16 lat temu po dwóch sezonach zakończyło się zapomniane science fiction. Warto dać serialowi drugą szansę

Radosław Krajewski
2026/01/30 13:00
0
0

To jedna z najciekawszych serialowych propozycji z gatunku, która przeszła bez większego echa.

Pod koniec stycznia 2010 roku stacja Fox wyemitował finał serialu Dollhouse, produkcji, która wymagała od widza pełnej uwagi i właśnie dlatego wiele osób zrezygnowało z jej oglądania. Z perspektywy czasu jest to jednak produkcja, która w pewien sposób wyprzedziła swoje czasu. Tym bardziej, że mimo zaledwie dwóch sezonów, twórcom udało się doprowadzić opowieść do końca w sposób rzadko spotykany w anulowanych tytułach.

Dollhouse
Dollhouse

Dollhouse – minęło 16 lat od skasowania ambitnego science fiction

Punktem wyjścia Dollhouse był niepokojący pomysł na ludzi zwanych aktywnymi, którym kasuje się wspomnienia i wgrywa nowe osobowości na potrzeby kolejnych zleceń. Jedne bywają pozornie niewinne, inne balansują na granicy przemocy i nadużyć, a serial od początku sygnalizuje, że w tej układance nie chodzi o efektowne gadżety, tylko o kontrolę, zgodę i uprzedmiotowienie. W centrum tej historii stoi Echo, grana przez Elizę Dushku, która zaczyna zauważać pęknięcia w systemie, fragmenty świadomości i emocje, których nie da się tak po prostu wymazać.

Pierwszy sezon, z jego powtarzalną, proceduralną formułą, potrafił irytować, ale ta rutyna miała swój głębszy sens. Powtarzalność była częścią komentarza o zniewoleniu i o tym, jak łatwo da się przykryć przemoc wygodnym schematem. Problem w tym, że mainstreamowa telewizja rzadko nagradza takie eksperymenty, zwłaszcza gdy oglądalność nie daje poczucia bezpieczeństwa. Serial skasowano w trakcie drugiego sezonu, a to zwykle oznacza nerwowe cięcia albo zwrot akcji, który nigdy nie otrzyma swojego rozwinięcia.

GramTV przedstawia:

Dollhouse poszło w inną stronę. Zamiast udawać, że wszystko zostanie dokończone kiedyś, twórcy pokazali finałową konsekwencję niebezpiecznej technologii. Ostatni odcinek prezentuje widzom przyszłość, w której rozwiązanie stworzone pierwotnie do precyzyjnego użytku wymyka się spod kontroli i zalewa cały świat. Społeczeństwo się kruszy, tożsamości można nadpisywać jak uszkodzone pliki, a poczucie własnego ja przestaje być czymś oczywistym. To nie jest eleganckie, sterylne science fiction, tylko wizja brudu, chaosu i bardzo przyziemnego koszmaru technologicznego.

Najciekawsze jest to, że finał nie szuka łatwych rozgrzeszeń. Echo nie staje się klasyczną bohaterką, raczej symbolem oporu, który też ma swoje pęknięcia. Postać odpowiedzialna za rozwój technologii nie dostaje magicznej taryfy ulgowej, tylko możliwość naprawienia szkód. Zamiast fanfar i pocieszeń jest domknięcie, które działa, bo wynika z wcześniejszych wyborów podejmowanych przez bohaterów.

Dziś, gdy tematy ingerencji w umysł, handlu ciałem, zgody i kradzieży tożsamości są w popkulturze niemal codziennością, Dollhouse brzmi bardziej aktualnie niż w momencie premiery. I paradoksalnie właśnie teraz widać, jak bardzo ten serial chciał ostrzec przed takimi zagrożeniami ze strony technologii, a nie być niezobowiązującą telewizyjną rozrywką.

Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!