Mass Effect 5 bez Sheparda? Nowa wypowiedź aktorki podsyca wątpliwości fanów

Radosław Krajewski
2026/03/22 11:00
7
0

To byłaby prawdopodobnie fatalna decyzja dla nadchodzącej gry BioWare.

Fani serii Mass Effect od lat czekają na konkretne informacje o kolejnej odsłonie kultowego cyklu od BioWare. Od zapowiedzi projektu minęło już sześć lat, a poza teaserami studio wciąż nie zdradziło istotnych szczegółów. Jednym z największych znaków zapytania pozostaje powrót komandora Sheparda. Najnowsza wypowiedź jednej z kluczowych osób związanych z marką może jednak sugerować, że kultowy bohater nie będzie ważną postacią w nowej fabule.

Mass Effect
Mass Effect

Aktorka znana z serii Mass Effect obawia się o przyszłość EA i BioWare

W niedawnym wywiadzie Jennifer Hale, czyli aktorka podkładająca głos pod żeńską wersję Sheparda, została zapytana o przyszłość serii. Jej odpowiedzi nie były jednoznaczne, ale zawierały kilka interesujących wskazówek. Hale odniosła się między innymi do potencjalnych zmian wokół Electronic Arts, wyrażając pewne obawy dotyczące możliwego wpływu nowych inwestorów na kierunek rozwoju BioWare.

Mam nadzieję, że przyszłość serii będzie świetna, choć mam też pewne obawy związane z tym, co może się wydarzyć wokół Electronic Arts i jak wpłynie to na BioWare, jego kulturę i wartości.

Taka wypowiedź może zastanawiać, zwłaszcza że osoby aktywnie zaangażowane w produkcję często unikają publicznego komentowania tego typu kwestii. To jednak tylko interpretacja, bo oficjalnych informacji na temat udziału Hale w nowym projekcie nadal brakuje.

Znacznie ciekawsza była odpowiedź na pytanie o wymarzony scenariusz dla kolejnego Mass Effecta. Aktorka nie ukrywała swoich oczekiwań wobec przyszłości marki.

Przywróćcie komandora Sheparda. Znajdźcie sposób, żeby Mark i ja mogliśmy być razem w tym samym uniwersum. Czy to nie byłoby świetne?

GramTV przedstawia:

Choć słowa Hale brzmią jak marzenie fana, dla wielu graczy stanowią również sygnał, że powrót Sheparda wcale nie jest przesądzony. Gdyby aktorka była zaangażowana w projekt, najprawdopodobniej obowiązywałaby ją ścisła umowa poufności, która ograniczałaby takie wypowiedzi.

Na ten moment przyszłość kultowego bohatera pozostaje tajemnicą, a BioWare konsekwentnie milczy na temat szczegółów fabularnych. Wśród fanów nie brakuje jednak teorii, według których ewentualny powrót Sheparda mógłby być powiązany z wątkiem gethów. Gracze muszą więc uzbrobić się w cierpliwość i liczyć, że o Mass Effect 5 usłyszymy jeszcze przed tegorocznym N7, który tradycyjnie przypada na 7 listopada.

Wczytywanie ramki mediów.

Komentarze
7
koNraDM4
Gramowicz
Ostatni niedziela
dariuszp napisał:

Fakt że wtedy z Mass Effect robi się taki mini Star-Trek. 

No i oczywiście są sequele. Później Bioware trochę "poprawiło" lore. Tzn przekaźniki mogą być naprawione. Więc można zrobić grę post-trójka gdzie rasy naprawiają przekaźniki i wznawiają komunikację i się odbudowują po wydarzeniach. I z tego co wiem to własnie robią ale z drugiej strony - jak dla mnie to mało ciekawa historia. Bo główna historia galaktyki została rozwiązana. Raczej nie przebiją Reaperów i też próba ich przebicia była by deczko słaba. 

Ewentualnie można by się skupić na Proteanach albo Leviatanach. 

