Michael Dell, założyciel firmy ochrzczonej jego nazwiskiem (jednego z największych na świecie producentów gotowych zestawów PC) został po objęciu przez Jobsa fotela prezesa Apple’a zapytany, co zrobiłby na jego miejscu. Odpowiedział wtedy: "Zamknąłbym interes i rozdał pieniądze udziałowcom". Teraz, kiedy producent Maków wart jest więcej niż Dell, widać jak bardzo mylna byłaby taka decyzja.
Zresztą zwrócił na to ostatnio uwagę sam Jobs. Wspomniał bowiem słowa Della w mailu, jaki po piątkowym osiągnięciu (wspomniane na wstępie giełdowe przebicie konkurencji) wysłał do swoich pracowników. Zaznaczył też, że sytuacja na giełdzie może się oczywiście jeszcze zmienić, ale to mimo wszystko dość dobry moment na refleksję. Czyżby chciał, by Michael przyznał się do błędu?

Wracając jednak do meritum sprawy... Czy wyprzedzenie przez Apple’a jednego z największych na świecie producentów zestawów komputerowych może zwiastować koniec dominacji poczciwych blaszaków i opanowanie rynku przez komputery z jabłkiem? Nawet jeżeli tak, to prędko to raczej nie nastąpi. Ale być może za kilkanaście (kilkadziesiąt? a może kilka?) lat to właśnie ten moment wspominany będzie jako przełomowy.