Ambitna adaptacja kultowego filmu przeszła do historii jako ciekawa, ale niedoceniona produkcja. Niektórzy gracze chcą jej powrotu.
21 marca 2006 roku zadebiutowało The Godfather – gangsterska gra akcji oparta na powieści Mario Puzo i filmie Ojciec chrzestny w reżyserii Francis Ford Coppola. Za produkcję odpowiadały zespoły Electronic Arts, na czele z EA Redwood Shores (późniejsze Visceral Games), przy wsparciu EA Salt Lake, a wybrane wersje przygotowało Headgate Studios. Tytuł od początku miał ambicje, by stanąć w szranki z takimi markami jak GTA czy Mafia. Czy się udało?
The Godfather
The Godfather – 20 lat od premiery gry na podstawie kultowego filmu
Widok był był TPP. Gracz wcielał się w postać drobnego przestępcy, który trafia pod skrzydła rodziny Corleone i stopniowo pnie się po szczeblach mafijnej kariery. Rozgrywka łączyła otwarty świat Nowego Jorku z przełomu lat 40. i 50., strzelaniny, pościgi oraz system przejmowania biznesów i wymuszeń. Ważnym elementem było budowanie reputacji i zdobywanie wpływów, co wyróżniało grę na tle konkurencji, choć jednocześnie wyraźnie inspirowała się rozwiązaniami znanymi z GTA i Mafii.
Produkcja spotkała się z umiarkowanie pozytywnym odbiorem. Na Metacritic osiągała średnie oceny w przedziale około 70–77 punktów, a gracze oceniali ją wyżej – na poziomie 8,2. Krytycy chwalili klimat, wierne oddanie świata znanego z filmu i ciekawy pomysł na rozwój postaci, ale wskazywali też na powtarzalność zadań i brak większych innowacji.
GramTV przedstawia:
Gra trafiła na PC, PlayStation 2, Xboxa, a później także na PlayStation 3, Xboxa 360, Wii i PSP, odnosząc przy tym solidny sukces komercyjny. W pierwszych trzech miesiącach sprzedała ponad milion egzemplarzy, a do 2008 roku wynik przekroczył 4 miliony kopii na całym świecie.
Mimo swoich wad The Godfather było interesującym rozwinięciem historii znanej z filmów Coppoli, pozwalając spojrzeć na wydarzenia z perspektywy nowego bohatera. Dla wielu graczy to tytuł kultowy, ale inni mogli już o nim zapomnieć. Z dzisiejszej perspektywy trudno nazwać tę produkcję nieudaną adaptacją. Gry na podstawie filmów zwykle przepadały z kretesem. Tu mamy do czynienia z produkcją ciekawą, która miała potencjał na coś większego, ale zabrakło jej argumentów, by naprawdę zagrozić największym “graczom” gatunku.
Dziennikarz filmowy, krytyk. Lubi otwarte podejście do kina i popkultury. Fantastykę w każdej postaci przeplata seansami klasyki. Gdy akurat nie gra w Diablo 4, nie pogardzi dobrym komiksem i książką.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!