Jak dla mnie wcale nie muszą przebijać żniwiarzy, to co było fajne w trylogii to działanie jako widmo dla dobra galaktyki, w drugiej części byliśmy agentem cerberusa, żniwiarze gdzieś tam byli ale nie tak mocno zaznaczeni jak w jedynce i trójce.

Andromeda miała zadatki na kolejną wielką tajemnicę z tą wymarłą cywilizacją, która stworzyła drugą, a jeszcze jako antagoniści była ta trzecia co mocno się modyfikowała genetycznie.

Myślę, że porządna historia ale kompletna bardziej się obroni niż próba przebicia żniwiarzy, dalej przecież mało pozwiedzaliśmy światy innych ras, układy Terminusa są wielką tajemnicą tak jak i połowa drogi mlecznej. Mamy też ten mały klaster z Andromedy. Mogliby skorzystać z patentu znanego z SF tj. 600 lat wcześniej wysłali arki do andromedy ale w tym czasie w drodze mlecznej ogarnęli możliwość znacznie szybszej podróży do innej galaktyki.

Takie przebijanie coraz bardziej tego co było przypomina mi problem komiksów jak i filmów o superbohaterach - coraz więksi złole, coraz większe zagrożenie, a na koniec nudne i głupie podróże w czasie, które ostatecznie resetują to co znaliśmy i próbują pokazać od nowa. Już Dragons Age lepiej to pokazało:

Jedynka - inwazja mrocznych pomiotów na Ferelden

Dwójka - jako uchodźcy budujemy swoje imie od nowa w nieznanym nam mieście i wikłamy się w kolejne intrygi (ja wiem, że ta część jest powtarzalna, szczególnie w lokacjach ale uwielbiam ten motyw)

Trójka - tu mam ambiwalentne odczucia, nienawidzę nieskończonych questów, a tych było sporo i były nudne więc czyściłem mapy z oryginalnej zawartości, a nieskończone questy omijałem. Fabularnie było nieźle aż do zakończenia, było tak niesatysfakcjonujące, że czekałem na ciąg dalszy, a tu pyk gra się skończyła.

Failguarda na razie nie tykałem, pewnie zrobię to samo co z Andromedą czyli kupię na grubej przecenie i będę grać bez większych oczekiwań co akurat w przypadku Andromedy było wybawieniem i spodobała mi się ostatecznie po tym słabym prologu.

W ME byłaby ta różnica, że to nie byłoby rozbite na pojedyncze gry tylko trylogie plus pojedyncze gry. Szczególnie, że galaktyka niby jest osłabiona i dopiero odbudowuje przekaźniki więc zagrożenie pokroju kolejnego Sarena z dużym statkiem tyle, że pochodzącego spoza przestrzeni Rady (np. z Terminusa) by wystarczyło by zaangażować graczy.

dariuszp
Gramowicz
Ostatni niedziela
koNraDM4 napisał:

Jak dla mnie Andromeda dobrze zrobiła, że zaczęła na nowo jeśli chodzi o głównego bohatera ale pod względem zawartości była trochę krokiem w tył, sporo ras z oryginału zabrakło, nie wiedzieliśmy kompletnie jak finał trylogii wpłynął na drogę mleczną czy jakie były losy załogi Sheparda i co się stało z samym Shepardem.

To nie była po prostu nowa gra, może zaczątek nowej trylogii to było trochę jak reboot, z trylogią łączyło tą grę tylko uniwersum. Mimo wszystko nie uważam, że to była zła gra ale nie taka jakiej spodziewałem się po trylogii. 

Jeśli piątka miałaby wrócić miejscem akcji do drogi mlecznej to z jednej strony dobrze ale z drugiej szkoda tego co zastałem w tym wycinku Andromedy - nowe koncepcje, rasy i zarys fabuły wydawały się ciekawe, a teraz nie poznamy odpowiedzi.

Bioware nigdy nie ogarnęło otwartego świata. Próbowali w Inkwizycji i potem w Andromedzie. 

