Inicjatywa Stop Killing Games trwa. Co więcej dotarła ona już na europejskie salony i teraz dalsze działania leżą po stronie polityków.
Przez kilka ostatnich miesięcy liczono podpisy, które składali gracze z całej Europy. Wszystko po to, by ratować gry przed definitywnym zniknięciem w odmętach historii.
Stop Killing Games
Stop Killing Games idzie pod obrady Komisji Europejskiej
Liczenie trwało od lipca, ale wreszcie poznaliśmy jego wyniki. W sumie na całym Starym Kontynencie podpisano się blisko 1,3 miliona razy. To oznacza, że projekt wypełnił wymagania stawiane w ramach Europejskiej Inicjatywy Obywatelskiej. Tym samym teraz Stop Killing Games musi przyjrzeć się Komisja Europejska. Potem zaś rzeczony organ musi się do tej inicjatywy ustosunkować, chociaż oczywiście nie ma pewności, czy przyczyni się ona do wprowadzenia zmian w prawie.
Do sprawy odniósł się m.in. Radosław Dubisz z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego:
W końcu zliczone i sprawdzone zostały wszystkie podpisy pod europejską inicjatywą obywatelską #StopKillingGames! W sumie zaliczono 1 294 188 zgłoszeń, przekraczając próg 1 miliona. Przekroczenie tego progu i progów dla 7 krajów UE oznacza, że Komisja Europejska musi zająć się sprawą. Polska może pochwalić się trzecim wynikiem w Europie – 143 826.
Faktycznie w Polsce gracze licznie rzucili się do podpisywania stosownej petycji. Więcej sygnatur zgromadzono jedynie we Francji – 145 289 – oraz w Niemczech – 233 180. Niemniej warto pamiętać, że oba te państwa są znacznie większe od naszej ojczyzny, tym bardziej zatem dokonanie członków polskich społeczność jest godne uwagi.
GramTV przedstawia:
Co ważne, w ramach inicjatywy jej twórcy nie ograniczają się jedynie do petycji. Walczyć z uśmiercaniem gier, jak miało np. miejsce niedawno w przypadku Anthem, próbują oni także poprzez lobbing. Stąd rozmowy z członkami Parlamentu Europejskiego czy też polskiej Komisji Cyfryzacji. Niemniej przed Stop Killing Games jeszcze daleka droga.
Tak ostatnie wydarzenia podsumował Moritz Katzner, który działa na rzecz Stop Killing Games w Parlamencie Europejskim:
Większość z was to rozumie, ale nadal trzeba to powiedzieć: wraz z całym naszym zespołem prosimy o cierpliwość. Robimy to, bo w to wierzymy i wierzymy, że to, co robimy, jest słuszne. Nikt z nas na tym nie zarabia. Wszyscy mamy prace, rodziny i obowiązki, a dla niektórych ostatnie tygodnie był trudne. Miejcie to na uwadze. Nie mówicie do jakiejś abstrakcyjnej instytucji, jak Unia Europejska, tylko to prawdziwych ludzi. Tak, nawet moderatorzy są prawdziwi! W rzeczywistości rozmawiacie z kimś, kto za 30 minut będzie po prostu grał w Kingdom Come: Deliverance 2, by wypocząć po stresującym tygodniu.
Ruch Stop Killing Games narodził się w 2024 roku z inicjatywy Rossa Scotta po tym, jak Ubisoft zamknął serwery The Crew, odbierając graczom możliwość wszelkiej zabawy, nawet w pojedynkę. Osoby związane z inicjatywą postulują, że gry komputerowe są takim samym dziedzictwem kultury, jak książki czy filmy, a ich kasowanie i usuwanie przez wydawców jest taką samą stratą, jak w przypadku pozostałych wspomnianych form kulturowej ekspresji.
Absolwent dziennikarstwa sportowego na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pasjonat esportu, piłki nożnej i polityki. Od 2026 roku redaktor Gram.pl.
