i Arnolda Schwarzeneggera, co jak pokazały kolejne części, byłoby dobrą decyzją.
Seria Terminator od dekad pozostaje jedną z najważniejszych marek science fiction w historii kina. Filmy stworzone przez Jamesa Camerona na stałe wpisały się do popkultury, a Terminator 2: Dzień sądu do dziś uznawany jest za jeden z najlepszych filmów akcji wszech czasów. Niestety, po sukcesie drugiej części franczyza zaczęła stopniowo tracić dawny blask.
Terminator: Ocalenie
Terminator: Ocalenie – prequel nie wykorzystał największej szansy w kultowej serii science fiction
Wielu fanów do dziś uważa, że największą niewykorzystaną szansą serii okazał się film Terminator: Ocalenie z 2009 roku. Produkcja miała wreszcie pokazać wydarzenia, o których wspominano już od pierwszego filmu, czyli futurystyczną wojnę ludzi ze Skynetem. To właśnie ten konflikt był fundamentem całej historii i powodem wysłania Terminatora do przeszłości.
Twórcy postawili wtedy na bardzo odważny kierunek. Zamiast kolejnej opowieści o pościgu za bohaterami we współczesnych realiach, widzowie mieli otrzymać pełnoprawną historię osadzoną w postapokaliptycznej przyszłości. W centrum wydarzeń znalazł się John Connor jako lider ruchu oporu, a w jego rolę wcielił się Christian Bale, który był wtedy świeżo po ogromnym sukcesie filmu Mroczny Rycerz.
Na papierze wszystko wyglądało znakomicie. Marka Terminator nadal cieszyła się ogromną popularnością, a dwie z trzech dotychczasowych części uchodziły za kultowe. Prequel miał otworzyć nową trylogię i na dobre rozwinąć wątek wojny ludzi z maszynami.
Rzeczywistość okazała się jednak brutalna. Film spotkał się z bardzo chłodnym przyjęciem. Krytycy zarzucali produkcji przewidywalną fabułę, brak emocji oraz odejście od klimatu, który wyróżniał pierwsze dwie części. Wielu widzów narzekało również na brak Arnold Schwarzenegger w głównej roli, choć jego cyfrowe cameo ostatecznie pojawiło się w filmie. Jak się później okazało, to nie brak T-800 był największym problemem serii.
GramTV przedstawia:
Problemy dotknęły także wyników finansowych. Terminator: Ocalenie był pierwszą odsłoną serii, która nie zadebiutowała na pierwszym miejscu box office’u. Film zarobił ponad 371 milionów dolarów przy budżecie wynoszącym 200 milionów, co po uwzględnieniu kosztów marketingu i dystrybucji nie spełniło oczekiwań wytwórni.
W efekcie plany stworzenia całej nowej trylogii zostały porzucone. Zamiast kontynuować historię Future War, seria wróciła kilka lat później do bardziej klasycznej formuły za sprawą filmu Terminator Genisys, które również nie zdobył większego uznania.
Co ciekawe, wielu fanów uważa dziś, że problem nie leżał wyłącznie w jakości samego Ocalenia. Sama koncepcja wojny z maszynami mogła być niezwykle trudna do przeniesienia na ekran. Oryginalne filmy działały przede wszystkim dzięki prostemu, ale skutecznemu założeniu. W centrum historii znajdował się zwykły człowiek ścigany przez maszynę z przyszłości. To właśnie perspektywa zagubionych bohaterów budowała napięcie i emocjonalne zaangażowanie widzów.
Terminator: Ocalenie praktycznie całkowicie zrezygnował z tego elementu. John Connor znał realia wojny ze Skynetem, dlatego widz nie odkrywał świata razem z bohaterem. W efekcie film stracił jeden z najważniejszych fundamentów serii, czyli poczucie zagrożenia i perspektywę zwykłego człowieka wrzuconego w niewyobrażalny konflikt.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!