ESA nie widzi związku brutalnych gier ze strzelaninami w amerykańskich szkołach

Patryk Purczyński, 13 czerwca 2018 17:01 1

Z okazji E3 organizatorzy targów wydali oświadczenie, w którym m.in. poruszają temat wpływu brutalnych gier na agresję wśród młodych ludzi.

Dyrektor wykonawczy Electronic Software Association Michael Gallagher nie zgadza się z podawaniem gier wideo jako jednej z przyczyn strzelanin w amerykańskich szkołach. Winą za te tragiczne wydarzenia brutalne przekazy w mediach i właśnie grach próbuje obarczyć rządowa administracja prezydenta Stanów Zjednoczonych, Donalda Trumpa. - Przemoc w grach wideo nie ma związku z przemocą w prawdziwym świecie - podkreślił Gallagher w oświadczeniu ESA wydanym przy okazji targów E3 2018.

- Coraz więcej władz to przyznaje i jeśli spojrzeć na największe media w ostatnim cyklu, największe publikacje i nagłówki, wszędzie tam twierdzi się, że gry wideo nie mają nic wspólnego ze strzelaninami w Orlando czy gdziekolwiek indziej - stwierdził. Jednocześnie skonkludował, że media, zmianiając narrację wokół gier i nie próbując z nich uczynić kozła ofiarnego rozlicznych tragedii, do których dochodzi w USA, zaakceptowały brak związku między interaktywną rozrywką a przemocą w prawdziwym świecie.

- Dysponujemy badaniami z przeprowadzonymi analizami, z których wynika, że brutalne gry sprzedawane są na całym świecie, a jednak kryzys przemocy z udziałem broni palnej dotyczy wyłącznie Ameryki. Skoro w te produkcje gra się wszędzie, powinniśmy widzieć tego typu ataki również w tych wszystkich innych państwach, szczególnie tych zbliżonych do naszego, jak Kanada. Nie widzimy. Przyczyna musi więc leżeć gdzie indziej. To bardzo mocny argument - dodał Gallagher.

Ubisoft dorzuca darmową grę do zamówień The Division 2 na PC
Blizzard bez dużej premiery w 2019 roku
Dangerous Driving, duchowy spadkobierca Burnouta, zadebiutuje w kwietniu
Human: Fall Flat sprzedało się świetnie, teraz trafi na smartfony
najnowsze