"Najgłupszy anioł"
Do Bożego Narodzenia został dzień (dobra, powiedzmy, że prawie tydzień) i w całym maleńkim miasteczku mieszkańcy pochłonięci są kupowaniem, zawijaniem, pakowaniem i, ogólnie rzecz biorąc, wczuwaniem się w świąteczny nastrój. Ale nie wszyscy odczuwają tę radość. Mały Joshua Barker rozpaczliwie potrzebuje świątecznego cudu. Nie, nie leży na łożu śmierci; nie, nie zaginął mu pies. Ale Josh jest przekonany, że widział, jak Mikołaj obrywa łopatą po łbie i teraz nasz siedmiolatek modli się tylko o jedno: proszę, Mikołaju, powstań z martwych.
Więcej na temat powieści "Najgłupszy anioł" (wraz z fragmentem) przeczytać można pod tym adresem
"Rzeczy ulotne"
Podobnie jak pierwsze dwa zbiory krótkich nieilustrowanych tekstów Gaimana (który przecież ma w swym dorobku także zbiory komiksowe), Rzeczy ulotne ukazują jeden z wielu aspektów jego talentu. Wiele tu historii miłosnych, od posępnego super-noir „Pamiątek i skarbów”, w których multimiliarder z pomocą narratora, geniusza-socjopaty, odnajduje i traci swój specyficzny ideał urody, poprzez zabarwiony SF horror „Jak rozmawiać z dziewczynami na prywatkach”, o dwóch napalonych nastolatkach, którzy wpraszają się na wyjątkowo kiepsko wybraną imprezę, po motyw zwycięskiej miłości wiersza „Dzień, w którym przybyły spodki” i wzruszający tryumf uczucia nad czasem w fantastyczno-naukowym „Goliacie”.
Obok nich znalazły się urokliwe, arcyromantyczne cudeńka, jak choćby 15 miniatur o kartach z „wampirzego tarota”, rada spersonifikowanych miesięcy w „Październiku w fotelu”, gorzko-słodka wariacja na temat komedii del’arte „Arlekin i Walentynki” i wszystkie pozostałe wiersze. W sumie 31 perełek, plus dodatkowa trzydziesta duga, ukryta w odautorskim wstępie.
Więcej na temat "Rzeczy ulotnych" przeczytacie pod tym adresem.