Wskazuje, że tak samo było z trylogią prequeli od George’a Lucasa.
Dyskusja wokół trylogii sequeli z uniwersum Gwiezdnych wojen wciąż budzi spore emocje, jednak zdaniem jednego z twórców związanych z serią, odbiór tych produkcji może z czasem ulec znaczącej zmianie. Brian Herring, który pracował przy ożywianiu droida BB-8, uważa, że obecna krytyka nowych filmów przypomina reakcje fanów na prequele sprzed dwóch dekad.
Gwiezdne wojny
Gwiezdne wojny – to tylko kwestia czasu, jak trylogia sequeli zostanie pokochana przez fanów?
W wywiadzie Herring zwrócił uwagę, że historia lubi się powtarzać, a opinie odbiorców często zmieniają się wraz z upływem lat i zmianą pokoleń fanów. W jego ocenie dzisiejsze podziały wokół sequeli są bardzo podobne do tych, które towarzyszyły premierom filmów takich jak Gwiezdne wojny: Część I – Mroczne widmo czy Gwiezdne wojny: Część III – Zemsta Sithów.
Myślę, że kontynuacje nie są bardziej polaryzujące niż prequele w momencie ich premiery. Wiele osób krytykujących nowe filmy jest po prostu zbyt młodych, by pamiętać, jak duże oburzenie towarzyszyło prequelom, z tą różnicą, że dziś mamy internet.
Gdyby internet funkcjonował na taką skalę jak teraz w czasach premiery prequeli, zobaczylibyśmy dokładnie to samo. Jestem przekonany, że za dziesięć lat podobna sytuacja będzie dotyczyć sequeli, ponieważ mają one ogromną bazę fanów. Spotykam ich cały czas, ale to głównie młodsi widzowie niż ci, którzy dziś najgłośniej narzekają w sieci.
Zdaniem Herringa to właśnie młodsze pokolenie, wychowane na postaciach takich jak Rey, Finn czy Poe, z czasem nada tym filmom nostalgicznego wymiaru, podobnie jak stało się to w przypadku bohaterów pokroju Dartha Maula czy Jar-Jara Binksa. W ostatnich latach prequele zyskały bowiem nowe życie również dzięki serialom i projektom rozwijającym ich wątki.
To całkowicie w porządku, jeśli komuś się to nie podoba. Nie wszystko musi być dla każdego. Uważam jednak, że to kwestia pokoleniowa. Jak powiedziano w Battlestar Galactica, wszystko to już się wydarzyło i wydarzy się ponownie.
GramTV przedstawia:
Od premiery Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy minęło już ponad dziesięć lat, a finał trylogii, czyli Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie, zbliża się do podobnego jubileuszu. Choć Disney nadal planuje rozwijać wątki znanych bohaterów, konkretne szczegóły pozostają niejasne.
W ostatnich dniach pojawiły się jednak sygnały, że powrót postaci może być kwestią czasu. John Boyega przyznał, że rozmawiał o potencjalnym powrocie z Davem Filonim, co sugeruje, że trwają pierwsze prace koncepcyjne. Jednocześnie niepewna pozostaje przyszłość filmu o Rey zapowiedzianego podczas Star Wars Celebration 2023, w którym ponownie miała wystąpić Daisy Ridley.
Równolegle rozwijana jest nowa trylogia tworzona przez Simona Kinberga, znanego między innymi z filmu X-Men: Mroczna Phoenix. Projekt przeszedł już znaczące zmiany koncepcyjne i obecnie znajduje się na etapie dopracowywania szczegółowego zarysu fabuły.
Zanim jednak saga powróci w nowej odsłonie, Disney spróbuje ponownie przyciągnąć widzów do kin filmem The Mandalorian & Grogu, który zadebiutuje w maju tego roku. W dalszej kolejności zaplanowano także produkcję Star Wars: Starfighter z Ryan Gosling w obsadzie, której premiera przewidziana jest na 2027 rok.
Tak tak, negowania/funkcjonowania w bańce ciąg dalszy. Typowa strategia na niepowiedzenie wprost że to po prostu zrąbali. To nigdy nie jest ich (twórców) wina.
A jak w końcu dojdzie do skutku ten remake oryginalnej trylogi to tez powiedzą że "młodzi nie pamiętają dlatego stworzyliśmy dla nich nową wersje"?
To czego te tłumoki z Disneya nie rozumieją to to że zniechęcili największych ambasadorów marki - fanów. A fani mają nie raz dzieci. Jeżeli kupiliby fanów, ci kupiliby im tych "młodych" fanów. Miłość do czegoś niejednokrotnie przechodzi między pokoleniami. Wystarczy spojrzeć na kolejki na konwentach. I to kolejki do ludzi którzy postanowili wziąść sprawy w swoje ręce skoro Disney im tego nie daje...
beetleman1234
Gramowicz
Dzisiaj 14:13
Tidek napisał:
Różnica jest taka, że EpI-III miały sens i były spójne, nawet jeśli inne od oryginalnej trylogii. To co zrobił Disney nie trzyma się kupy i nie miało na siebie pomysłu.
Episode I-III - historie dobre, choć mogłyby być lepiej opowiedziane.
Episode VII-IX - schizofreniczny zlepek randomowych pomysłów, ale tak prawdziwie randomowych, bo większość z nich nie ma najmniejszego sensu. Nie wiem czy w ogóle można uznać, że te filmy posiadają fabułę.
Tidek
Gramowicz
Dzisiaj 14:04
Różnica jest taka, że EpI-III miały sens i były spójne, nawet jeśli inne od oryginalnej trylogii. To co zrobił Disney nie trzyma się kupy i nie miało na siebie pomysłu.