Lost: Via Domus - recenzja

Curtiss
2008/03/30 16:13

Gra stworzona na kanwie niezwykle popularnego w naszym kraju serialu zatytułowanego Zagubieni. Przyjrzyjmy sie na ile serialową rzeczywistość udało się odtworzyć w grze

Fenomen serialu Lost (Zagubieni) jest niesamowity i zadziwiający. Wprawdzie od kilku już lat amerykańskie seriale z głównego nurtu stanowią zajmującą rozgrywkę telewizyjną, a najlepszymi tego przykładami są serie 24 Godziny czy Gotowe na wszystko. Jednak dopiero Lost to prawdziwe szaleństwo. Setki, a może tysiące serwisów w Internecie, tony gadżetów, miliony sympatyków, którzy na własną rękę próbują rozgryźć liczne niewiadome i z upodobaniem notują najmniejsze szczegóły. Zjednując sobie tak wielkie rzesze wielbicieli, Lost udowodnił również, że tajemnicza, zakręcona i nie do końca miejscami jasna fabuła ma ogromny potencjał na to, by zassać widownię. Pierwszy sezon serialu sprzedano do kilkudziesięciu krajów świata, a po nim przyszły trzy kolejne. Obecnie w USA trwa emisja czwartej części, która to już za jakiś czas trafi rzecz jasna do Polski.

Całość recenzji znajdziecie tutaj

GramTV przedstawia:

Komentarze
47
Usunięty
Usunięty
06/04/2008 19:07

Gra nie za dobra......... wiec nie zagram

Usunięty
Usunięty
06/04/2008 19:06

Elendil tutaj w podkaście też podsumowali pięknie, ale samą "recenzję" http://www.gamehot.pl/podcasty/727/gamehotpl-podcast-epizod-31/

Usunięty
Usunięty
03/04/2008 20:45

Recenzja jednego z blogowiczów chaotic.blox.plMenu, jest, jest... Piękne. Ustawienia, opcje i odpalamy. Serce bije coraz szybciej. Genialne intro, które widziałem poniękąd już w trailerach. Tak właśnie, mimo krzyczących zewsząd nieprzychylnych komentarzy, podszedłem do Lost: Via Domus. Nie chciałem uwierzyć. Jak to? Komputerowy Lost beznadziejny do granic wytrzymałości? Niemożliwe! I tu mógłbym na chwilę przejmująco zawiesić głos, a potem dodać: pamiętacie, co powiedział kiedyś Alfred Hitchcock. Film mógłby zaczynać się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie powinno narastać. Lost: Via Domus zaczął się od katastrofy lotniczej, a potem była już tylko dętka... Rozczarowanie na KAŻDYM kroku Elliot''a Maslow''a... Ubisoft, ten sam, który stworzył takie perełki jak Far Cry czy Splinter Cell, popełnił grzech ciężki - najgorszą przygodówkę jaką w życiu widziałem. Świat gry ograniczony z każdej możliwej strony. Nie możesz po prostu wejść w dżunglę, nie możesz popływać, nie możesz wejść do namiotu, ba! NIE MASZ SWOJEGO NAMIOTU! Zero interaktywności z otoczeniem, nie licząc kilku walizek, butelek i mango, które nie wiadomo po jaką cholerę zbierasz... Gra prowadzi cię za rączkę od początku do końca, jej liniowość nie zna granic. Pod tym względem już stary dobry Larry był lepszy. Zagadki? Zapomnij! Co rusz musisz uporać się z tablicą rozdzielczą wkrecając kilka bezpieczników - i to wszystko!. Przez chwilę zgłupiałem, bo przecież nasz bohater miał być fotoreporterem, tymczasem na wyspie przyszło mu być... elektrykiem! Klimat? Dreszcze przeszły mnie tylko RAZ. Jaskinie są piękne. Zgasła mi pochodnia, chwilę później zaatakował mnie czarny dym. Grając w nocy ze słuchawkami na uszach, można się wystraszyć. Grywalność? Grywalność to podstawa, a jej warunkiem jest scenariusz. Szczęka mi opadła po raz pierwszy, kiedy zorientowałem się, że nigdy nie spotkam Walta, Rousseau, Any-Lucii, Mr.Eko i kilku innych bohaterów serialu. Drugi raz, gdy załapałem, że nigdy nie będę obecny w serialowych momentach - porwania Claire przez Ethana, budowy kościoła Pana Eko, złapaniu Bena... Trzeci raz - kiedy spostrzegłem kilka kluczowych zmian w scenariuszu, np. to, że JA a nie Michael, sprowadzam Benowi Jacka i Kate! Bez komentarza. Po raz czwarty i ostatni, kiedy po kilku godzinach grania - osłupiałem - napisy końcowe i KONIEC GRY!!! Nieeee... Ubisoft odwalił chałturę, zrobił gierkę na "odwal się", po prostu. Nie chcę dobijać tej gry, ale głosu użyczyli bohaterom jedynie Yungin Kim i Michael Emerson! Czy było w Via Domus coś, co mnie urzekło? Tak, owszem. Wszystkie lokacje są dopracowane idealnie. Można spacerować po Łabędziu, Płomieniu, Hydrze i kilku innych, być w miejscach, których w serialu nie zobaczyliśmy. No i to, że gra zrobiona jest w konwencji serialu, tzn. kolejne etapy to epizody. Każdy z nich zaczyna się i kończy czymś zaskakującym. Po kilku momentach frunie na nas napis LOST. No i to "Previously on Lost..." to dodatkowy smaczek - wstawki przypominające historię tego, co już w grze przeszedłeś. Ale... to wszystko!!! Tragedia, katastrofa, niebywała pomyłka. Nie mogę zrozumieć, dlaczego? Przypominacie sobie kultowy odcinek drugiego sezonu - Lockdown? I rozmowę Locke''a z Ben''em, o liczbach, o stacji Łabędź... Ben wypowiedział wtedy pamiętne słowa. Tak sobie myślę, że gdyby Terry O''Quinn mógł zapytać Michael''a Emersona o grę Lost: Via Domus, ten odpowiedziałby mu podobnie jak wtedy: "This game... is a joke, John...". Jest mi bardzo przykro, że tak to wyszło, choć mogło być tak pięknie. Serial zostanie kultowym, ale gra... Jeśli jesteś kolekcjonerem - kup i postaw na półkę. Jeśli jesteś fanem - nawet nie patrz w sklepie na to pudełko... Taka moja rada. Pozdrawiam wszystkich lostowiczów i łączę się z Wami w bólu... http://chaotic.blox.pl/2008/03/Dzis-polska-premiera-gry-komputerowej-Lost .html




Trwa Wczytywanie