Szef The Pokémon Company, podległej Nintendo spółki, powiedział: "Sprzęt, który będzie miał Pokémony, wygra".
To dość śmiała, lecz niepozbawiona sensu teza. To właśnie Pokemony są marką, która na każdej konsoli bije rekordy popularności. Kieszonkowe stworki cały czas się rozwijają, może nie w oszałamiającym tempie, ale zawsze. Dziś, w dobie WiFi DS-a, najnowsze Pearl i Diamond coraz bardziej przypominają MMO, niż stare, poczciwe Red, Blue i Yellow na GameBoya Color. Nic więc dziwnego, że sprzedają się tak dobrze i szybko, jak bielizna Paris Hilton na eBayu.

Tsunekazu Ishihara dodał: "Gdy spojrzysz na multi-platformowe gry, to ze względu na różnicę pomiędzy poszczególnymi systemami musisz wybierać uniwersalne rozwiązania. To ogranicza kreatywność".
Cóż tu jeszcze dodać - szczera prawda. Rzadko w historii gier zdarzały się tytuły, które były portami i działały jak stworzone wprost dla danego sprzętu. Zwłaszcza PeCetowcy mieli wiele bolesnych okazji do przekonania się o tym.