Moje MAG-iczne wakacje

WorldWar3PL
2007/09/27 19:25
0
0

Wszystko się kiedyś kończy – nie ma już związku radzieckiego, kartek na mięso, więc i rok szkolny musiał w końcu odejść – i oto wreszcie nadszedł tak długo oczekiwany przeze mnie dzień – wakacje. Kiedy człowiek zdaje sobie z tego sprawę, przestaje zawracać sobie głowę takimi sprawami jak popsuta konsola, bałagan w pokoju czy przeterminowany o 6 miesięcy jogurt "Z mniejszymi kawałkami owoców" na śniadanie. Zbudziłem się około godziny 13:30, jak to na prawdziwego leniucha przystało. Pierwszy przystanek – kuchnia (w końcu człowiek czasem coś zjeść musi), gdzie czekała na mnie kartka od rodziców: "Posprzątaj pokój, pozmywaj naczynia, obierz ziemniaki, wyjdź z psem, idź do sklepu, umyj okna, włącz nagrywanie serialu – będziemy przed czternastą. Mama i tata".

Wszystko się kiedyś kończy – nie ma już związku radzieckiego, kartek na mięso, więc i rok szkolny musiał w końcu odejść – i oto wreszcie nadszedł tak długo oczekiwany przeze mnie dzień – wakacje. Kiedy człowiek zdaje sobie z tego sprawę, przestaje zawracać sobie głowę takimi sprawami jak popsuta konsola, bałagan w pokoju czy przeterminowany o 6 miesięcy jogurt "Z mniejszymi kawałkami owoców" na śniadanie. Zbudziłem się około godziny 13:30, jak to na prawdziwego leniucha przystało. Pierwszy przystanek – kuchnia (w końcu człowiek czasem coś zjeść musi), gdzie czekała na mnie kartka od rodziców: "Posprzątaj pokój, pozmywaj naczynia, obierz ziemniaki, wyjdź z psem, idź do sklepu, umyj okna, włącz nagrywanie serialu – będziemy przed czternastą. Mama i tata". No to mi sprawili niespodziankę, nie powiem. Uznałem, że nie ma sensu zajmować się takimi sprawami w pierwszy dzień wakacji i wybrałem się na spacer (bez psa, bo odstrasza przedstawicielki płci pięknej). Jak miałem zrobić, tak zrobiłem. Pogoda na przechadzkę była wręcz idealna – słońce grzało w sam raz na opalanie się, a letni wiatr pomagał uniknąć stopienia się białek w moim ciele. Na obszar spaceru wybrałem obrzeża miasta – w końcu mało tam ludzi, a chodniki dosyć krzywe, więc mam możliwość poćwiczenia slalomu. Przechodziłem właśnie obok starego sklepu "Monopoly", kiedy to zobaczyłem właśnie ją. Długie, blond włosy, niebieskie oczy i ten wspaniały uśmiech.... Z wrażenia aż padłem na ziemię. Pech chciał, że padłem właśnie na wystający z ziemi patyk. No i tyle skończyło się na podziwianiu pięknej nieznajomej – na widok mojej osoby zwijającej się z bólu roześmiała się i poszła w swoją stronę. Co jak co, ale ten dzień raczej nie zapowiadał się obiecująco. Postanowiłem przypatrzeć się winowajcy mojej porażki, czyli złośliwemu patykowi. Nie było w nim nic niezwykłego, no może poza kształtem. Wyglądał trochę jak obrobiona wcześniej pałka, na co wskazywała jedna strona przypominająca rączkę. Po krótszym namyśle zdecydowałem, że na nic mi ten kijek niepotrzebny, więc rzuciłem nim w stronę wcześniej spotkanego sklepu. Już miałem iść dalej, gdy nagle zauważyłem błysk z miejsca, w które rzuciłem patyk. W efekcie tego dziwnego zdarzenia jednak zatrzymałem dziwaczne znalezisko. W ten zadzwoniło przypomnienie w telefonie – no tak, obiad. A na posiłek lepiej się nie spóźniać, bo jeszcze potem za karę kolacji nie dostanę... Po obiedzie i zajęcia się paroma obowiązkami, w końcu miałem czas dla siebie. Postanowiłem bliżej przyjrzeć się patykowi. Oprócz tego, że wyglądał na wcześniej przez kogoś obrabianego, miał na sobie wyryte dziwne znaki, które wcześniej uznałem nieusuniętą korę. Przypomniałem sobie o