GTA 6 może mieć problem. Weteran serii zwraca uwagę na zaskakującą przeszkodę

Jakub Piwoński
2026/05/31 17:30
1
0

Aktor znany z roli Lestera w GTA 5 uważa, że Rockstar stoi dziś przed trudniejszym zadaniem niż kiedykolwiek wcześniej. Powód może zaskoczyć fanów serii.

Grand Theft Auto od lat słynie z ostrej satyry wymierzonej w amerykańską kulturę, politykę i media. Zdaniem jednego z weteranów serii właśnie ten element może okazać się dla GTA 6 większym wyzwaniem niż stworzenie ogromnego świata czy rozbudowanej fabuły. To co dzieje się na świecie wpływa na grę i nieco krępuje ręce twórcom.

GTA 6
GTA 6

Nowe GTA już nie będzie satyrą?

O swoich obawach opowiedział Jay Klaitz, aktor, który użyczył głosu i ruchów Lesterowi Crestowi w GTA 5 oraz GTA Online. To właśnie Lester pomagał Michaelowi, Franklinowi i Trevorowi organizować najbardziej spektakularne napady w grze, stając się jedną z najpopularniejszych postaci drugoplanowych w historii marki. W rozmowie z Eldorado.gg aktor stwierdził, że rzeczywistość w ostatnich latach stała się tak absurdalna, że Rockstar może mieć problem z jej skutecznym sparodiowaniem.

To, co jeszcze niedawno wydawało się kompletnie szalone i nierealne, dziś wygląda jak zwykły dzień. Być może GTA 6 nie będzie w stanie wywołać takiego samego efektu jak poprzednie części – zauważył Klaitz.

Nie oznacza to jednak, że aktor przewiduje porażkę gry. Wręcz przeciwnie. Jego zdaniem GTA 6 i tak będzie gigantycznym wydarzeniem kulturowym, nawet jeśli trudniej będzie mu szokować graczy tak skutecznie jak GTA 5 w 2013 roku.

GramTV przedstawia:

Co ciekawe, podobne wątpliwości wyrażał już wcześniej Dan Houser, współzałożyciel Rockstar Games i jeden z głównych scenarzystów serii. W wywiadzie z 2018 roku przyznał, że nie chciałby wydawać GTA 6 w trakcie prezydentury Donalda Trumpa. Obawiał się bowiem, że wszelkie satyryczne komentarze przygotowane przez twórców mogłyby zestarzeć się niemal natychmiast pod wpływem szybko zmieniających się wydarzeń politycznych.

Dziś sytuacja jest o tyle wyjątkowa, że GTA 6 będzie pierwszą główną odsłoną serii stworzoną bez udziału Housera, który odszedł z Rockstar Games w 2020 roku. Wielu fanów zastanawia się więc, czy studio zachowa charakterystyczny styl humoru i społecznej satyry, z którego słynęły poprzednie części.

Sam Klaitz nie zdradził przy okazji, czy pojawi się w GTA 6. Aktor od lat jest zasypywany pytaniami na ten temat, ale konsekwentnie odmawia komentarza. Rockstar również nie ujawnił jeszcze pełnej obsady gry, choć znamy już nazwiska części bohaterów.

Komentarze
1
dariuszp
Gramowicz
Dzisiaj 19:01

Zależy, jak do tego podejdą. Wydaje mi się, że błędem będzie po prostu komentowanie współczesnych wydarzeń politycznych. I słusznie tutaj mówią, że nawet nie nadążysz za tym. Dodatkowo od 10 lat słyszymy od amerykańskich mediów "Trump bad", więc jak zrobią po prostu "Trump bad", to ludzie w tym momencie będą bardziej przewracać oczami, że "znowu to samo". 

"trump bad" po tylu latach to jak powtarzanie tego samego dowcipu na każdej imprezie i dziwienie się że coraz mniej ludzi się śmieje. Nie chodzi o to że dowcip jest gorszy tylko o to że już go wszyscy słyszeli. 

Wielokrotnie.

