Wspomnianego zadania podjęli się pewni znudzeni zapewne do nieprzytomności naukowcy z Australii. Wzięli oni grupę ludzi prawo- i leworęcznych, by przebadać, jaka jest ich efektywność w, ekhm, „zadaniach wymagających szybkiej wymiany informacji pomiędzy półkulami mózgu” (czy jakoś tak) – w tym m.in. graniu we wszelkie komputerowe i konsolowe produkcje, wymagające szybkiej reakcji. I okazało się, że wyraźnie lepiej radzą sobie leworęczni, u których współpraca półkul przebiega efektywniej.
Wstęp wiadomości jest rzecz jasna nieco przesadzony, bo zapewne punktem wyjściowym badań nie było jednak określenie jacy gracze są lepsi. Ale nie znaczy to wcale, że z naukowców nie można się trochę ponabijać. Bo to śmieszna banda jest. A same wyniki? Dobre jak każde inne, co z nich wynika – trudno powiedzieć, szczególnie, że przebadano tylko 100 osób...
Zresztą, przy takich okazjach często nasuwa się jedno spostrzeżenie – czy naprawdę tak niewielka liczba wystarczy, by wysuwać tak daleko posunięte wnioski? A może leworęczni byli jedynakami z rozbitych małżeństw, ubierającymi się na zielono? Czy oznaczałoby to, że jedynacy z rozbitych małżeństw ubierający się na zielono są lepsi w grach? Trudno powiedzieć – napisał próbujący się pocieszyć praworęczny gracz...
Nie od dziś wiadomo, że naukowcy, z nudów, w przerwach pracy nad epokowymi wynalazkami (takimi jak niewymagające zamykania drzwi czy zmiennokształtne telefony), prowadzą dla rozrywki najróżniejsze dziwaczne badania. Ale ten, kto wpadł na pomysł zbadania jaki wpływ na umiejętności graczy ma leworęczność, powinien dostać Nobla. Poważnie.