Aktor znany z roli Lestera w GTA 5 uważa, że Rockstar stoi dziś przed trudniejszym zadaniem niż kiedykolwiek wcześniej. Powód może zaskoczyć fanów serii.
Grand Theft Auto od lat słynie z ostrej satyry wymierzonej w amerykańską kulturę, politykę i media. Zdaniem jednego z weteranów serii właśnie ten element może okazać się dla GTA 6 większym wyzwaniem niż stworzenie ogromnego świata czy rozbudowanej fabuły. To co dzieje się na świecie wpływa na grę i nieco krępuje ręce twórcom.
GTA 6
Nowe GTA już nie będzie satyrą?
O swoich obawach opowiedział Jay Klaitz, aktor, który użyczył głosu i ruchów Lesterowi Crestowi w GTA 5 oraz GTA Online. To właśnie Lester pomagał Michaelowi, Franklinowi i Trevorowi organizować najbardziej spektakularne napady w grze, stając się jedną z najpopularniejszych postaci drugoplanowych w historii marki. W rozmowie z Eldorado.gg aktor stwierdził, że rzeczywistość w ostatnich latach stała się tak absurdalna, że Rockstar może mieć problem z jej skutecznym sparodiowaniem.
To, co jeszcze niedawno wydawało się kompletnie szalone i nierealne, dziś wygląda jak zwykły dzień. Być może GTA 6 nie będzie w stanie wywołać takiego samego efektu jak poprzednie części – zauważył Klaitz.
Nie oznacza to jednak, że aktor przewiduje porażkę gry. Wręcz przeciwnie. Jego zdaniem GTA 6 i tak będzie gigantycznym wydarzeniem kulturowym, nawet jeśli trudniej będzie mu szokować graczy tak skutecznie jak GTA 5 w 2013 roku.
GramTV przedstawia:
Co ciekawe, podobne wątpliwości wyrażał już wcześniej Dan Houser, współzałożyciel Rockstar Games i jeden z głównych scenarzystów serii. W wywiadzie z 2018 roku przyznał, że nie chciałby wydawać GTA 6 w trakcie prezydentury Donalda Trumpa. Obawiał się bowiem, że wszelkie satyryczne komentarze przygotowane przez twórców mogłyby zestarzeć się niemal natychmiast pod wpływem szybko zmieniających się wydarzeń politycznych.
Dziś sytuacja jest o tyle wyjątkowa, że GTA 6 będzie pierwszą główną odsłoną serii stworzoną bez udziału Housera, który odszedł z Rockstar Games w 2020 roku. Wielu fanów zastanawia się więc, czy studio zachowa charakterystyczny styl humoru i społecznej satyry, z którego słynęły poprzednie części.
Sam Klaitz nie zdradził przy okazji, czy pojawi się w GTA 6. Aktor od lat jest zasypywany pytaniami na ten temat, ale konsekwentnie odmawia komentarza. Rockstar również nie ujawnił jeszcze pełnej obsady gry, choć znamy już nazwiska części bohaterów.
Dziennikarz filmowy, krytyk. Lubi otwarte podejście do kina i popkultury. Fantastykę w każdej postaci przeplata seansami klasyki. Gdy akurat nie gra w Diablo 4, nie pogardzi dobrym komiksem i książką.
Zależy, jak do tego podejdą. Wydaje mi się, że błędem będzie po prostu komentowanie współczesnych wydarzeń politycznych. I słusznie tutaj mówią, że nawet nie nadążysz za tym. Dodatkowo od 10 lat słyszymy od amerykańskich mediów "Trump bad", więc jak zrobią po prostu "Trump bad", to ludzie w tym momencie będą bardziej przewracać oczami, że "znowu to samo".
"trump bad" po tylu latach to jak powtarzanie tego samego dowcipu na każdej imprezie i dziwienie się że coraz mniej ludzi się śmieje. Nie chodzi o to że dowcip jest gorszy tylko o to że już go wszyscy słyszeli.