GTA chyba zawsze raczej trzymało się ogólnych kierunków społecznych, a nie konkretnych wydarzeń.

  • GTA 3 to była po prostu gra imitująca filmy gangsterskie. Brudne, cyniczne miasto. Klimat. 
  • Vice City po prostu pokazywał lata 80 i kokainowy boom. Wzorowało się na Miami Vice i Scarface. Swoją droga do teraz mnie bawi że od premiery Vice City minęło więcej lat (22) niż minęło lat między datą wydarzeń w grze a premierą gry (16).
  • San Andreas pokazywało kulturę gangów w LA, zamieszki, korupcję. Sporo o rasie, klasie i czarnej biedocie. 
  • GTA 4 to był komentarz na temat American Dream. Niko przybywa jako imigrant. Sprzedali mu mit o Ameryce. Zobaczył brud, przemoc i rozczarowanie. 
  • GTA 5 znowu skupiło się na kulcie celebrytów, social media, terapii, hipsterach itp. Też trochę kontynuowali American Dream z GTA 4 ale w drugą stronę bo Michaelowi się udało. Miał ładny duży dom między bogaczami, kupę pieniędzy, jacht, przyzwoity samochód - ale mimo tego nie był szczęśliwy a jego rodzina to była banda przegrańców. 

​Szczerze, tak sobie myślę, co można by zrobić dzisiaj, i wydaje mi się, że jednak musisz uderzyć w wojnę kulturową. Lewicę i prawicę, social media, streaming i narracje. Hipokryzję. Virtue signaling.

Bo patrząc np. na tzw. "nuisance streamers", gdzie mieliśmy idiotę, który chodzi z ochroniarzem i zaczepia ludzi. I chyba ktoś go w końcu postrzelił. Drugi idiota poszedł niedawno do więzienia w Korei. Jakaś idiotka napastowała seksualnie facetów na wizji i Twitch jej nie zbanował, plus dosłownie streamowała, jak kradnie. Tylko czekać, aż ktoś popełni znaczące przestępstwo i jeszcze będzie się chwalił w social mediach.

I tak robisz parodię, gdzie Lucia i Jason popełniają przestępstwa z telefonem w ręku. I wrzucają to w sieć. Ale zamiast po prostu zostać aresztowani, są traktowani jak celebryci. Napady stają się viralami, ludzie im kibicują, robią im murale. Przestępstwo staje się "contentem".

I pokazujesz dzisiejsze media. Spolaryzowane społeczeństwo. Lewica krzyczy "walczą z systemem! nowoczesny Robin Hood!", a prawica "upadek cywilizacji! degeneracja!". W tle jakiś miliarder, który jest właścicielem i lewicowych, i prawicowych stacji, i ciągnie kasę z obu stron. I kombinuje jak parę wykorzystać. Pokazujesz prawicowe milicje, progresywnych aktywistów, którzy korzystają z wkurzenia społeczeństwa. Eskalujesz.

A Jason i Lucia obserwują, jak z ich powodu cały kraj wymyka się spod kontroli.

I pokazujesz odwrotność tego, czego byś się spodziewał. Zamiast zignorowania pary i zamknięcia ich za kratkami, okazuje się, że wszyscy walczą o uwagę, wszyscy wykorzystują wściekłość. Kłamią. Robią biznes na tym, co robi para. Nikomu nie zależy by przestali. A jedyna niefiltrowana prawda na ekranie to stream tych dwojga, który każdy interpretuje po swojemu.

Bo próbujesz oszukać widownię, w tym wypadku graczy. Robiąc z tej dwójki sympatycznych, romantycznych buntowników. Coś, co np. w "Jokerze" próbowano osiągnąć, żeby publika choć przez moment sympatyzowała z Jokerem, podczas gdy realia są takie, że patrzysz na psychopatów.

Bo jeżeli gracz poczułby sympatię, choćby przez chwilę, to gra sprawiła, że robisz dokładnie to, co sama wyśmiewa. To byłoby piękne.