Firma Gamecock to najmłodsze dziecko Mike'a Wilsona, weterana branży gier wideo. Zajmuje się ona wydawaniem produkcji mniej znanych studiów developerskich. Niedawno minął rok od jej powstania i w związku z tym serwis Gamespot przeprowadził z tym sympatycznym, lekko zwariowanym (patrz: zdjęcie) mężczyzną wywiad, który okazał się źródłem ciekawych spostrzeżeń na temat... pudełek gier na konsole Nintendo.

Przybliżono graczom kwestię, na którą mało kto wcześniej zwracał uwagę - mianowicie, Nintendo zastrzega w umowie zawieranej z wydawcą gry na swoją konsolę, że z przodu pudełka może znajdować się tylko jego logo - miejsce dla autorów gry jest z drugiej strony. Takie podejście zdecydowanie nie spodobało się Mike'owi, który dowiedział się o tym przy okazji rozmów z przedstawicielami japońskiego giganta odnośnie wydania gry Dementium na DS-a. ”Oczywistym jest, że to sprzeczne z naszymi przekonaniami odnośnie tego, na kim powinno się skupiać uwagę. Gracze powinni widzieć kto stworzył grę, która im się spodobała lub nie, i dzięki temu budować związki ze swoimi ulubionymi artystami, tak jak w przypadku pisarzy, muzyków, reżyserów i tak dalej” - powiedział.
Nintendo tłumaczy się z tego w prosty, acz nie do końca wiarygodny sposób - kontaktem z graczami. Firma twierdzi, że gdyby bardziej podkreślać rolę developera, mogą oni sprobować skontaktować się z nim w razie problemów z grą, a to rola wydawcy. Dla porównania, w grach na konsole Sony i Microsoftu logo twórcy produktu może znajdować się w dolnej części przodu pudełka, obok oznaczenia dystrybutora.
Gamecock oraz developer gry Dementium, studio Renegade Kid, zgodzili się na te warunki, ale to nie znaczy, że nic z tym fantem nie zrobili. Jej instrukcja zaczyna się tymi słowami: “My, firma Gamecock Media Group, chcemy, żebyście wiedzieli, że nie jesteśmy autorami tej gry. Stworzyło ją nowe świetne studio z Austin w Teksasie, nazywają się Renegade Kid. Sprawdźcie, co u nich słychać na ich stronie internetowej”.
Mike uważa za niedorzeczne myślenie, że gracze mogą być lojalni w stosunku do gigantycznych światowych wydawców, dzięki którym corocznie na półkach sklepowych lądują dziesiątki tytułów różnej jakości, gatunku i przeznaczonych dla różnych odbiorców. ”To tak, jakby powiedzieć “Nie mogę doczekać się nowego filmu wytwórni Universal Pictures”. Dajcie spokój” - stwierdził. I nie wiemy, jak Wy, ale my przyznajemy Mike'owi rację. Może i ma niezdrowe podejście do kurczaków, ale to nie przeszkadza mu w udzielaniu dobrych wywiadów.