Netflix wciąż szuka serialu, który wypełni lukę po zakończonym niedawno Stranger Things. Paradoks polega na tym, że idealny kandydat pojawił się w ofercie platformy już kilka lat temu. Serial został zakończony po pierwszym sezonie, pomimo dobrych opinii widzów i wysokiej oglądalności. Mowa o To nie jest OK, serialu, który rozpoczął się niczym dramat młodzieżowy, żeby zakończyć się jak science fiction.
To nie jest OK
To nie jest OK – serial został zakończony przez Netflixa już po pierwszym sezonie
Serial opowiadał historię nastolatki odkrywającej w sobie nadnaturalne zdolności, które ujawniały się pod wpływem silnych emocji. Retro klimat, mroczny humor i skupienie na problemach dorastania sprawiały, że produkcja naturalnie przyciągała widownię wychowaną na przygodach z Hawkins. Podobieństw było zresztą więcej, bo oba tytuły łączyło także zaplecze producenckie.
Choć pierwszy sezon liczył zaledwie siedem odcinków, Netflix szybko ogłosił jego kontynuację. Decyzja ta została jednak cofnięta w sierpniu 2020 roku i jako oficjalny powód wskazano niepewność wywołaną przez pandemię i związane z nią ryzyko finansowe. W praktyce oznaczało to, że rozwijający się dopiero serial, bez usilnej i licznej bazy fanów stał się łatwą ofiarą oszczędności.
GramTV przedstawia:
Z perspektywy czasu taka decyzja wydaje się problematyczna dla Netflixa. Platforma od lat próbuje stworzyć nowy hit dla tej samej grupy odbiorców, którzy pokochali Stranger Things, ale żaden z kolejnych projektów nie zbliżył się do podobnego poziomu popularności. Tymczasem To nie jest OK, zyskuje na wartości jako świeże i pomysłowe spojrzenie na emocjonalny chaos dojrzewania, podlane nutą grozy i nostalgii.
Dla widzów, którzy po finałowych sezonach Stranger Things czują niedosyt, powrót do tej niedokończonej historii może być zaskakująco satysfakcjonujący. Serial nie osiąga tej samej skali popularności, ale przypomina, że Netflix miał w rękach projekt zdolny stać się naturalnym następcą swojej największej marki.
Nie jestem wielkim fanem Stranger Things, jednak nie powiedziałbym, że "I'm not OK with this" jest lepszy. Jest po prostu czymś innym. W dodatku od strony fabularnej plasuje się nieco... zbyt blisko Carrie, by można to było uznać za przypadek.