Często gracze krytykują zwolnienia w studiach, które są znane z dobrych gier. Niestety prawda potrafi być bolesna – wielu cenionych deweloperów ledwo wiąże koniec z końcem. To powoduje, że żyją z dnia na dzień, będąc na łasce wydawców, którzy sfinansują ich gry.
Branża funkcjonuje w ten sposób, że wielu deweloperów musi podpisać umowę wydawniczą, aby stworzyć grę. Bez tego nie będą mieć finansowania. Liczne studia są na łasce potencjalnych partnerów, a ich wycofanie się potrafi być pocałunkiem śmierci. Niedawno opisywałem Wam najbogatsze polskie studia, a teraz, dla odmiany, przedstawię te, które żyją z dnia na dzień.
10 cenionych studiów, które żyją z dnia na dzień
10. Remedy Entertainment – Szansa na kontrolowane odbicie
Dla dewelopera, który finansuje się pieniędzmi wydawcy, ważne jest, aby gra zarabiała na siebie, bo tylko wtedy przysługują mu tantiemy. Niestety w przypadku Remedy większość ostatnio wydanych produkcji była komercyjną porażką. Quantum Break nie poradziło sobie najlepiej, jeszcze gorzej było z Crossfire X, a Alan Wake 2, mimo że genialny, zwrócił się po bardzo długim czasie. Nadzieją na lepsze jutro jest niedawna premiera Control Resonant, którą fińskie studio uznaje za bardzo udaną. Stąd Remedy znalazło się dopiero na 10. miejscu.
9. Romero Games – O krok od zamknięcia
Legendarny designer John Romero, mimo ogromnego dorobku, obecnie nie ma praktycznie nic. Kiedy więc Microsoft wypowiedział mu umowę na kolejną grę, jego studio prawie zostało zamknięte. Ratunkiem była nowa umowa wydawnicza, którą na szczęście udało się podpisać. To jednak pokazuje, że Romero Games nie ma własnych zdolności, aby utrzymać się na rynku. Jeśli więc kolejna gra nie okaże się sukcesem, choćby niewielkim, legendarny designer prawdopodobnie będzie musiał szukać pracy na etacie.
8. Telltale Games – Droga do drugiego upadku
Problem z Telltale Games jest dość skomplikowany. Studio już raz upadło, ale nowi właściciele przywrócili je do życia. Po reaktywacji widać jednak, że deweloper idzie dokładnie tą samą ścieżką. Myślę, że wielu czeka na sequel The Wolf Among Us, ale prawda jest taka, że popularność takich gier dawno przeminęła. Dodatkowo “nowe” Telltale Games nie ma w sprzedaży gier, które generują znaczące przychody. Studio jest więc zależne od tego, co osiągnie nowy tytuł – tym bardziej, że wydawcy niechętnie finansują tego typu gry.
7. Relic Entertainment – Nie wystarczy być mistrzem gatunku
Dobry przykład na to, jak niezależność może być trudna. Relic po odłączeniu się od Segi zaczął od cięcia kosztów i zwalniania pracowników. Potem przyszła premiera gry Earth vs Mars, która była tak mało popularna, że sam dowiedziałem się o niej pisząc ten tekst. Wydane w tym roku Company of Heroes 3: Final Stand też rynku nie podbiło. Dla kanadyjskich specjalistów od strategii źródłem tlenu jest współpraca z Microsoftem przy Age of Empires IV. Bez tego byłoby ciężko. Co jednak, kiedy zabraknie tak dużego partnera? Aż strach pomyśleć.
Najlepsi deweloperzy bez własnych pieniędzy
6. MercurySteam – Gdyby nie Nintendo…
Hiszpańskie studio dało się poznać szerszej publiczności udanym rebootem Castlevanii. Ich Lords of Shadow spotkało się z bardzo ciepłym przyjęciem, chociaż sequel cierpiał na brak świeżych pomysłów. Zamiast dalej rozwijać serię, deweloper rozstał się z Konami. Późniejsze projekty okazały się dużymi porażkami (Blades of Fire oraz Spacelords). Obecnie zespół z Półwyspu Iberyjskiego żyje tylko ze zleceń dla Nintendo, dla którego robi nowe części serii Metroid. One są wysoko oceniane, ale zarabia na nich głównie japoński producent konsol. Jeśli go zabraknie, może być bardzo źle.
