Amy Lee coraz mocniej czuje się odpowiedzialna za treści jakie przekazuje w swojej muzyce.
Wokalistka zespołu Evanescence, Amy Lee, opowiedziała o nadchodzącym albumie grupy oraz o tym, dlaczego coraz mocniej czuje odpowiedzialność za wykorzystywanie swojej pozycji artystycznej w świecie pełnym napięć i niepokoju.
Amy Lee
Amy Lee o muzyce w dzisiejszych czasach
W rozmowie z radiem KOMP 92.3 artystka zdradziła, że szósty studyjny album zespołu, zatytułowany Sanctuary, ukaże się 5 czerwca, a prace nad materiałem trwały już od dłuższego czasu. Jak przyznała, w ostatnim roku proces tworzenia znacznie przyspieszył. Ich najnowszego singla możecie posłuchać na dole newsa.
To było ciągłe: “Idź dalej, dalej, dalej. Dla samej miłości do muzyki, z absolutnej potrzeby jej tworzenia.
Lee wyjaśniła, że muzyka od zawsze była dla niej bezpieczną przestrzenią:
Możliwość stworzenia miejsca, w którym możemy się spotkać jako ludzie, odnaleźć siebie nawzajem i swobodnie wyrażać emocje, jest czymś pięknym. Tworzenie nowej muzyki zawsze było moim prawdziwym domem.
Wokalistka odniosła się również do sytuacji na świecie, nie ukrywając swojego niepokoju:
Trudno nawet zacząć komentować stan świata, ale to brutalny, dziki i wymykający się spod kontroli czas, szczególnie dla kobiet, ale tak naprawdę dla wszystkich ludzi.
GramTV przedstawia:
Zdaniem Amy rolą artysty jest nie tylko tworzenie muzyki, ale także reagowanie na rzeczywistość i przekazywanie ważnych emocji odbiorcom:
Czuję, że moją rolą jako artystki jest przyjąć to wszystko i oddać ludziom prawdę, a także nadzieję, światło na końcu tunelu. Mimo wszystko wciąż jestem optymistką. Wierzę w nas. Naprawdę. Myślę, że po prostu musimy rzucić światło na to, co dzieje się wokół nas.
Amy Lee przyznała również, że twórczość od dzieciństwa była dla niej formą radzenia sobie z trudnymi emocjami:
Potrzebuję ujścia, aby wyrażać to, co czuję. Najgorsze jest siedzieć bezczynnie i udawać, że nic się nie dzieje. Wtedy pojawia się lęk. Pisanie, malowanie, poezja czy gra na pianinie zawsze działały dla mnie jak forma samouzdrawiania.
Nowy album Sanctuary będzie następcą wydanego w 2021 roku krążka The Bitter Truth. Premiera płyty rozpocznie intensywny okres dla zespołu, który w najbliższych miesiącach ruszy w trasy koncertowe po Ameryce Północnej i Europie. W planach jest również występ podczas pierwszej teksańskiej edycji festiwalu Sick New World w Fort Worth, zaplanowanej na 24 października.
Artyści, kiedy już nie mogą w inny sposób wzbudzić zainteresowania:
Ja tak przypomnę że jak świat miał swoje problemy, to banda celebrytów zrobiła "I take responsability" by skupić uwagę na sobie bo nie mogli wytrzymać faktu że nie są w centrum uwagi.
https://www.youtube.com/watch?v=YdsmxzaHtSQ
Kwestie ochrony planety miały to do siebie że jest to dość prosty temat i łatwy do umieszczenia moralnie. Ale miałbym trudność żeby uczciwie to zrobić w wypadku politycznej sceny USA ponieważ amerykanie sa między młotem a kowadłem. Gdybym miał ich moralizować to najszybciej bym powiedział żeby młot i kowadło wrzucić do pieca, stopić i zrobić coś nowego.
