30 lat temu zadebiutowało mroczne arcydzieło science fiction. Ten film potwierdził gwiazdorski status Brada Pitta

Radosław Krajewski
2026/01/11 12:00
0
1

Film obchodzi kolejną okrągłą rocznicę.

Ponad trzy dekady temu na ekrany kin trafił film, który nie tylko zapisał się w historii kina science fiction, ale też na zawsze zmienił sposób postrzegania jednego z największych aktorów swoich czasów. Mowa o 12 małp, postapokaliptycznym thrillerze Terry’ego Gilliama, który okazał się przełomem w karierze Brada Pitta.

12 małp
12 małp

Minęło 30 lat od premiery 12 małp z Bradem Pittem

W połowie lat dziewięćdziesiątych Pitt był kojarzony głównie z rolami romantycznych bohaterów i ekranowych uwodzicieli. Publiczność znała go z lekkich, atrakcyjnych wizualnie ról, które skutecznie utrwalały wizerunek hollywoodzkiego przystojniaka z takich filmów, jak Kalifornia, Wywiad z wampirem, czy Wichry namiętności. Dopiero rok 1995 przyniósł gwałtowne pęknięcie tej łatki i to za sprawą dwóch filmów, które udowodniły, że za urodą idzie również aktorska odwaga i nieoczywisty talent.

Jednym z nich było oczywiście Siedem, ale to właśnie 12 małp, który zadebiutował w Ameryce na początku stycznia 1996, najmocniej zaskoczyło widzów. Pitt wcielił się tam w Jeffreya Goinesa, niestabilnego psychicznie pacjenta zakładu zamkniętego, którego energia, nerwowość i nieprzewidywalność natychmiast przyciągały uwagę. Jego bohater, balansujący między groteską a realnym zagrożeniem, był całkowitym przeciwieństwem wcześniejszych ekranowych wcieleń aktora.

GramTV przedstawia:

Goines pojawia się początkowo jako postać budząca niepokój i dezorientację, a każda jego scena podkręca atmosferę chaosu i paranoi. Pitt zagrał tę postać w intensywny sposób, z nerwowymi tikami, przyspieszonym monologiem i spojrzeniem, które trudno było zignorować. Ta rola nie tylko kradła film, ale też idealnie wpisywała się w duszny, niepokojący klimat produkcji o świecie po globalnej katastrofie.

Zaangażowanie aktora było tak duże, że odbiło się na jego kondycji fizycznej. Reżyser Terry Gilliam po latach wspominał, że po pierwszym dniu zdjęciowym Pitt był kompletnie wyczerpany i ledwo się poruszał. Efekt końcowy był jednak wart tej ceny. Kreacja Goinesa przyniosła Pittowi pierwszą w karierze nominację do Oscara i otworzyła drzwi do znacznie bardziej złożonych i wymagających ról.

Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!