15 lat temu George Lucas złamał swoją zasadę dotyczącą Mocy. Od tego momentu Gwiezdne wojny wielokrotnie wykorzystywały ten motyw

Radosław Krajewski
2026/01/29 13:00
1
0

Decyzja okazała się zgubna w skutkach.

Piętnaście lat temu w uniwersum Gwiezdnych wojen doszło do bardzo istotnej zmiany, która początkowo przeszła bez większego echa. To właśnie wtedy serial Gwiezdne wojny: Wojny klonów wprowadził koncepcję, która do dziś stanowi jedne z najgorętszych dyskusji fanów na forach i mediach społecznościowych. Ten motyw realnie wpłynął na kierunek całej sagi, a chodzi o tajemniczych bogów z Mortis oraz zupełnie nowe spojrzenie na naturę Mocy, które w pewnym sensie złamały wcześniejsze zasady ustalone przez samego George’a Lucasa w filmowych produkcjach z Gwiezdnych wojen.

Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi
Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi

Gwiezdne wojny: Wojny klonów zmieniły sposób postrzegania Mocy

Od czasu Mrocznego widma równowaga Mocy była jednym z kluczowych, ale nigdy w pełni wyjaśnionych pojęć. Przepowiednia Wybrańca sugerowała, że Anakin Skywalker ma przywrócić harmonię we wszechświecie, co przez lata interpretowano jako ostateczne zniszczenie Sithów. Sam Lucas wielokrotnie podkreślał, że jasna strona oznacza życie i rozwój, a ciemna śmierć oraz destrukcję, więc prawdziwa równowaga polega na dominacji światła. Taki sposób myślenia wydawał się niepodważalny aż do momentu, gdy na ekranie pojawiło się Mortis.

W trzecim sezonie Wojen klonów widzowie poznali trójkę potężnych bytów będących ucieleśnieniem Mocy. Córka symbolizowała jasną stronę, Syn ciemną, a Ojciec próbował utrzymać między nimi balans. Co więcej, to właśnie Anakin miał przejąć jego rolę, co sugerowało, że Wybraniec nie jest niszczycielem ciemności, lecz strażnikiem między dwoma przeciwstawnymi siłami. Była to wizja bliższa filozofii równowagi niż prostemu podziałowi na dobro i zło, co zaskoczyło nawet największych fanów Star Wars.

Gwiezdne wojny: Wojny klonów
Gwiezdne wojny: Wojny klonów

GramTV przedstawia:

Od tamtej pory Gwiezdne wojny coraz częściej skłaniają się ku temu podejściu. Ostatni Jedi pokazał starożytną symbolikę Zakonu Jedi, w której światło i mrok przenikają się wzajemnie. Oficjalne materiały zaczęły podkreślać, że równowaga nie polega na wyparciu ciemności, lecz na jej zrozumieniu i kontroli. Podobną ideę rozwinięto w całej trylogii sequeli poprzez więź Rey i Kylo Rena, opisywaną jako połączenie gniewu, bólu, współczucia i empatii. Nawet ich wspólna walka pokazywała, że granice między stronami Mocy bywają płynne.

Ten sam trop podjął serial Akolita, gdzie relacja sióstr Oshy i Mae została odebrana przez wielu widzów jako kolejna wersja na temat dualizmu światła i ciemności. Symbolika i narracja jasno sugerowały, że żadna z tych sił nie istnieje w izolacji. Z kolei finał Ahsoki przypomniał o bogach z Mortis, umieszczając ich w samym centrum przyszłych wydarzeń.

Jeśli drugi sezon Ahsoki pójdzie tym tropem, będzie to kolejne potwierdzenie kierunku obranego przez Gwiezdne wojny. Kierunku, który zaczął się piętnaście lat temu od jednego z najbardziej kontrowersyjnych pomysłów George’a Lucasa, a który na zawsze zmienił sposób, w jaki patrzymy na Moc i rolę Wybrańca w galaktyce.

Komentarze
1
Grze
Gramowicz
Dzisiaj 14:44

Koncepcja równowagi między dobrem i złem jest dość powszechna, jednak możemy zadać pytanie, czy wynika jedynie z faktu istnienia zła w systemie. A co, jeśli byłoby samo dobro (jakkolwiek definiowane)?

Można by oczywiście przyjąć, że różnica potencjałów zawsze wywołuje ruch w systemie, coś się dzieje, a ruch to życie.  Ale w ostatecznym rozrachunku - po co komu zło? Każdy raczej wolałby być po stronie dobra (czymkolwiek ono będzie). 

Przykład: wolisz być biedakiem (niedobór, zło) czy bogaczem (nadmiar, dobro)? Bądź biedakiem, a co, będzie przynajmniej widać różnicę w systemie. Bogaty będzie mógł poczuć się dobrze, dając ci jałmużnę - będzie jakiś przepływ. A jak będzie stu biedaków po dolarze, to będzie równowaga z bogaczem, co ma stówę. I już mamy balans. Chcesz dalej być po stronie zła? (jakkolwiek je zdefiniujemy)

Takie tam, rozważania o niczym...