Rozumiem argumenty demokratów bo Trump jaki jest wszyscy wiemy. Ale sami sobie zgodotowali ten los. To lewica w USA zrobiła tą całą kulturę gdzie jeżeli byłeś biały albo byłeś mężczyzna albo co gorsza - jednym i drugim to byłeś dyskryminowany i opluwany na każdym kroku. Jak narzekałeś to Cię uciszali, starali Ci się zniszczyć życie włącznie ze zwolnieniem z pracy. Na social mediach Cię banowali za "hate speech" jak protestowałeś ale jednocześnie wszyscy inni mieli pozwolenie na hate speech w stosunku do Ciebie. I nazywali to nawet "rasizmem pozytywnym". Jakby to usprawiedliwiało. I wszyscy się jeszcze cieszyli i obnosili się ze swoim rasizmem i dyskryminacją. Krzyczeli, że wygrali wojnę kulturową.
I nawet przez chwilę to działało, bo ludzie starsi widzieli Amerykę podczas segregacji i widzieli, ile złego się wydarzyło w ich historii. I było im wstyd.
Czego demokraci nie przewidzieli, to że za chwilę wyrosło im pokolenie 20-latków, które mogło głosować. Którzy byli dyskryminowani i opluwani… za coś, w czym nie brali udziału. Co widzieli jako niesprawiedliwość. Czego nawet nie mogli powiedzieć.
Ktoś może powiedzieć: "ale to nie oznacza, że musieli głosować na Trumpa!”, ale problem z systemem w USA jest taki, że mają tylko dwie partie. Więc mieli do wyboru, albo godzić się na takie traktowanie albo tradycyjnie - wybrac kogoś kto powiedział że zajmie się tym.
Nie oznacza, że Trump to dobry wybór, ale jest sygnałem dla demokratów, że coś się musi zmienić. Jak nie dadzą sobie z siana ze skrajnymi postawami i nie zaczną traktować wszystkich jak ludzi, to ci, których lewica uważa za "nie ludzi”, będą wybierać alternatywy, niezależnie od tego, czym będą te alternatywy. Bo to jedyna opcja protestu, jaką mają.
Celebryci mogą narzekać, ale realnie nikt się z ich zdaniem już nie liczy. Nadszarpnęli swój status podczas COVID kiedy mówili ze swojej willi przeciętnemu Amerykanowi, że ma siedzieć w domu bez pracy i w długach. Że ma pozwolić, by jego mała firma upadła "bo tak trzeba". Chyba dlatego zrobili tą szopkę na Golden Globes gdzie Ricky Gervais ich zjechał bo myśleli że może odzyskają trochę sympatii.
Realnie mówią ludziom, że mają się godzić na rasizm i dyskryminację wobec siebie, żeby tylko Trump nie wygrał. Ale dla tych ludzi to nie jest dobry deal.
Headbangerr
Gramowicz
Wczoraj 16:59
Artyści, kiedy już nie mogą w inny sposób wzbudzić zainteresowania:
wolff01
Gramowicz
Wczoraj 14:03
Ciekawe co sobie ubzdurała kolejna... uświadomiona? No cóż, piosenki od zawsze były komentarzem do bieżacych wydarzeń, w latach 90-tych śpiewano o głodnych dzieciach czy ratowaniu Planety. O politykach też, choćby takie Genesis i ich Land of Confusion. Nie mówiąc już o piosenkach krytykujących panujace ustroje. Ja nie krytykuje samej postawy, tylko mam wrażenie, że celebryci tak wyskakują jak Filip z konopii z tym moralizowaniem i czasem trochę za bardzo chcą się mieszać w opinie innych... w Hollywood to nagminne ostatnio a najwyraźniej w muzyce też. Fakt że przed erą social media byli oni większymi autorytetami.
Niepokoje na świecie były zawsze, może po prostu za dużo ludzie teraz czytają social media? No bo czym różni się obecna sytuacja od czasów minionych? Zawsze w tle jest jakaś wojna, zawsze gdzieś prawa innych są zabierane przez silniejszych, a USA nie wysiedzi na tyłku bez jakiegoś konfliktu raz na 10-20 lat.