Dyskusja na temat, czy gry wideo można uznać za sztukę, ciągnie się nadal. Tym razem Clive Barker odpowiedział on na licznie cytowaną w mediach (i pamiętaną dobrze przez wszystkich jeszcze dziś, w końcu to ona – w listopadzie 2005 roku - zapoczątkowała całą sprawę) wypowiedź krytyka filmowego Rogera Eberta, którą można streścić w zdaniu „Gry wideo nie są sztuką”. Clive sądzi, że Ebert był zwyczajnie uprzedzony do tej formy rozrywki i nie przyjmował do wiadomości, czym ona może być dla gracza.

”Możemy debatować nad tym, co jest sztuką, a co nie, przez wieczność. Jeśli to, co przezywasz, porusza cię w jakikolwiek sposób, nawet jeśli powoduje tylko burczenie brzucha... Myślę, że i tak jest warte przyjrzenia się temu na poważnie” – powiedział Barker. Wie, o czym mówi – podobnych uprzedzeń doświadczył na własnej skórze, New York Times nigdy nie recenzował jego książek. Na początku go to martwiło... jednak w końcu zdał sobie sprawę, że tak naprawdę nie powinno go to obchodzić, gdyż ważne jest, że ludziom się one podobają.
”Problemem Eberta jest jego pogląd, że nie ma miejsca na sztukę, gdy narracja, przekaz jest plastyczny. Innymi słowy, Szekspir nie mógłby napisać Romea i Julii w formie gry, ponieważ mogłaby wtedy istnieć możliwość pozytywnego zakończenia całej historii. Wiecie, „gdyby tylko ona nie wypiła tej cholernej trucizny” lub „gdyby tylko on dostał się tam wcześniej” (...) Jeśli coś jest tak bardzo podatne na zmiany, tak pełne możliwości które nie są pod kontrolą artysty, to nie boże być sztuka - tutaj właśnie się on myli” – uważa Barker.
Pisarz twierdzi, że powinniśmy nieustannie rozwijać wyobraźnię, a to, że gry oferują w tym względzie tak wielkie możliwości sprawia, że są sztuką. „Nie robię tutaj za dobrego samarytanina. Mówię po prostu, że granie jest świetnym sposobem na to, czego potrzebuje każdy z nas – na ucieczkę od męczących spraw życia codziennego i podróż w miejsce, gdzie sprawujemy pełną kontrolę nad sytuacją” – tak kończy swoją wypowiedź, a większość graczy zapewne się z nim zgodzi.