Film Luca Bessona do dziś pozostaje jednym z najbardziej kultowych europejskich blockbusterów. Po latach wciąż działa tak samo dobrze.
7 maja 1997 roku premierę miał Piąty element — widowisko, które na zawsze zapisało się w historii kina science fiction. Produkcja Luca Bessona była wówczas jednym z największych i najdroższych europejskich filmów w historii. Francuski reżyser już wcześniej udowadniał, że potrafi tworzyć kino z hollywoodzkim rozmachem, czego przykładami były choćby Nikita, Wielki błękit czy późniejsza Joanna d’Arc. W Piątym elemencie postawił na mieszankę futurystycznej przygody, kosmicznej opery i bardzo charakterystycznej estetyki.
Piąty element
29 lat temu zadebiutował kultowy Piąty element
Do głównych ról Besson zaangażował Bruce’a Willisa oraz Millę Jovovich, z którą kilka lat później ponownie współpracował przy Joannie d’Arc. Aktorka była zresztą w tamtym okresie żoną reżysera. W obsadzie znalazł się także Gary Oldman, z którym twórca wcześniej współpracował przy Leonie zawodowcu. Na drugim planie widoczni byli również Chris Tucker i Ian Holm
Film opowiadał historię byłego żołnierza i taksówkarza Korbena Dallasa, który przypadkiem zostaje wplątany w walkę o los całego wszechświata. Kluczową rolę odgrywa tajemnicza Leeloo — istota mająca pomóc powstrzymać absolutne zło zbliżające się do Ziemi. Historia szybko przeradzała się w wielką międzygalaktyczną przygodę pełną pościgów, kosmicznych podróży i widowiskowych starć.
GramTV przedstawia:
Piąty element często porównywano klimatem do Star Wars. Film łączył futurystyczną dystopię wielkiej metropolii z estetyką space opery i kina przygodowego. Charakterystyczne kostiumy projektu Jean-Paula Gaultiera, ogromne dekoracje i bardzo odważna stylistyka sprawiały, że produkcja wyróżniała się praktycznie na tle całego kina science fiction tamtych lat.
Budżet filmu wyniósł około 90 milionów dolarów, co w latach 90. było gigantyczną kwotą jak na europejską produkcję. Ostatecznie film zarobił na świecie ponad 260 milionów dolarów, więc finansowo okazał się sukcesem, choć początkowo część branży miała wobec niego bardzo mieszane odczucia. Krytycy chwalili rozmach, wizualną wyobraźnię i tempo filmu, ale część recenzentów zarzucała mu przesadną kampowość i chaos fabularny.
Z biegiem lat Piąty element wyrósł jednak na pełnoprawny klasyk. Dziś dla wielu widzów, w tym dla autora tych słów, pozostaje jednym z najbardziej charakterystycznych i odważnych widowisk science fiction końcówki XX wieku — filmem, który nie bał się przesady, dziwaczności i własnego stylu.
Dziennikarz filmowy, krytyk. Lubi otwarte podejście do kina i popkultury. Fantastykę w każdej postaci przeplata seansami klasyki. Gdy akurat nie gra w Diablo 4, nie pogardzi dobrym komiksem i książką.
Świetny film. Zresztą taki urok Bessona, że się nie shamburgeryzował i w zasadzie chyba wszystkie jego produkcje trzymają poziom. I wcale nie odstają od amerykańskich giga produkcji. Czego zresztą Amerykanie chyba nie mogą mu darować. Że nie wchodzi w ich stylistykę i daje radę. Chyba ze względu na mnogość produkcji wówczas i, że chyba musiała konkurować z którymś "Avengers" na tle których cały świat miał świra, więc choć nieco bokiem przeszło to jestem zdania, że jego "Valerian i miasto tysiąca planet" z 2017 jest równie dobry jak "5 element". I bardzo dobrze trzyma poziom i też pokazuje klasę Bessona.
Miron
Gość
08/05/2026 12:44
Film z mojego top 5. Fabuła, scenariusz, reżyseria, aktorzy i muzyka 10/10. Pomimo krindzowych postaci kosmitów i średnich efektów (choć na tamte czasy były dobre) ten film ogląda się z przyjemnością kolejny i kolejny raz. Super dialogi, humor, zawiła ale zarazem genialna i wkrecajaca fabuła a w tle super muzyka - już takich filmów nie robią.
janek
Gość
08/05/2026 10:49
To, że akcja dzieje się w przyszłości i jest kilku kosmitów nie świadczy o tym, że przypomina Star Wars. Po nagłówku nie mam ochoty czytać ani słowa więcej. Komiksowe, neonowe lokalne universum vs brudna i plugawa galaktyka. Każdy film SF można by odnieść do SW w takim razie.