W USA trwa debata o szkodliwości brutalnych gier komputerowych i ich wpływie na młodych ludzi. W coraz to kolejnych stanach zgłaszane są propozycje ustaw, utrudniających dostęp niepełnoletnich do niedozwolonych dla nich tytułów i stawiające sprzedawców przed groźbą wysokich kar w razie złamania przepisów. Ustawy te proponują w niektórych przypadkach własne definicje niedozwolonych dla dzieci treści, co z oczywistych względów niezbyt podoba się twórcom gier i organizacji ESRB, odpowiedzialnej za ustalanie ograniczeń wiekowych.
Ta ostatnia postanowiła więc zlecić przeprowadzenie badań, mających sprawdzić na ile skuteczne są jej oznaczenia. W ankiecie wzięło udział ponad 500 rodziców dzieci w wieku 3-17 lat. Aż 83% (5% więcej niż rok temu) stwierdziło, że zna i rozumie system stosowany przez ESRB, a 74% (4% więcej) regularnie odnosi się od niego podczas kupowania gier. 91% sądzi, że oznaczenia dobrze odpowiadają zawartości gier, a ich zaufanie do nich wzrosło.
Jakkolwiek można mieć wątpliwości co do obiektywizmu tych badań (w końcu były robione na zlecenie organizacji, której zależy na wynikach takich a nie innych), to ich wyniki brzmią całkiem rozsądnie. Ludzie przecież nie są kretynami i wiedzą, że jak na pudełku widnieje sporej wielkości liczba "18" (albo coś w tym rodzaju), to produkt raczej się dla ich 10-letniego dziecka nie nadaje... prawda? Prawda? ;)
Przeprowadzone w USA badania wykazały, że rodzice, kupując swoim pociechom gry, coraz chętniej i z większym zaufaniem biorą pod uwagę ograniczenia wiekowe. Inna sprawa, że badania przeprowadzono na zlecenie organizacji ESRB, zajmującej się ustalaniem tych ograniczeń.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!