Andromeda też sporo cierpiała z uwagi na problemy techniczne, bo EA chciało zaoszczędzić i wymienić Unreal Engine (na którym powstawały oryginały) na Frostbite od DICE. Tyle że studio miało lata doświadczenia z UE, plus miało już opracowane technologie pod RPG. Pod Frostbite nie mieli nic, więc musieli nagle tworzyć grę na nowym silniku i robić narzędzia do silnika. Zwłaszcza że sam silnik był pod shootery multiplayer, a nie open-world RPG. I żeby było mało, dodatkowo mają nowy design. 

I szczerze - obie ich gry z otwartym światem są po prostu nudne. Ani Andromeda ani Inkwizycja mi nigdy nie przypadły do gustu. Inkwizycja miała swoje momenty ale ogólnie to jak przechodzenie przez bagno g*wna żeby dotrzeć do czegoś co nie jest g*wnem. 

Problemów Andromedy jest wiele. Nudny otwarty świat który realnie niczego nie oferuje. Biegasz od ikony do ikony bez sensu przez większość czasu. Wiesz co mi to przypomina? Planety z Mass Effect. Był jeden punkt gdzie COŚ się mogło dziać a cała reszta to głupie ikony żeby zaznaczyć surowiec albo coś. Nie znam nikogo kto lubił eksploracje planet w Mass Effect. To był najgłupszy element gry. 

Ale co do resetu to wg mnie nie trzeba. Szczerze - Mass Effect był na tyle dobrze zaplanowany że można tam zrobić dużo. Zacznijmy od tego że oczywistym miejscem gdzie można zrobić grę jest odkrycie przekaźników przez ludzkość, kontakt z cywilizacjami i wojna. Potem masz odkrywanie galaktyki przez eksplorację przekaźników. Poznawanie nowych ras od zera, przedstawienie ludzkości. Dodatkowo można w to wplatac lokalne konflikty. 

Też zamiast jakiegoś dziwnej jednoski specjalnej robisz gracza po prostu kapitanem statku, który przewozi dyplomatów. Masz wymówkę czemu jest wpleciony we wszystko bo często kapitan bierze udział w tym co się dzieje na pokładzie ale też może np. towarzyszyć delegacji. No i będąc z floty ma podkład militarny na wypadek kłopotów. Też to jasne że ludzkość nie wysyła całej floty by kontaktować się z innymi flotami więc ma sens czemu kapitan bierze członków załogi by wykonać zakieś zadanie. 

Fakt że wtedy z Mass Effect robi się taki mini Star-Trek. 

No i oczywiście są sequele. Później Bioware trochę "poprawiło" lore. Tzn przekaźniki mogą być naprawione. Więc można zrobić grę post-trójka gdzie rasy naprawiają przekaźniki i wznawiają komunikację i się odbudowują po wydarzeniach. I z tego co wiem to własnie robią ale z drugiej strony - jak dla mnie to mało ciekawa historia. Bo główna historia galaktyki została rozwiązana. Raczej nie przebiją Reaperów i też próba ich przebicia była by deczko słaba. 

Ewentualnie można by się skupić na Proteanach albo Leviatanach. 

koNraDM4
Gramowicz
Ostatni niedziela

Jak dla mnie Andromeda dobrze zrobiła, że zaczęła na nowo jeśli chodzi o głównego bohatera ale pod względem zawartości była trochę krokiem w tył, sporo ras z oryginału zabrakło, nie wiedzieliśmy kompletnie jak finał trylogii wpłynął na drogę mleczną czy jakie były losy załogi Sheparda i co się stało z samym Shepardem.

To nie była po prostu nowa gra, może zaczątek nowej trylogii to było trochę jak reboot, z trylogią łączyło tą grę tylko uniwersum. Mimo wszystko nie uważam, że to była zła gra ale nie taka jakiej spodziewałem się po trylogii. 

Jeśli piątka miałaby wrócić miejscem akcji do drogi mlecznej to z jednej strony dobrze ale z drugiej szkoda tego co zastałem w tym wycinku Andromedy - nowe koncepcje, rasy i zarys fabuły wydawały się ciekawe, a teraz nie poznamy odpowiedzi.




Trwa Wczytywanie