Dlaczego CGI przestało nas zachwycać? Twórca Piratów z Karaibów łączy ten problem z grami wideo

Jakub Piwoński
2026/01/22 13:40
1
0

Gore Verbinski punktuje „growy” wygląd współczesnych efektów. Gracze doskonale wiedzą, o co chodzi.

Jeszcze kilkanaście lat temu komputerowe efekty specjalne potrafiły dosłownie odebrać dech. Metaliczny T-1000 z Terminatora 2 czy dinozaury z Parku Jurajskiego do dziś robią wrażenie i – co ważne – świetnie się zestarzały. Dziś, paradoksalnie, przy znacznie potężniejszych narzędziach, coraz częściej odnosimy wrażenie, że CGI… przestało działać. Widzowie, także ci wychowani na grach i technologii, są nim zwyczajnie zmęczeni.

Piraci z Karaibów
Piraci z Karaibów

Filmowe CGI co raz bardziej przypomina Unreal Engine z gier wideo

Do tej dyskusji wrócił właśnie Gore Verbinski, reżyser Piratów z Karaibów, Rango i The Ring, który w tym roku pokaże swój nowy film science fiction. W rozmowie z serwisem But Why Tho? twórca bardzo otwarcie wskazał, gdzie jego zdaniem tkwi problem:

To dość proste. Do kina wkrada się Unreal Engine, który powstał z myślą o grach wideo. Kiedyś była wyraźna granica: Unreal do gier, Maya do filmów. Teraz ta granica się zaciera, a estetyka gier zaczyna dominować w kinie. Zastąpienie Mayi Unrealem jako podstawy to duży krok wstecz. Silnik nie odwzorowuje światła w ten sam sposób. Rozpraszanie podskórne, odbicia skóry – wszystko zachowuje się inaczej. Dlatego dostajemy postacie z doliny niesamowitości albo animacje robione w pośpiechu, bo liczy się szybkość, a nie ręczna praca.

GramTV przedstawia:

Verbinski podkreśla też, że dla niego kluczowe są elementy fizyczne: prawdziwe rekwizyty, fragmenty scenografii, realne kostiumy. To one „kotwiczą” CGI w rzeczywistości. Przy jego nowym filmie obowiązuje zasada, że co najmniej połowa każdego kadru musi być sfotografowana naprawdę.

To podejście coraz częściej wraca do łask. Wielu twórców – w tym Christopher Nolan – uważa, że nadmiar efektów cyfrowych sprawił, iż przestaliśmy je doceniać. Nolan już w tym roku pokaże Odyseję, widowisko zapowiadane jako spektakularne, ale realizowane z minimalnym użyciem CGI. Być może właśnie tam kino znów przypomni sobie, jak odzyskać magię, której nawet najbardziej zaawansowany silnik nie potrafi wygenerować sam.

Komentarze
1
dariuszp
Gramowicz
Dzisiaj 15:22

Wygląda jak Unreal Engine bo to jest Unreal Engine. Dużo produkcji używa Volume oraz Unreal Engine.

Kolejna rzecz - taki Disney który jest ekstra winny po prostu zachowuje się jak idiota. Wypuszcza średnie produkcje jedna za drugą i wykorzystuje fakt że studia od efektów walczą o klienta więc zgadzają się na wszystko, schodzą z ceny i często rypią darmowe nadgodziny by zadowolić takiego kolosa bo przynajmniej ciągłe wpływy.

Dodatkowo same studia często zatrudniają ludzi którzy po prostu nie znają się na efektach i nie wiedzą co należy zrobić po swojej stronie żeby studio mogło sprawnie pracować.

A potem wydają produkcje z okropnym CGI a widzowie przewracają oczami jak produkcja za setki milionów momentami wygląda jak studencki projekt.