To mogłoby się udać, ale to hollywoodzkie wytwórnie musiałyby zaryzykować.
Przez lata branża gier przyzwyczaiła nas do ciągłych zmian trendów. To, co jeszcze niedawno dominowało rynek, dziś często zostaje porzucone na rzecz nowych pomysłów i technologii. W pogoni za coraz większym rozmachem i żyjącymi, otwartymi światami, zniknęły jednak pewne elementy, które kiedyś stanowiły istotną część branży. Jednym z nich są gry tworzone na podstawie filmów, które w pierwszej dekadzie XXI wieku były nieodłączną częścią przemysłu growego, a dziś praktycznie nie istnieją.
Władca Pierścieni: Powrót Króla
Czy growe adaptacje filmów powinny powrócić?
Jeszcze kilkanaście lat temu adaptacje kinowych hitów na gry były standardem. Produkcje te często powstawały równolegle z premierą filmu i miały rozszerzać doświadczenie widzów, pozwalając im wejść w świat znany z dużego ekranu. Nie zawsze były to tytuły wybitne, a część z nich faktycznie sprawiała wrażenie szybkich projektów nastawionych głównie na zysk.
Mimo to wśród nich nie brakowało solidnych i pomysłowych produkcji, które do dziś są wspominane z sentymentem. Dobrym przykładem jest X-Men Origins: Wolverine, które okazało się o wiele lepsze od samego filmowego pierwowzoru. Dla wielu graczy to właśnie ta produkcja stanowi koronny przykład, że growe adaptacje filmów wcale nie muszą być kiepskie.
Z biegiem czasu oczekiwania wobec gier znacząco wzrosły. Dziś tytuł oceniony na 7/10 często uznawany jest za rozczarowanie. To podejście szczególnie uderzyło w gry filmowe, które z założenia powstawały w krótkim czasie i przy ograniczonych budżetach.
W efekcie rynek zaczął odchodzić od takich projektów. Zamiast nich pojawiły się wielkie produkcje AAA, kosztujące setki milionów dolarów, a także gry-usługi oparte na znanych filmowych lub serialowych markach, czy też projekty mobilne. Problem w tym, że w wyniku tej zmiany zniknęła przestrzeń dla średniobudżetowych tytułów, które nie musiały być arcydziełami, ale oferowały czystą rozrywkę.
GramTV przedstawia:
Odejście od gier filmowych oznaczało nie tylko utratę konkretnego rodzaju produkcji, ale też pewnej filozofii tworzenia. Tego typu gry często rozwijały historie znane z kina i pozwalały graczom wejść głębiej w ulubione uniwersa. Były też polem do eksperymentów.
Przykłady takich tytułów jak Spider-Man 2 czy Władca Pierścieni: Powrót Króla pokazują, że nawet projekty powiązane z filmami mogły wprowadzać rozwiązania, które później inspirowały kolejne gry. Mechanika poruszania się Spider-Mana w nowszych odsłonach serii czerpie z pomysłów sprzed lat, właśnie z czasów adaptacji filmowych.
Co więcej, dla wielu studiów tego typu produkcje stanowiły ważne źródło finansowania. Dzięki nim deweloperzy mogli później realizować bardziej ambitne projekty. Bez takiego zaplecza twórcy coraz częściej są uzależnieni od dużych wydawców, którzy niejednokrotnie decydują się na anulowanie projektów lub zamykanie całych zespołów.
Trudno oczekiwać, że gry filmowe wrócą w dokładnie takiej formie, w jakiej znaliśmy je kilkanaście lat temu. Rynek się zmienił, a oczekiwania graczy są dziś znacznie wyższe. Jednak idea stojąca za tym trendem wciąż ma sens. Tym bardziej że branża potrzebuje produkcji ze średniego budżetu, które nie będą walczyć o tytuł gry roku, ale zapewnią solidną i przystępną rozrywkę. To właśnie one mogą stanowić pomost między ogromnymi blockbusterami a bardziej ryzykownymi projektami.
Problem z filmowymi grami jest taki że były robione na premierę filmu. Miały twarde daty których twórcy nie chcieli przekraczać więc co było na premierę to wydawali. I to się liczyło a nie jakość gry. Dlatego właśnie ludzie wspominają 2-3 dobre gry z tamtego okresu ale milczą na temat ogromną kiepskich gier.
Ogólnie dzisiaj gry są lepsze od filmów. Dzisiaj robi się kiepskie filmy na podstawie dobrych gier. To film czy serial promuje grę.