Jak informuje serwis Bloomberg.com, pieniądze dla Sony pochodzą od ponad 20 pożyczkodawców, którzy wspólnie złożyli się na tę astronomiczną sumę. Skąd taka decyzja ze strony firmy, która od dawna nie potrzebowała żadnej pożyczki? Jak tłumaczą przedstawiciele japońskiego potentata, okazało się to po prostu najwygodniejszym źródłem finansowania. Inwestorzy nie są aktualnie zbyt chętni do wykładania gotówki, żądając większych udziałów w oczekiwaniu na spodziewany wzrost stóp procentowych w Japonii.

Nie bez znaczenia dla wydatków japońskiej korporacji pozostają też koszty związane z produkcją i marketingiem konsoli PlayStation 3 czy formatem Blu-Ray. Wszystko to sprawia, że nawet tak duża pożyczka nie jest jedynym krokiem, jaki musi podjąć firma. Aby zmniejszyć koszty, w minionym roku rozpoczęła ona mający potrwać trzy lata proces restrukturyzacji, "dzięki któremu" zajęcie straci ok. 10 tysięcy pracowników.
Czy informację tę można traktować jako zwiastun problemów finansowych Sony? Raczej nie, a w biznesie tego typu strategiczne decyzje są przecież na porządku dziennym - mimo że nam wydaje się, że jeżeli ktoś pożycza już pół miliarda euro, to musi być z nim bardzo źle... Ale jeżeli PlayStation 3 z jakichś powodów nie spełni oczekiwań i okaże się rynkową klapą (ciągle bardzo mało prawdopodobne, ale kto wie...), to Sony będzie miało poważny kłopot...