tajemniczym błysku przy rzucie – natychmiastowo naszła mnie chęć na powtórzenie tego. Nie pozostało mi nic innego, jak rzucać patykiem po pokoju – rzucałem po ścianach, po suficie, po meblach, ale tak upragniony przeze mnie błysk niestety nie nadchodził. No cóż – jako, że nie należy się poddawać, postanowiłem zastanowić się nad sposobami użycia tego dziwnego narzędzia. Henry Trotter, Szymuś Czarodziej.. oni mieli też takie patykowate cuda i robili nimi różne interesujące rzeczy za pomocą machania. Mhm. Skoro oni mogą, to ja też! Czym prędzej zacząłem powtarzać ruchy, które zapamiętałem – jednak bezskutecznie. Może muszę mocno skupić się na tym, co robię? Szybciutko pomyślałem o zatrzymaniu czasu i rozpocząłem wymachiwanie różdżką na wszystkie strony. Wszystko jakby bez zmian... musiałem się upewnić. Wyszedłem ze swojej kryjówki i poszedłem do pokoju gościnnego, gdzie przed telewizorem przesiadywali rodzice. Cud miód i orzeszki! Żadne postacie w telewizji się nie poruszają, a rodzice siedzą niczym zamrożeni na kanapie! Wybiegłem z domu na ulicę – a tam wszystko zatrzymane. Ludzie wysiadający z samochodu, nieruchomy ptak w powietrzu, pies zawieszony parę centymetrów nad ziemią podczas gonitwy za kotem... Skoro mogę zatrzymywać czas, to może mam też możliwość go cofnąć? Przed oczami stanął mi obraz tej pięknej dziewczyny, która się ze mnie śmiała.... gdybym uchronił siebie samego przed upadkiem, to... to mógłbym ją poznać! Wiedziałem, że nie mogę dłużej zwlekać (pomimo tego, iż wszystko wokół mnie stanęło) i zabrałem się do roboty. Całe otoczenie zaczęło drżeć, rozmazywać się, a ja sam miałem wrażenie, że właśnie połknąłem sporą kostkę lodu. W końcu poczułem ostre szarpnięcie i po krótkiej chwili stałem obok starego sklepu, tuż za mną samym. To trochę dziwne uczucie, kiedy widzi się samego siebie. - Mogłem założyć lepsze spodnie... – powiedziałem do siebie w myślach. Zdałem sobie sprawę, że zbliża się ten kluczowy moment. Zza rogu wychodzi piękna nieznajoma, a ja jestem coraz bliżej kijka wystającego z ziemi. Musiałem improwizować. Jako, że miałem na sobie bluzę, naciągnąłem kaptur na głowę (żeby nie było jakichś błędów w czasie jak w Powrocie do Przeszłości), podbiegłem do mojego drugiego ja i odepchnąłem najmocniej jak mogłem. Następnie szybciutko pobiegłem za najbliższy budynek – żeby uniknąć tłumaczenia się, w końcu mógłbym się zdemaskować. - Palant – usłyszałem z oddali. Zdarzało mi się obrażać znajomego, swojego psa, a nawet czerwone mrówki – ale żeby do siebie powiedzieć palant? Na moje szczęście, popchnięty delikwent trafił wprost na blond panią. Byłem niemal pewien, że nawiąże się z tego nowa znajomość, a kiedy wrócę do przyszłości, będę siedział obok niej... ale te nadzieje rozwiały się natychmiast po głośnym "Chlast" i krzyku "Zboczeniec!". No cóż, nie można mieć wszystkiego. Nagle poczułem szarpnięcie i podobnie jak przy poprzedniej podróży w czasie, wszystko zaczęło się rozmazywać i po paru sekundach znalazłem się ponownie na ulicy. Jednak nigdzie nie miałem mojego patyka! Wtedy mnie olśniło. Skoro nie upadłem na ten kijek, to nigdy go nie wziąłem, a tym samym go nie posiadam. Ogarnęła mnie ogromna rozpacz... na dodatek to wszystko stało się przez kobietę, która jeszcze uderzyła mnie otwartą dłonią. Oto koniec mojej przygody. Pozostało mi jedynie wrócić do codziennej rutyny i zapomnieć o wszystkim, co będzie niezwykle trudne... ... albo ponownie udać się pod ten sklep...

GramTV przedstawia:

Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!