Erik Robertson, jeden z organizatorów tegorocznej edycji targów Nordic Game, w wywiadzie dla serwisu GamesIndustry.biz zdradził swoje poglądy na temat obecnego wyglądu światowego rynku wirtualnej rozrywki. Uważa on, że za dużo jego europejskiej części jest w rękach firm z Ameryki Północnej i Azji – „Taka sytuacja obecnie ma miejsce – i chęć jej zmiany ma sens z kulturowego, politycznego i czysto biznesowego punktu widzenia" – powiedział Robertson.
Według Erica, kluczem do równowagi pomiędzy rynkami Europy i zachodu jest zyskanie przez Stary Kontynent większej kontroli nad dystrybucją własnych tytułów – zarówno zwyczajną jak i sieciową. A jeśli już mowa o sieciowej dystrybucji - uważa on, że PC jest najlepszym narzędziem dla niezależnych twórców gier, gdyż pozwala na dotarcie do największej liczby potencjalnych klientów. Natomiast Xbox Live Arcade to fajny pomysł, ale słabą stroną tej usługi jest to, że decyzja o ukazaniu się danej gry na tej platformie jest wciąż w większości przypadków podejmowana w USA.
Robertson stwierdził, że położenie geograficzne to ważny czynnik, który wpływa na rozwój firm związanych z branżą – „Biznes lokalny jest zwyczajnie prostszy. Jeśli twoja firma ma siedzibę w Tokio, łatwiej jest ci się porozumieć z miejscowymi developerami niż z jakimiś z dziwnego, zimnego kraju którego nawet nie potrafisz wskazać na mapie" – podał prosty przykład i podsumował swoją wypowiedź – „Im bliżej aktualnego miejsca pracy developera podejmowane są ważne dla jego gry decyzje, tym większa szansa na udaną współpracę i sukces".
Nordic Game to największe targi branży gier wideo w rejonie państw skandynawskich. W tym roku odbędą się w szwedzkim mieście Malmö, trwać będą od 14 do 16 maja i zapowiadają się na największe w swojej historii.