Stery koncernu po Bobie Igerze przejmie Josh D’Amaro, doświadczony menadżer.
Jak donosi Variety, rada nadzorcza The Walt Disney Company podjęła długo wyczekiwaną decyzję dotyczącą przywództwa koncernu. Po latach spekulacji i nieudanych prób wyłonienia następcy Boba Igera ogłoszono, że nowym dyrektorem generalnym Disneya zostanie Josh D’Amaro. Oficjalne przekazanie władzy nastąpi 18 marca, podczas dorocznego walnego zgromadzenia akcjonariuszy.
Josh D’Amaro
Josh D’Amaro nowym szefem Disneya
D’Amaro to postać doskonale znana wewnątrz firmy i przykład kariery budowanej od podstaw. Z Disneyem związany jest od 1998 roku, kiedy zaczynał pracę w Disneylandzie. Przez kolejne dekady systematycznie awansował, obejmując kluczowe stanowiska menedżerskie. Kierował m.in. Disneyland Resort, a następnie Walt Disney World Resort na Florydzie. W 2020 roku powierzono mu jeden z najważniejszych obszarów działalności spółki – parki tematyczne, produkty konsumenckie, rejsy wycieczkowe oraz dział Walt Disney Imagineering.
W wyścigu o stanowisko CEO poważną konkurentką D’Amaro była Dana Walden. Ostatecznie rada nadzorcza zdecydowała się powierzyć jej inną strategiczną rolę – prezeski oraz dyrektorki kreatywnej Disneya. Bob Iger w oficjalnym oświadczeniu nie krył zadowolenia z wyboru następcy. Podkreślił intuicyjne wyczucie marki przez D’Amaro, jego zdolność łączenia kreatywności z operacyjną precyzją oraz głębokie zrozumienie oczekiwań widzów i klientów.
Josh D’Amaro jest wybitnym liderem i właściwą jednostką, by zostać naszym kolejnym dyrektorem generalnym. Ma intuicyjne wyczucie marki Disney oraz głębokie zrozumienie tego, co rezonuje z naszą publicznością połączone z dyscypliną i dbałością o szczegóły – niezbędnymi elementami do realizacji naszych najbardziej ambitnych projektów. Jego zdolność łączenia kreatywności z doskonałością operacyjną jest wzorcowa i jestem zachwycony zarówno z powodu Josha, jak i całej firmy.
GramTV przedstawia:
Decyzja ma zamknąć burzliwy rozdział w historii Disneya. Iger wielokrotnie zapowiadał odejście, jednak brak odpowiedniego następcy skłaniał go do przedłużania kontraktu. Eksperyment z Bobem Chapkiem, który objął funkcję CEO w 2020 roku, zakończył się niepowodzeniem. Pandemia, napięcia wewnętrzne i kontrowersyjne decyzje doprowadziły do jego zwolnienia w 2022 roku i powrotu Igera na stanowisko.
Tym razem scenariusz ma być inny. Bob Iger pozostanie w strukturach spółki do końca 2026 roku jako starszy doradca i członek rady nadzorczej, wspierając D’Amaro w procesie przejęcia sterów. Po tym okresie legendarny menedżer planuje definitywnie odejść na emeryturę, pozostawiając Disney w rękach swojego następcy.
Dziennikarz filmowy z otwartym podejściem do kina i popkultury. Science fiction w każdej postaci przeplata seansami klasyki. Gdy akurat nie gra w Diablo 4, nie pogardzi dobrym komiksem i książką.
Zwłaszcza że oni własnymi rekami nie robili tego gniotu. Oni zatrudnili ludzi, ustawili ich w odpowiednich miejscach i dali im zgody. Ten rak dalej tam jest. I się rozprzestrzenia.
Nie mam powodu by wierzyć żeby ktoś dał radę zoperować go.
