Gore Verbinski punktuje „growy” wygląd współczesnych efektów. Gracze doskonale wiedzą, o co chodzi.
Jeszcze kilkanaście lat temu komputerowe efekty specjalne potrafiły dosłownie odebrać dech. Metaliczny T-1000 z Terminatora 2 czy dinozaury z Parku Jurajskiego do dziś robią wrażenie i – co ważne – świetnie się zestarzały. Dziś, paradoksalnie, przy znacznie potężniejszych narzędziach, coraz częściej odnosimy wrażenie, że CGI… przestało działać. Widzowie, także ci wychowani na grach i technologii, są nim zwyczajnie zmęczeni.
Piraci z Karaibów
Filmowe CGI co raz bardziej przypomina Unreal Engine z gier wideo
Do tej dyskusji wrócił właśnie Gore Verbinski, reżyser Piratów z Karaibów, Rango i The Ring, który w tym roku pokaże swój nowy film science fiction. W rozmowie z serwisem But Why Tho? twórca bardzo otwarcie wskazał, gdzie jego zdaniem tkwi problem:
To dość proste. Do kina wkrada się Unreal Engine, który powstał z myślą o grach wideo. Kiedyś była wyraźna granica: Unreal do gier, Maya do filmów. Teraz ta granica się zaciera, a estetyka gier zaczyna dominować w kinie. Zastąpienie Mayi Unrealem jako podstawy to duży krok wstecz. Silnik nie odwzorowuje światła w ten sam sposób. Rozpraszanie podskórne, odbicia skóry – wszystko zachowuje się inaczej. Dlatego dostajemy postacie z doliny niesamowitości albo animacje robione w pośpiechu, bo liczy się szybkość, a nie ręczna praca.
GramTV przedstawia:
Verbinski podkreśla też, że dla niego kluczowe są elementy fizyczne: prawdziwe rekwizyty, fragmenty scenografii, realne kostiumy. To one „kotwiczą” CGI w rzeczywistości. Przy jego nowym filmie obowiązuje zasada, że co najmniej połowa każdego kadru musi być sfotografowana naprawdę.
To podejście coraz częściej wraca do łask. Wielu twórców – w tym Christopher Nolan – uważa, że nadmiar efektów cyfrowych sprawił, iż przestaliśmy je doceniać. Nolan już w tym roku pokaże Odyseję, widowisko zapowiadane jako spektakularne, ale realizowane z minimalnym użyciem CGI. Być może właśnie tam kino znów przypomni sobie, jak odzyskać magię, której nawet najbardziej zaawansowany silnik nie potrafi wygenerować sam.
Dziennikarz filmowy, krytyk. Lubi otwarte podejście do kina i popkultury. Fantastykę w każdej postaci przeplata seansami klasyki. Gdy akurat nie gra w Diablo 4, nie pogardzi dobrym komiksem i książką.
Wygląda jak Unreal Engine bo to jest Unreal Engine. Dużo produkcji używa Volume oraz Unreal Engine.
Kolejna rzecz - taki Disney który jest ekstra winny po prostu zachowuje się jak idiota. Wypuszcza średnie produkcje jedna za drugą i wykorzystuje fakt że studia od efektów walczą o klienta więc zgadzają się na wszystko, schodzą z ceny i często rypią darmowe nadgodziny by zadowolić takiego kolosa bo przynajmniej ciągłe wpływy.
Dodatkowo same studia często zatrudniają ludzi którzy po prostu nie znają się na efektach i nie wiedzą co należy zrobić po swojej stronie żeby studio mogło sprawnie pracować.
A potem wydają produkcje z okropnym CGI a widzowie przewracają oczami jak produkcja za setki milionów momentami wygląda jak studencki projekt.