Koniec ery twardziela? Młodzi widzowie chcą bardziej empatycznych bohaterów

Jakub Piwoński
2026/02/26 18:10
3
0

Wraz z rozwojem kina zmienia się wizerunek ekranowego mężczyzny. Czy samce alfa i cisi twardziele przechodzą właśnie do lamusa?

Przez dekady kino promowało dobrze znany wzorzec męskości – milczącego, silnego samotnika, który bierze na siebie ciężar świata, ale nie potrafi mówić o emocjach. Wszystko wskazuje na to, że ten model powoli odchodzi do lamusa. Najnowsze badanie przeprowadzone przez Center for Scholars & Storytellers przy Uniwersytecie Kalifornii pokazuje wyraźną zmianę oczekiwań młodej publiczności. Dane ujawnił Deadline.

John Wick
John Wick

Młodzi widzowie mają dosyć superbohaterów. Chcą bardziej empatycznych mężczyzn

W ankiecie wzięło udział 1500 osób w wieku od 10 do 24 lat. Choć badanie dotyczyło amerykańskich odbiorców, jego wyniki wpisują się w szerszy trend widoczny także w popkulturze. Klasyczny „samiec alfa” – chłodny, zdystansowany heros – przestaje być atrakcyjny dla pokolenia Z i Alfy. Siła fizyczna czy dominacja nie są już kluczowymi cechami ekranowego idola.

GramTV przedstawia:

Młodzi widzowie wolą bohaterów empatycznych, potrafiących budować relacje i otwarcie mówić o uczuciach. Chcą oglądać ojców zaangażowanych w rodzicielstwo, mężczyzn okazujących ciepło i wsparcie. Niedoskonałości nie stanowią problemu – ważne jest, by postacie były autentyczne i emocjonalnie dostępne.

Wyniki korespondują z innymi analizami z ostatnich lat, które wskazują, że młodsze pokolenia rzadziej interesują się wątkami romantycznymi czy seksualnymi. Zamiast tego większą wagę przykładają do przyjaźni, lojalności i wzajemnego wsparcia. Pytanie, czy Hollywood dostosuje się do tych oczekiwań i zacznie tworzyć bardziej wiarygodne, bliższe widzom portrety mężczyzn. Na pewno wskaźnik ten sugeruje szersze zjawisko, wychodzące nawet poza ramy kina, a będące zjawiskiem socjologicznym i kulturowym.

Komentarze
3
dariuszp
Gramowicz
Wczoraj 21:42
wolff01 napisał:

To ciekawe, bo ja z kolei widziałem artykuły gdzie piszą o tym jak młodsze pokolenia zazdroszczą pokoleniom np. wychowanym w latach 90-tych że "wy to mieliście super jeśli chodzi o filmy, gry" itp. I komu tu wierzyć...

Bo to zawsze zależy od tego kogo zapytasz.

Jak idziesz ankietować "młodych ludzi" na amerykańskich uniwersytetach - instytucjach od lat zdominowanych przez skrajną lewicę i działających jak fabryki pożytecznych idiotów dla Demokratów - to oczywiście usłyszysz, że chcą "empatycznych bohaterów". Bo to jest już ustalona, zaakceptowana, skonsultowana z HR odpowiedź.

Ostatnio mieliśmy idealny przykład przy aferze z Emiru. Młoda streamerka odmówiła wypowiedzenia "Fuck ICE" na streamie. Lewica ruszyła do ataku dokładnie jak Borg ze Star Trek: "Twoja współlokatorka to powiedziała", "nie trzeba wiele, by powiedzieć dwa słowa", "jesteś dorosła, więc powinnaś mieć własne zdanie". Klasyczny kolektyw. Musisz powtarzać ich mantrę, żeby udowodnić przynależność do stada. Nie powtórzysz = jesteś wrogiem. "Własne zdanie" jest mile widziane tylko wtedy, gdy jest identyczne z ich zdaniem. Jeżeli dron nie porusza się jak inne drony - jest atakowany i niszczony.

Czasem mi żal tych ludzi, bo przez ten ekstremizm naprawdę nie ma u nich środka: albo w 100% się zgadzasz, albo jesteś nazistą i próbują zrujnować Ciebie i Twoją rodzinę. To jeden z głównych powodów tego całego shiftu na prawo na świecie po 2024 roku - sami ludzi spychają na prawo.

Sam uznaję się za lewicowca, ale moje poglądy zależą od konkretnych rzeczy. Oprogramowanie, które zawodowo piszę, jest przyjazne osobom trans (w systemie korporacyjnym możesz innym użytkownikom prezentować inne imię niż na umowie). Uważam, że osoby LGBT powinny móc wziąć ślub cywilny. Ale jestem też za szczelnymi granicami i legalną imigracją. Mogę nie pochwalać wielu działań ICE i administracji Trumpa, ale usuwanie z społeczeństwa recydywistów z dziesiątkami wyroków uważam za absolutną konieczność. Dla skrajnego lewicowca i tak jestem nazistą.

Jakich bohaterów sobie ci skrajni lewicowcy wymarzyli? Miękkich, nijakich, wiecznie gadających o uczuciach, słabych facetów, którzy w finale zostają uratowani przez szczęśliwy zbieg okoliczności, a nie przez własny charakter i wysiłek. Przegrywy, którzy "od zawsze byli bohaterami, tylko świat tego nie widział". Marzenie lewicowca: zostać bohaterem bez walki, bez ceny, bez trudnych decyzji.

Dlatego ich cały aktywizm kończy się na pisaniu komentarzy i virtue signalingu. Lajk nic nie kosztuje. Poza pojedynczymi świrami, którzy kogoś zabiją. 