OK, ale w sposób niejako naturalny, nie pasuje to do gier multi.
Zaś co do singleplayerów - taki wydawca ma np. ochotę na gromadzenie danych. Więc wymaga logowania. No bo teoretycznie po co innego singleplayerowi każdorazowe logowanie się (nie wnikając za bardzo w mechanikę gry).
Innymi słowy, wyobrażam sobie sytuację, w której zarząd firmy dochodzi do wniosku, że nie opłaca mu się trzymać serwerów, bo zyski z pobierania danych o graczach są już zerowe (brak nowych graczy), a zyski ze sprzedaży też są zerowe (brak nowych graczy).
Przyjmując też, że sprzedaż odbywa się na zasadzie licencji i to raczej tej w rozumieniu najmu ("nie będziesz miał niczego i będziesz..."), a nie posiadania kopii, to wydaje się to naturalnym trendem obecnie.
Porównując to do książek - idziesz do biblioteki. Póki jest otwarta, możesz czytać. Jak zamknięta - to po ptokach.
Więc w zasadzie rozumiem obie strony. Jedni chcą zarabiać, nie tracić. Drudzy chcą, grać, skoro zapłacili. Ale porównanie do książek wydaje się sensowne. Trend jest w stronę bibliotek, nie księgarni...
Ale oczywiście mogę się mylić.
Tak, nie da się tego zastosować do wszystkich gier. Nadal jednak uważam, że do większości się da. Mmo odpadają, ale w strzelankach można wzorem starych dobrych czasów (Unreal Tournament się kłania) dać możliwość grania z botami, a miłośnicy gier h&s będą tylko zachwyceni. Generalnie da się wypracować jakiś system, a nie, że kupujesz licencję i jak jej właściciel uzna, że mu się nie opłaca to ją tracisz.
Grze
Gramowicz
26/01/2026 12:07
Silverburg napisał:
Wystarczy dać możliwość gry offline.
OK, ale w sposób niejako naturalny, nie pasuje to do gier multi.
Zaś co do singleplayerów - taki wydawca ma np. ochotę na gromadzenie danych. Więc wymaga logowania. No bo teoretycznie po co innego singleplayerowi każdorazowe logowanie się (nie wnikając za bardzo w mechanikę gry).
Innymi słowy, wyobrażam sobie sytuację, w której zarząd firmy dochodzi do wniosku, że nie opłaca mu się trzymać serwerów, bo zyski z pobierania danych o graczach są już zerowe (brak nowych graczy), a zyski ze sprzedaży też są zerowe (brak nowych graczy).
Przyjmując też, że sprzedaż odbywa się na zasadzie licencji i to raczej tej w rozumieniu najmu ("nie będziesz miał niczego i będziesz..."), a nie posiadania kopii, to wydaje się to naturalnym trendem obecnie.
Porównując to do książek - idziesz do biblioteki. Póki jest otwarta, możesz czytać. Jak zamknięta - to po ptokach.
Więc w zasadzie rozumiem obie strony. Jedni chcą zarabiać, nie tracić. Drudzy chcą, grać, skoro zapłacili. Ale porównanie do książek wydaje się sensowne. Trend jest w stronę bibliotek, nie księgarni...
Ale oczywiście mogę się mylić.
Silverburg
Gramowicz
26/01/2026 11:53
Grze napisał:
No dobra, tylko że w przypadku książek jest coś takiego, jak Biblioteka Narodowa i tytuł mający ISBN musi zostać wysłany w kilku tam egzemplarzach do BN.
Tu - kto by miał trzymać te serwery??? Wydawca - nawet jeśli będzie grało 4 osoby? Przy obecnym szaleństwie węglowego idiotyzmu koszty prądu są znaczne - a serwery żrą energię, bo to nie tylko "moc obliczeniowa" ale i chłodzenie pomieszczeń, utrzymanie infrastruktury kablowej itp.