W publicznej dyskusji na temat, czy gry wideo można uznać za formę sztuki – zapoczątkowanej przez Rogera Eberta z gazety Chicago Sun Times - uczestniczyli do tej pory m.in. Hideo Kojima, Christophe Gans i Clive Barker. Zanim dołączy się ktoś nowy (trudno uważać, że tak się nie stanie) swoje pięć minut znowu ma Ebert – ustosunkował się do najnowszej przeciwnej mu wypowiedzi, czyli opinii Barkera (który stwierdził m.in. że jego wizja gier wideo jest oparta na uprzedzeniach).

Słowo “uprzedzony” często tłumaczy się jako “niezgadzający się ze mną”. Mogę zasugerować, że gracze mają uprzedzoną wizję tego, czym gry wideo mogą być. Ich miejsce nie jest obok Szekspira i z góry stwierdzam, że takiego poziomu nigdy nie osiągną. Część graczy uważa, że wręcz przeciwnie” – powiedział krytyk filmowy. I to nie jest tak, że ma on coś przeciwko grom samym w sobie – po prostu chce, aby właściwie je odbierano.
Zdradzę Wam tajemnicę – lubię produkty rozrywkowe. Uważam tylko za ważne, aby dobrze je identyfikować. Poza tym, Barker ma rację w kwestii tego, że można na ten temat rozmawiać przez wieczność. Wspomniałem wcześniej, że zupa błyskawiczna może być sztuką. Nie wyraziłem się precyzyjnie. Tak naprawdę sztuką jest obraz Andy'ego Warhola, który ją przedstawia. Czy ten artysta uważałby Undying Barkera za jej przejaw? Na pewno. Schowałby tę grę do plastikowego pudełka kurczącego się pod wpływem temperatury, wsadził je za plexiglasową szybę wystawową, ustawił na piedestale i podpisał “Gra Wideo” – zakończył Ebert.
Wygląda na to, że żaden z panów nie przekona drugiego do swojego zdania. To dobrze, gdyż prawda jak zwykle leży gdzieś po środku. Branża gier wideo to wielki rynek, który wydaje na świat zarówno produkty stworzone z myślą wyłącznie o zarobieniu pieniędzy, jak i takie, których twórcy chcą i potrafią przekazać coś więcej. Które z nich okupują listy Top10 sprzedaży, to już inna sprawa...
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!