Stop Killing Games trafiło do Parlamentu Europejskiego. Podczas jednego z posiedzeń unijnej instytucji poruszono temat walki z zabijaniem gier.
Gościem rzeczonego posiedzenia był sam Ross Scott. A więc założyciel całego ruchu Stop Killing Games.
Concord
Parlament Europejski wysłuchał Stop Killing Games
Przedstawiciele ruchu chcą m.in. prawnego uregulowania kwestii związanych z archiwizacją gier i zapobieganiem ich całkowitemu zniknięciu. Posłużono się tutaj analogią do nabycia książki – nawet jeżeli wydawca nie będzie jej już publikował, nie może wejść do naszego domu i zniszczyć sprzedanego wcześniej egzemplarza. Odmiennie sprawy mają się w przypadku gier. Gdy wydawca uzna, że wyciąga wtyczkę, to użytkownik, nawet gdy zapłacił pełną cenę, nierzadko bezpowrotnie traci dostęp do nabytej przez siebie gry. Jednym z przykładów takiego stanu rzeczy był Concord, którego Sony zamknęło zaledwie 2 tygodnie po premierze.
Podczas swojego wystąpienia w Parlamencie Europejskim Scott stwierdził:
Wspomniano wcześniej o grze Concord – to doskonały przykład, ponieważ publicznie ogłoszono, że na jej produkcję wydano co najmniej 370 mln euro, a mimo to nie zawierała ona planu zakończenia cyklu życia, o który zabiegamy.
Większość kosztów produkcji gier generują zazwyczaj inne obszary, takie jak zasoby artystyczne czy marketing. To [plan zakończenia wsparcia – przyp. red.] tylko jeden z setek elementów, które i tak składają się na tworzenie gry.
Czasami branżowe koszty lub szacunki... tego, ile mogłoby to kosztować... są błędne, ponieważ zakładają, że gra musiałaby posiadać każdą pojedynczą funkcję, jaką miała w trakcie wsparcia. Wiele z nich może zostać wycofanych i nie ma nawet sensu w grze, która nie jest już wspierana, jak administracja, systemy anty-cheat czy zarządzanie kontami... tego typu rzeczy. Może istnieć setki mikro-usług powiązanych z grą, które można wyłączyć, a klient wciąż będzie posiadał trzon gry. Należy to brać pod uwagę przy wyliczaniu potencjalnych kosztów.
GramTV przedstawia:
Co istotne, przedstawiciele Stop Killing Games przyznali, iż to nie samo kończenie wsparcia danych gier jest problemem. Ten zaczyna się w momencie, gdy po rzeczonym zakończeniu gracze nie może już uruchomić gry, chociaż wcześniej ją kupił. De facto produkcja jest więc niszczona, stając się jedynie bezużytecznym i niemożliwym do wykorzystania kodem. Gdyby zaś twórcy, nawet po wycofywaniu się ze wsparcia, pozostawiali graczom możliwość dalszej zabawy np. offline, o co np. postulowano w przypadku wspomnianego Concorda, problemu by nie było. Jednocześnie odrzucono sugestie deweloperów o czasochłonności i kosztowności takich operacji.
Z naszego punktu widzenia, mogą zakończyć wsparcie [nawet dzień po premierze – przyp. red.], ale dopóki gra nie jest niszczona, uznalibyśmy to za akceptowalne – podsumował Scott.
Absolwent dziennikarstwa sportowego na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pasjonat esportu, piłki nożnej i polityki. Od 2026 roku redaktor Gram.pl.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!