Właśnie tak. A potwierdza to raport firmy, który ukazał się w dzisiejszym wydaniu gazety Financial Times. Pierwsze założenie o 3 milionach w trzy miesiące okazało się być zwyczajnie niemożliwe do spełnienia. Wiceprezes Microsoftu i główny odpowiedzialny za sprawy związane z Xboksem 360 - Peter Moore - tłumaczy: "Nic nie jest doskonałe - macie złożony kawałek sprzętu, na który składa się 1700 różnych części. Raz na jakiś czas produkcja zwolni, bo coś się stanie i jakiś element nie powstanie na czas".
Jako że bez jakiegoś optymistycznego założenia obejść się nie może, firma zamieniła to niewykonalne na zupełnie nowe - wspomniane 4,5 do 5,5 miliona przed końcem roku fiskalnego w czerwcu. A co pozwala jej przedstawicielom sądzić, że tym razem prognozy są realne? Chociażby nawiązana współpraca z kolejnym - trzecim już - wytwórcą, firmą Celestica. Dodatkowy udział jej fabryk zapewnić ma odpowiednio szybką produkcję sprzętu.
Nawet jeżeli rzeczywiście do końca czerwca tego roku uda się Microsoftowi wyprodukować taką ilość konsol, to pozostaje jeszcze jeden problem - trzeba je jeszcze sprzedać. Jasne, póki co zainteresowanie jest duże, ale utrzymanie go na obecnym poziomie będzie dla giganta z Redmond równie ważne jak zmaganie się z problemami produkcji. Bo prawdziwą ironią losu byłoby, gdyby zainteresowanie Xboksem 360 spadło do zera w okolicach dnia, w którym będzie można go można bez problemu znaleźć na sklepowych półkach.
W okolicach amerykańskiej premiery Xboksa 360 Microsoft informował, że zamierza w pierwsze 90 dni bytności konsoli na rynku sprzedać 3 miliony jej egzemplarzy. Podczas niedawnego wystąpienia na targach CES powiedziano zaś jedynie o o 4,5 do 5,5 miliona przed końcem czerwca. Czyżby zrezygnowano z pierwszego założenia na rzecz bardziej długofalowych planów?