Według nieoficjalnych informacji na pokładzie konsoli Revolution znaleźć miałyby się następujące komponenty:
- Procesor "Broadway", taktowany zegarem o częstotliwości 729 Mhz
- Procesor graficzny "Hollywood" - 243 MHz i 3 MB pamięci na tekstury
- 88 MB RAM-u
Oczywiście wszystko to nie musi jeszcze oznaczać, że sprzęt Japończyków skazany jest na sromotną klęskę. To, że moc obliczeniową da się łatwo nadrobić innowacyjnością, udowodnił chociażby kieszonkowy DS. Tylko czy podejście takie okaże się słuszne również w przypadku konsoli stacjonarnej? Sony i Microsoft wkładają olbrzymie pieniądze w lansowanie swojej "technicznej" wizji następnej generacji, a ojcom Maria może się być z ich pomysłami zwyczajnie ciężko przebić - przynajmniej poza rodzinną Japonią.
Być może trochę ułatwią im to zadanie kwestie finansowe. Nintendo nie raz już sugerowało, że cena Revolution ma być bardzo przystępna, teraz zaś dodatkowo zapewnili, że nie zamierzają na wzór konkurencji podwyższać cen gier. Tytuły na ich nową konsolę - przynajmniej te produkowane wewnętrznie - nie mają kosztować więcej niż 50 dolarów.
Czytając kolejne informacje na temat Revolution coraz bardziej uświadamiamy sobie, że Nintendo ze swoimi pomysłami kieruje się w stronę zupełnie innego grona odbiorców niż Sony i Microsoft. Czy okaże się ono dostatecznie liczne, by zapewnić ich nowej konsoli sukces? Czy też raczej stanie się ona urządzeniem niszowym, a niezwykle zasłużona dla elektronicznej rozrywki firma zacznie się powoli zmieniać w relikt przeszłości?