Wyobraźmy sobie scenę: Uwe Boll siedzi w angielskim szlafroku, z szlafmycą na głowie przed kominkiem. W ustach fajka, wypuszczająca z siebie bańki mydlane. Drzewo cichutko płonie, rozpościerając blask na zewnętrzności reżysera. Nasz ulubieniec Uwe myśli. Mysli, jak wynagrodzić swoich fanów (z nimi jak z UFO, "ponoć istnieją"). Wtem trzask! Spokojnie, to tylko drewno. Jednak jednocześnie z tym dźwiękiem, do głowy Bolla dotarł pomysł: sprzedam rolę!

Cóż, jak widać, już do badania prostaty ustawiają się dłuższe kolejki niż grania w jego filmie, niemniej gratulujemy pomysłu.