Problem polega na tym że ostrzegano ich swego czasu że słuchanie pewnych głosów skończy się problemami. Nie powinni ich byli dopuszczać - można było o tym myśleć, ale nie radykalnie zmieniać polityki. Była moda na słuchanie aktywistów, którzy rośli jak grzyby po deszczu - firmy myślały że mityczna "współczesna widownia" to realny kierunek rozwoju. Celem egzystencji aktywisty jest szukanie ciągłych problemów. Jeżeli ktoś te problemy zaadresuje - to ci mówią że albo zrobił za mało, albo idą ich szukać gdzie indziej. A najgorsze że im wcale nie zależy na poprawnie bytności innych (szukają atencji, cloutu, są często egoistami, dąża do konfliktów a częstokroć sami mają problemy z akceptacją siebie) - ci ludzie przede wszystkim patrzą żeby samemu zabłysnąć - wejść z butami w jakąś franczyzę i powiedzieć "tu trzeba zmian, naszych zmian!". A na koniec okazuje się że są to tylko krzykacze internetowi którzy stwarzają wrażenie faktycznych potrzeb widowni podczas gdy nie interesuje ich nic innego np. dobrostan franczyzy - bo nawet nie kupują żadnych gadżetów itd. Ich interesują tylko ich poglądy i hasła. Widownia Disneya to zawsze były rodziny z dziećmi i "bezpieczne" tematy, powinna być realna dyskusja na temat jakie treści powinny być poruszane a jakie nie i w jaki sposób (słynne wewnętrzne Zoomy w firmie gdzie osoby związane z kierunkiem rozwoju naciskały na treści zgodne z ich poglądami). I ja tu myślę o Disneyu jako firmie przede wszystkim mającej generować przychody a nie "zbawiać swiat". Oczywiście to o wiele bardziej złożone - jest wiele innych czynników i złych decyzji lub wewnętrznych rozgrywek (np. #metoo które wykorzystano do pogonienia Lassetera z Pixara) które spowodowały że Disney, przynajmniej jako "marka" i ich franczyzy, nie są już dziś tak silne jak jeszcze kilkanaście lat temu.
I to obecnie problem bardzo wielu firm w USA (i nie tylko) - nawspuszczali do firm złych doradców i ludzi, których usunięcie może być bardzo problematyczne, nie patrząc czy ci ludzie wnoszą realną wartość dla firmy. Tzw. middle-man, doradcy do spraw DEI, ludzie o zupełnie innych kwalifikacjach, ludzie stawiajacy politykę i swoje antagonizmy ponad common-sense. Sorry, trzeba dążyć do balansu - pracownik ma się dobrze czuć, ale firma ma przede wszystkim zarabiać, a nie robi tego gdy skupia się na szukaniu problemów tam gdzie ich nie ma, lub tworzeniu nowych xD A przynajmniej tam gdzie potencjalne konsekwencje są gorsze (np. odsuwanie "core audience" - ludzi związanych z marką którzy pompują w nią dużo kasy) kosztem tych "nowych". Dlatego zgadzam się z tobą - naprawienie tego bajzlu będzie ciężkie, o ile wogóle możliwe - bo Disney nie wycofał się z wielu rzeczy, po prostu mniej o nich mówi...
dariuszp
Gramowicz
Dzisiaj 09:39
wolff01 napisał:
I co, po szeregu niewygodnych decyzji które ktoś musiał podjąć, zrobi sobie kolejnego kozła ofiarnego i wróci w chwale "ratować" swoją firmę?
Odejście jego czy KK wydaje się czymś "ożywczym", ale szczerze wątpie by ten "brand damage" Disneya który nazbierał się przez lata ich rządów był możliwy do naprawienia...
Zwłaszcza że oni własnymi rekami nie robili tego gniotu. Oni zatrudnili ludzi, ustawili ich w odpowiednich miejscach i dali im zgody. Ten rak dalej tam jest. I się rozprzestrzenia.
Nie mam powodu by wierzyć żeby ktoś dał radę zoperować go.
wolff01
Gramowicz
Dzisiaj 08:26
I co, po szeregu niewygodnych decyzji które ktoś musiał podjąć, zrobi sobie kolejnego kozła ofiarnego i wróci w chwale "ratować" swoją firmę?
Odejście jego czy KK wydaje się czymś "ożywczym", ale szczerze wątpie by ten "brand damage" Disneya który nazbierał się przez lata ich rządów był możliwy do naprawienia...