Czasem zadziwia mnie wybiórczy charakter współczesnej cenzury charakteryzującej cywilizację zachodnioeuropejską. Jak powszechnie wiadomo niektóre tematy w filmach i grach są „be” i po prostu nikt ich nie porusza aby nie tracić dużych pieniędzy. Oczywiście nikt nie zabrania o tym mówić, wszak mamy wolność słowa, ale i tak tematy takie poruszane są półgębkiem, przez niezależnych publicystów i to w środkach przekazu nie tak nośnych jak te dwa wymienione, czyli literaturze. Istnieje oczywiście kino alternatywne, lecz takie filmy niestety nie mają szans dotrzeć do szerszej publiczności.
Pełen tekst znajdziecie tutaj.