5. Double Fine – Źle było z Microsoftem?
Kolejne studio, które odeszło od dużego wydawcy i wróciło do życia jako niezależny deweloper. Double Fine długo żyło na rachunek Microsoftu, nie za bardzo przejmując się tym, co wypuszcza na rynek. Odejście z rąk korporacji musiało się więc zacząć od zwolnienia części pracowników. Teraz Tim Schafer będzie miał duży problem. Jego studio od dawna nie ma na koncie hitu, a więc potrzebuje finansowania z zewnątrz, aby tworzyć nowe gry. Niedawno wydane Thank You Bus Driver przeszło totalnie bez echa. Konieczne będzie więc poszukanie nowych pomysłów i przekonanie wydawców, aby zainwestowali w nie. Może więc i Double Fine jest niezależne własnościowo, ale finansowo jest w pełni zależne od potencjalnych inwestorów.
4. Eidos Montreal – Ile jeszcze da się tak żyć?
Wielu dziwiło się, że Square Enix sprzedało Eidos Montreal. Utalentowane studio miało jednak problem z zarabianiem pieniędzy. Pod kierownictwem Embracer Group nie jest lepiej. Niedawno usłyszeliśmy plotki o skasowanym Deus Ex. Brakuje również informacji, nad czym nowym pracuje kanadyjski zespół. Oficjalnie tylko pomaga Microsoftowi przy jego projektach, między innymi Fable. Pytanie, co wydarzy się po nadchodzącej premierze tej gry. Eidos Montreal nie może znaleźć nowego pomysłu na siebie, a bez niego kurek z pieniędzmi szybko zostanie zakręcony.
Znane studia w trudnej w sytuacji finansowej
3. People Can Fly – Pull up! Pull up!
Polski akcent w zestawieniu to jeden z najbardziej zasłużonych deweloperów znad Wisły. Niestety PCF nie ma obecnie najlepszej sytuacji. Powody są dwa. Pierwszy to wycofanie się Square Enix oraz Take-Two Interactive z projektów, które People Can Fly realizowało przez kilka lat. Druga sprawa to kompletnie nieudana ekspansja na rynek self-publishingu, w wyniku której do kosza poszło kilka własnych projektów. Deweloper zmarnował więc mnóstwo pieniędzy i obecnie wraca do pracy na zlecenie wydawców (aktualnie Microsoft, Krafton i Sony). To jednak znacznie mniej dochodowe i uzależnia studio od kontraktów.
2. Supermassive Games – Finanse jak horror
W październiku znany z horrorów deweloper po raz kolejny dokonał zwolnień, tym razem żegnając się z ponad 70 pracownikami. Powód? W zasadzie ciężko znaleźć grę tego dewelopera, która dobrze się sprzedała. Seria The Dark Pictures Anthology radzi sobie nieźle, ale też ciężko mówić o powodach do wielkiego optymizmu. Sukcesem nie było też The Quarry, a tegoroczne Directive 8020 poradziło sobie bardzo słabo. Na tę grę Supermassive Games wydało własne pieniądze, a więc strata jest tym bardziej bolesna. Może nieco życia da deweloperowi współpraca z Bandai Namco przy serii Little Nightmares. Nadal jednak sytuacja jest bardzo zła.
1. Don’t Nod – Pomoże już tylko cud
O ogromnych problemach francuskiego studia wiadomo od dawna. Obecnie wycena Don’t Nod wynosi marny milion dolarów. Tak niewiele wystarczy, aby przejąć spółkę razem z całym jej dorobkiem. Problem w tym, że wbrew pozorom jest on niewielki. Prawa do Life is Strange posiada Square Enix, a pozostałe gry francuskiego dewelopera były dużą porażką sprzedażową. Na samo kapitalne Banishers: Ghost of New Eden odpisano aż 25 mln dolarów. Na minusie był też Jusant, a wydany w tym roku Aphelion pewnie też nie zarobi na siebie. Najbliższe kilka miesięcy zadecyduje o tym, czy Don’t Nod nie będzie musiało zostać zamknięte.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!