Dla porównania - pierwszy Xbox, przywoływany wcześniej przez firmę jako symbol porażki, która nie ma się powtórzyć, znalazł 123 tysiące nabywców w ciągu... pierwszych trzech dni. Miało być lepiej, jest znacznie gorzej. Czemu? Zabrakło tytułów startowych, mogących przyciągnąć Japończyków, trochę zabrakło wsparcia dla tamtejszych developerów (za późno dostali development kity), no i firmie nie udało się skutecznie przekonać klientów do całej tej technologii high definition.

Wszystkie te tłumaczenia nie zmieniają oczywiście rozmiaru porażki Microsoftu na terenie Japonii, szczególnie że firma zapowiadała przed premierą swojej nowej platformy podbicie tamtejszego rynku. Zresztą Yoshihiro ciągle ma nadzieję, że stanie się to w przyszłości. Gigant z Redmond kontynuował będzie wydawanie opracowanych z myślą o japońskim rynku pozycji, a sukces w końcu przyjdzie. Cóż, trzymamy kciuki, odrobina zachodniej myśli technicznej Japończykom nie zaszkodzi. ;)