Jak wszyscy pewnie dobrze pamiętają, targi E3 przez jakiś czas były największą imprezą branży wirtualnej rozrywki na świecie - pokazem jej siły, na który cały growy światek wyczekiwał z niecierpliwością, wietrząc lawinę nowych zapowiedzi, ciekawych informacji i dobrej zabawy. Sielanka skończyła się w zeszłym roku, kiedy organizator zapowiedział, że targi zmieniają swoją formułę na dużo bardziej biznesową i stają się spotkaniem wydawców, developerów i dziennikarzy o nazwie E3 Media and Business Summit. I faktycznie – E3 2007 nie było już tym, co poprzednicy – niewiele zostało z dawnej energii i ekscytacji.

Zgodnie z prawami natury, inne targi mają chrapkę na “przejęcie pałeczki” po emerytowanym gigancie – czy Lipskie Games Convention w tym roku pokazało, że zasłużyło na takie wyróżnienie? Spójrzmy na statystyki - w ciągu pięciu dni przez hale GC przeszło 185 tysięcy ludzi (w zeszłym roku było ich o 2 tysiące mniej), którzy oglądali prezentacje przygotowane przez 503 wystawców (na GC 2006 było ich 374). Osób związanych z branżą było w tym roku ponad 12 tysięcy (rok temu – niecałe 9000), a dziennikarzy – ponad trzy tysiące, z 46 krajów (na GC 2006 – 2600 z 38 krajów). Podobne rekordy zaliczyła konferencja developerów, odbywająca się przed samą imprezą.Targi stają się również coraz mniej “niemieckie” - 43% odwiedzających było z innych krajów, w porównaniu do 24% w zeszłym roku.
Mimo wszystko, dla wielu GC wciąż jest za mało międzynarodowe – usłyszeć można zarzuty, że klimat tworzony przez tysiące odwiedzających nie jest całkiem tym, czym powinien być, jeśli nadal większość z nich posługuje się głównie językiem niemieckim. Za mało wystawców z Ameryki i Japonii – do zapisania w notatniku, jako rzeczy do poprawienia w przyszłym roku. Warto również odnotować, że organizator poradził sobie z utrzymaniem imprezy “w kupie” ponoć bardzo dobrze, a minusem była niedostateczna ilość miejsc noclegowych blisko hal wystawowych – niektórzy developerzy nie byli zadowoleni z tego, że musieli dojeżdżać prawie 50 kilometrów.

No dobrze, ale w takim razie co, dla nie do końca przekonanych o sile niemieckiej imprezy, będzie “drugimi targami E3”? Niespodziewanie, sporo ludzi z branży (głównie Amerykanów) stawia na Penny Arcade Expo, show odbywające się w Waszyngtonie, którego twórcami są autorzy jednego z najpopularniejszych internetowych komiksów – Penny Arcade. PAX wyróżnia się tym, że oprócz tytułów konsolowych i pecetowych przedstawia również gry bitewne, papierowe RPG i inne tego typu. Jego tegoroczna edycja dobiegła końca wczoraj – trwała od 24 do 26 sierpnia – i była dwukrotnie większa niż poprzednia, z prawie 20 tysiącami odwiedzających. Co prawda to wciąż niewiele w porównaniu z GC, ale jeśli tempo wzrostu się utrzyma, za dwa-trzy lata może być groźnie.
Coraz częściej pojawiają się również opinie, że przyszłość tego typu imprez to nie wielkie targi z masą wystawców - i nie, nie są nią również targi a'la nowe E3. Dla wielu właściwym kierunkiem są spotkania z graczami organizowane przez konkretną firmę, dla fanów jej konkretnych produktów – takie jak BlizzCon czy QuakeCon, żeby nie szukać daleko. Pozwalają one na dokładne przedstawienie oferty jednego wydawcy czy developera, co dla niego jest znacznie lepsze, niż krótkie prezentacje w sąsiedztwie masy innych stoisk. Dla niektórych branża po prostu robi się już zbyt duża.

W każdym razie, targi Tokyo Game Show startują 20 września, i nie można ich nie doceniać – dopiero po ich zakończeniu będzie można pokusić się o podsumowania, wyłonienie zwycięzcy i tym podobne. Jeśli o nas chodzi... nie mamy nic przeciwko trzem dużym growym imprezom, z których każda przecież odbywa się na innym kontynencie i nie koliduje czasowo (zbytnio) z pozostałymi. Jeśli branża tak bardzo potrzebuje nowego “króla targów”, może go sobie wybrać – tylko po co, jeśli miałby on skończyć podobnie jak E3?