A jak np studio robiące gry próbuje się im przypodobać (jak to ostatnie z grą Relooted o czarnych "odzyskujących" artefakty z muzeów), nagle tysiące lajków na Twitterze nie zamieniają się w sprzedaż. Bo ci sami "sojusznicy" nie wyciągają portfela. Dostałeś dokładnie tyle, ile są warci - absolutne nic.

Z drugiej strony masz przykłady, które naprawdę działały: Joel z The Last of Us. Był "empatycznym tatuskiem", kiedy trzeba, ale nie 24/7. Był twardym, odpowiedzialnym opiekunem. Kiedy przyszło co do czego - zrobił to, co musiał, żeby chronić dziecko. I zarówno gra, jak i pierwszy sezon serialu były gigantycznymi hitami. Czy to nie jest ciekawe, że opinie graczy zostały podzielone drugą historią w tym świecie i tak samo serial podupada w drugim sezonie, który pokrywa drugą grę? 

Zresztą mam świetny przykład, który idealnie pokazuje tę rozbieżność między tym, co ludzie mówią, a tym, czego naprawdę chcą od wspaniałych stworzeń, które legenda mówi nie puszczają bąków. Kobiety twierdzą, że facet powinien nie bać się płakać i być wrażliwy. Ale jak facet naprawdę zapłacze - dla większości to natychmiastowy "ick" i koniec zainteresowania. Głoszą partnerstwo i szacunek, a największym erotycznym hitem ostatnich lat była seria Pięćdziesiąt twarzy Greya - historia o bogatym, dominującym facecie. Narzekają na męskie fetysze, a jeden z największych bestsellerów to "Morning Glory Milking Farm" - książka o kobiecie, która na farmie potworów świadczy im seksualne usługi. Nie wspominając o tym, ile półek w księgarniach zajmują romanse z potworami na okładkach.

To nie znaczy, że można być obleśnym zboczeńcem. To tylko dowód, że ludzie bardzo często mówią to, co ich zdaniem inni chcą usłyszeć. Ale kiedy przychodzi co do czego - wybierają zupełnie co innego.

W skrócie: jak zapytasz lewicowych aktywistów z kampusu, Twittera czy Bluesky - dostaniesz dokładnie tę "poprawną" odpowiedź. Tylko potem się zdziwisz, że nikt tego nie kupuje.

Według mnie trzeba się uplasować dokładnie pośrodku. Chcesz bohatera autentycznego, ale też prawdziwego bohatera. A żeby być bohaterem, na ogół musisz zrobić coś, na co przeciętny człowiek nigdy by się nie zdobył. Nie bój się dać mu prawdziwej, bolesnej ceny za to bycie bohaterem. I nie musi być czarno-biały - świat nie jest czarno-biały.

Dlatego klasyczny macho-man z lat 80.-90. dzisiaj by nie zadziałał, jeśli potraktujemy go poważnie, a nie jak karykaturę/parodię. John Wick nie stał się hitem dlatego, że Wick był świetną postacią. Keanu też nie jest wybitnym aktorem. Stał się hitem, bo ludzie, którzy robili choreografię walk, nakręcili wszystko na szerokim, stabilnym ujęciu - aktor trenował miesiącami, żeby naprawdę to wykonać. Żadnych tysięcy cięć i trzęsącej się kamery. Gdyby nakręcili ten film jak kręcili Taken (50 cięć żeby przeskoczyć przez płot, bo aktor jest stary i nie jest w formie), to wg mnie nie odniósłby takiego sukcesu.

Zresztą nie musimy daleko szukać. Ta ostatnia faza Disneya w MCU to właśnie ci empatyczni bohaterowie. I co? I zarówno MCU jak i Star Wars są w tarapatach. A tu nagle wypuszczają Deadpool i Wolverine które jest w zasadzie zwykłym fan serwisem i bam - finansowy hit. Ale znowu Deadpool & Wolverine nie bierze się na poważnie. Wiedzą jaki film robią. 

I dlatego tak często te skrajnie lewicowe podejścia upadają - bo to po prostu nie jest coś, co ludziom naprawdę się podoba. Jeżeli pójdziesz za bardzo w takiego klasycznego bohatera z one-linerami, to najlepiej nakręcić Duke Nukem, gdzie główna postać to chodząca parodia. Znowu, jeżeli będziesz chciał robić virtual signaling, Twoim bohaterem promując miernotę - lepiej, żeby to ten zły wygrał na końcu, pokazując, że bez wysiłku czy poświęcenia nie osiągniesz celu. 

Celuj gdzieś po środku - będziesz miał największą szansę na trafienie. 

FallingStickman
Gramowicz
Wczoraj 20:13

Badania wcale nie wykazują, że młodzi ludzie nie chcą oglądać postaci w stylu archetypowych "twardzieli". Pytania są przygotowane dość stronniczo i sugerują pewne odpowiedzi. To słabo przygotowane badanie z równie słabymi wnioskami i tezami wysuniętymi znikąd. Poza tym, jak pokazuje ostatnie kilka lat, filmy i seriale z "uczuciowymi mężczyznami" radzą sobie znacznie słabiej niż te, które wykorzystują archetyp "twardziela".  Nie potrzeba badań, skoro dane już istnieją. 

wolff01
Gramowicz
Wczoraj 19:25

To ciekawe, bo ja z kolei widziałem artykuły gdzie piszą o tym jak młodsze pokolenia zazdroszczą pokoleniom np. wychowanym w latach 90-tych że "wy to mieliście super jeśli chodzi o filmy, gry" itp. I komu tu wierzyć...




Trwa Wczytywanie