Jest jedna stara prawda, która ma zastosowanie w każdej sytuacji i to niezależnie od tego, kogo zapytamy. Otóż gratis to uczciwa cena.
Ba, może się nawet tak zdarzyć, że to właśnie na gratisie… zarobimy najwięcej. Ale zaraz, jak to?
Graveyard Keeper
Czy rozdawanie gier za darmo może być bardziej opłacalne niż sprzedaż?
Wystarczy rzucić okiem na opisywaną sytuację. Ale po kolei. Najpierw trzeba wspomnieć, że niedawno podczas Triple-I Initiative oficjalnie zapowiedziano nadejście Graveyard Keeper 2. Produkcja ta ma ukazać się jeszcze w 2026 roku i będzie sequelem gry Graveyard Keeper z roku 2018. I to właśnie tenże oryginał z okazji ujawnienia drugiej odsłony został na pewien czas udostępniony całkowicie za darmo. Każdy, kto chciał, mój wejść na Steama, przypisać pozycję od Lazy Bear Games do swojego konta, i zachować ją na zawsze. Gratis, czyli, jak zostało już wspomniane, za najuczciwszą z cen.
Taka promocja jest jak najbardziej logiczna. Gracze, którzy wcześniej nie mieli z Graveyard Keeper do czynienia, dostali szansę, by przekonać się, z czym to się je. To swoiste zarzucenie wędki z haczykiem, by złapać w ten sposób potencjalnych nabywców kontynuacji. Czy się udało? Wygląda na to, że jak najbardziej. Osobiście w serwisie X zdradził do dyrektor generalny wydawnictwa Tinybuild, Alex Nichiporchik. Okazuje się, że gracze, zachęceni do zabawy, wciągnęli się na tyle, że byli gotowi przekazać firmie ćwierć miliona dolarów na zakup dodatków. Dodatkowo grono oczekujących na Graveyard Keeper 2 również mocno się powiększyło.
We wpisie opublikowanym przez Nichiporchika możemy wyczytać:
Wielu pyta, czy warto udostępniać taką grę za darmo.
Poza faktem, że kontynuacja ma obecnie 400 tysięcy zapisów na liście życzeń, dodatkowo:
Zarobiliśmy prawie 250 tysięcy dolarów na sprzedaży dodatków do oryginalnej gry. To dane tylko ze Steam – nie mamy jeszcze wyników z konsol.
Zatem ma to sens, gdy posiada się dużą liczbę dodatków.
GramTV przedstawia:
Warto zaznaczyć, że mowa tutaj jedynie o platformie Steam. I przy Steamie pozostając – nadchodząca druga odsłona dzięki akcji znalazła się wśród 100 najbardziej wyczekiwanych gier na platformie Valve. Oczywiście nie wszyscy, którzy dodali GK2 do listy życzeń, faktycznie zdecydują się na zakup, a przynajmniej nie od razu i nie w pełnej cenie. Można jednak założyć, że oddanie za darmo części pierwszej, która przecież i tak miała już swoje lata i raczej nie przynosiła zysków, pozwoliło przyciągnąć do tytułu tych, którzy wcześniej nie brali nawet pod uwagę, że się grą Lazy Bear Games zainteresują.
Pytanie jednak, czy kontynuacja dorówna pierwowzorowi? Warto mieć na uwadze, że współzałożyciel LBG, Slava Cherkasov, od dawna nie kryje swojego poparcia dla wykorzystywania sztucznej inteligencji. W pewnym momencie bronił nawet kontrowersyjnej technologii DLSS 5 od firmy NVIDIA. Jego poglądy wywołał więc obawy, czy przypadkiem w Graveyard Keeper 2 nie dojdzie do nadmiernego wykorzystywania AI, które pozbawiłoby produkcji jej charakterystycznego stylu. Obawy te były na tyle duże, że firma wydała nawet oświadczenie, w którym zapewniła, iż Graveyard Keeper 2 powstaje bez pomocy sztucznej inteligencji.
Absolwent dziennikarstwa sportowego na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pasjonat esportu, piłki nożnej i polityki. Od 2026 roku redaktor Gram.pl.
To są specyficzne gry. Podobne do animal crossing czy ostatniego Pokemon Pokopia albo Stardew Valley.
GThoro napisał:
Ta gra powinna nazywać się Grindfest Keeper.
Nie do końca się zgodzę. W GK chcesz czy nie chcesz to trzeba cisnąć, bez tego nie da się progresować i ruszyć do przodu (ta ryba w AC w zimę raczej nie jest do niczego ważnego potrzebna poza uzupełnieniem kolekcji pewnie?). W AC nie grałem, ani w poksy, ale w Stardew owszem i tam nijak nie czuć grindu. Właśnie na luzie sobie robisz to czy tamto. Zasadzisz roślinki, pójdziesz do kopalni, opędzlujesz kosze w mieście itp. W GK to czasem przez tydzień z domu nie wychodzisz bo trzeba przerabiać itemy w inne itemy ad nauseam, energia schodzi w trymiga, a jak przegapisz mszę czy trupa to jesteś w plecy o kolejny tydzień. Jak w Stardew przegapisz festiwal to co się stanie? Przyjdziesz nieprzygotowany, pogadasz z npcami, pokręcisz się i tyle. Nie jesteś zablokowany do czasu następnego.
dariuszp
Gramowicz
16/04/2026 11:36
GThoro napisał:
Ta gra powinna nazywać się Grindfest Keeper.
To są specyficzne gry. Podobne do animal crossing czy ostatniego Pokemon Pokopia albo Stardew Valley.
W nich nie gonisz do napisów końcowych. Nie masz epickiej historii gdzie walczysz ze smokiem.
Spacerujesz po okolicy, dbasz o groby, sadzisz kwiatki itp.
Różnica jest tak naprawdę jedna. W GK możesz spinać pośladki i gonić po prostu mechanicznie powtarzając czynności aż ci ręce odpadną.
W takim animal crossing grind tego typu nie istnieje ale np możesz chcieć złapać konkretną rybę a ta ryba występuje tylko w zimie ale gra jest połączona z realnym zegarem więc mając kwiecień - żeby złapać rybę musisz albo oszukiwać przestawiając zegar systemowy albo czekać kilka miesięcy realnego czasu.
Problem wg mnie to fakt że próbujesz cisnąc grind. Tego typu gry służą temu by grać wg swojego widzi mi się. Chcesz to cisnij a jak masz ochotę np. zebrać kwiatki to zbieraj kwiatki.
Trzeba mieć inne nastawienie. Trzeba się zrelaksować. Zdać sobie sprawę że nikt Cię nie goni.
Ludzie którzy grają w tego typu gry często grają tylko w to albo wręcz odwrotnie, uruchamiają je na chwilę żeby coś zrobić i zajmują się innymi sprawami czy grami.