Wielokrotnie.
GTA chyba zawsze raczej trzymało się ogólnych kierunków społecznych, a nie konkretnych wydarzeń.
GTA 3 to była po prostu gra imitująca filmy gangsterskie. Brudne, cyniczne miasto. Klimat.
Vice City po prostu pokazywał lata 80 i kokainowy boom. Wzorowało się na Miami Vice i Scarface. Swoją droga do teraz mnie bawi że od premiery Vice City minęło więcej lat (22) niż minęło lat między datą wydarzeń w grze a premierą gry (16).
San Andreas pokazywało kulturę gangów w LA, zamieszki, korupcję. Sporo o rasie, klasie i czarnej biedocie.
GTA 4 to był komentarz na temat American Dream. Niko przybywa jako imigrant. Sprzedali mu mit o Ameryce. Zobaczył brud, przemoc i rozczarowanie.
GTA 5 znowu skupiło się na kulcie celebrytów, social media, terapii, hipsterach itp. Też trochę kontynuowali American Dream z GTA 4 ale w drugą stronę bo Michaelowi się udało. Miał ładny duży dom między bogaczami, kupę pieniędzy, jacht, przyzwoity samochód - ale mimo tego nie był szczęśliwy a jego rodzina to była banda przegrańców.
Szczerze, tak sobie myślę, co można by zrobić dzisiaj, i wydaje mi się, że jednak musisz uderzyć w wojnę kulturową. Lewicę i prawicę, social media, streaming i narracje. Hipokryzję. Virtue signaling.
Bo patrząc np. na tzw. "nuisance streamers", gdzie mieliśmy idiotę, który chodzi z ochroniarzem i zaczepia ludzi. I chyba ktoś go w końcu postrzelił. Drugi idiota poszedł niedawno do więzienia w Korei. Jakaś idiotka napastowała seksualnie facetów na wizji i Twitch jej nie zbanował, plus dosłownie streamowała, jak kradnie. Tylko czekać, aż ktoś popełni znaczące przestępstwo i jeszcze będzie się chwalił w social mediach.
I tak robisz parodię, gdzie Lucia i Jason popełniają przestępstwa z telefonem w ręku. I wrzucają to w sieć. Ale zamiast po prostu zostać aresztowani, są traktowani jak celebryci. Napady stają się viralami, ludzie im kibicują, robią im murale. Przestępstwo staje się "contentem".
I pokazujesz dzisiejsze media. Spolaryzowane społeczeństwo. Lewica krzyczy "walczą z systemem! nowoczesny Robin Hood!", a prawica "upadek cywilizacji! degeneracja!". W tle jakiś miliarder, który jest właścicielem i lewicowych, i prawicowych stacji, i ciągnie kasę z obu stron. I kombinuje jak parę wykorzystać. Pokazujesz prawicowe milicje, progresywnych aktywistów, którzy korzystają z wkurzenia społeczeństwa. Eskalujesz.
A Jason i Lucia obserwują, jak z ich powodu cały kraj wymyka się spod kontroli.
I pokazujesz odwrotność tego, czego byś się spodziewał. Zamiast zignorowania pary i zamknięcia ich za kratkami, okazuje się, że wszyscy walczą o uwagę, wszyscy wykorzystują wściekłość. Kłamią. Robią biznes na tym, co robi para. Nikomu nie zależy by przestali. A jedyna niefiltrowana prawda na ekranie to stream tych dwojga, który każdy interpretuje po swojemu.
Bo próbujesz oszukać widownię, w tym wypadku graczy. Robiąc z tej dwójki sympatycznych, romantycznych buntowników. Coś, co np. w "Jokerze" próbowano osiągnąć, żeby publika choć przez moment sympatyzowała z Jokerem, podczas gdy realia są takie, że patrzysz na psychopatów.
Bo jeżeli gracz poczułby sympatię, choćby przez chwilę, to gra sprawiła, że robisz dokładnie to, co sama wyśmiewa. To byłoby piękne.