Może i mało świąteczna to gra, bo ani w niej pisanek, ani zajączków, ani kurczaczków. Kaczuszek też nie uświadczymy, bo rok już 2047. Nie ma śmigusa-dyngusa, za to jest Kane, który ma we krwi zmartwychwstawanie. A skoro pojawia się on, to rozrywka zapewniona, choć sporo amunicji pewnie zejdzie...
Odpowiedź na wszystkie powyższe pytania jest prosta i krótka. Nie. Nic z tych rzeczy. Command & Conquer 3: Wojny o tyberium nie jest żadnym przełomem, żadnym zaskoczeniem. Gra nie wprowadza NICZEGO nowego do znanych i ciągle lubianych RTSów. I pomimo tego (lub właśnie dzięki temu) jest to świetna gra.
Pełen tekst znajdziecie tutaj