Pierwszy zwiastun Łotra 1 zapowiadał zupełnie inne podejście do serii. Rzeczywistość szybko to zweryfikowała.
10 lat temu, 7 kwietnia 2016 roku, fani po raz pierwszy zobaczyli zwiastun Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie. Był to moment wyjątkowy, bo film miał udowodnić, że Star Wars może istnieć poza główną sagą Skywalkerów. Zapowiedź sugerowała coś świeżego – mroczniejszy, bardziej wojenny ton i historię skupioną na zwykłych bohaterach Rebelii. Jaki był rezultat?
Łotr 1
Co pokazywał nam pierwszy zwiastun filmu Łotr 1?
Problem w tym, że już wtedy obietnica ta zaczęła się rozmywać. W zwiastunie znalazło się wiele scen, które ostatecznie nie trafiły do filmu. To jeden z najbardziej znanych przykładów w historii kina, gdy marketing znacząco rozmija się z finalną wersją produkcji. Wśród usuniętych ujęć znalazły się m.in. sceny biegu bohaterów po plaży pod ostrzałem AT-AT czy ikoniczne ujęcie Jyn Erso w imperialnym stroju. W zwiastunie pojawiły się także dialogi i momenty, które nigdy nie zostały wykorzystane w kinowej wersji.
Powód był prosty – film przeszedł duże dokrętki. Do projektu dołączył Tony Gilroy (późniejszy twórca serialu Andor), który pomógł przebudować znaczną część historii przygotowanej wcześniej przez Garetha Edwardsa. Zmieniono m.in. początek filmu oraz kluczowe elementy finałowej bitwy na Scarif, upraszczając strukturę wydarzeń. Tak duża skala zmian zwykle nie jest dobrym sygnałem. Oznacza to, że studio nie jest w pełni zadowolone z efektu i próbuje ratować projekt na ostatniej prostej. W przypadku Łotra 1 pojawiały się obawy, że film straci swój surowy, wojenny charakter na rzecz bardziej „bezpiecznej” wersji.
GramTV przedstawia:
Ostatecznie jednak efekt okazał się zaskakująco dobry. Film zebrał pozytywne recenzje i zarobił ponad miliard dolarów na całym świecie, stając się jednym z największych sukcesów Disneya w ramach tej marki. Co więcej, Łotr 1 faktycznie spełnił część obietnic ze zwiastuna. Choć konkretne sceny się zmieniły, ton opowieści pozostał poważniejszy, a historia skupiła się na poświęceniu i losach zwykłych ludzi w galaktyce. Dziś film uchodzi za jedną z najlepszych odsłon ery Disneya, a jego dziedzictwo wzmocnił jeszcze serial Andor. To dobry przykład na to, że nawet jeśli pierwsze wrażenie bywa mylące, końcowy efekt może pozytywnie zaskoczyć.
Dziennikarz filmowy, krytyk. Lubi otwarte podejście do kina i popkultury. Fantastykę w każdej postaci przeplata seansami klasyki. Gdy akurat nie gra w Diablo 4, nie pogardzi dobrym komiksem i książką.