Worms – Gra Planszowa to już rzeczywistość, naprawdę. Kolejna znana na całym świecie seria gier doczekała się planszowego odpowiednika!
Czy można redefiniować klasykę?
Wielkie Trio destrukcji – równie zabójcze w wersji planszowej.
Wormsy to naprawdę klasyka gier komputerowych. Od razu zaznaczę też, że piszę tę recenzję zarówno jako olbrzymi fan gier planszowych, jak i wielki entuzjasta właśnie Wormsów. Jedną z pierwszych gier, które katowałem za dzieciaka, był Armageddon, zaraz potem całkiem udane Worms 3D (do których chyba najmocniej nawiązuje Worms – Gra Planszowa), potem niezbyt udane Forts i tak dalej, i tak dalej. Do dzisiaj zdarza mi się zatrzymać w domu znajomych podstępnym pytaniem: „To co, może na rozchodne partyjka w Wormsy?”. Jak zatem się domyślacie, na Worms – Gra Planszowa ucieszyłem się jak małe dziecko, które właśnie instaluje płytę z Worms Forts. No i nie wiedziałem, że czeka mnie podobny miks rozczarowań i dobrej zabawy, co wtedy.
Ale jeszcze tytułem wstępu dla osób, które kliknęły w ten artykuł, ale nie mają pojęcia, czym są Wormsy. To seria turowych gier komputerowych, głównie w 2D, w której sterujemy drużyną robaków, a naszym celem jest eliminacja pozostałych drużyn. Wykorzystujemy w tym celu różnorodne bronie – od starej dobrej bazooki, przez gołębia pocztowego, betonowego osła, aż po legendarny Święty Granat Ręczny albo siejącą postrach bombę bananową. To strategiczna gra łącząca mnóstwo chaosu i premiująca brawurowe zagrania.
W Worms – Gra Planszowa nasz cel jest jasny. Eliminacja. Przeciwników oczywiście, ale może się trafić, że po drodze zrobimy sobie samodzielnie krzywdę. Na naszej drodze ku gwarantowanej obupólnej zagładzie pomoże nam mnóstwo wymyślnych broni, a przeszkodzą czynniki atmosferyczne i inni gracze. Możemy grać maksymalnie w czwórkę (nie ufajcie tutaj zagranicznym stronom – nasza rodzima wersja jest na 4, a nie 6 graczy), a rozgrywka zajmie pewnie około 30 minut.
Totalna robalomasakra
Setup gry należy do dość prostych. Stawiamy heksagonalny klocek wyznaczający aktualny kierunek wiatru, a następnie każdy gracz dokłada po jednym kafelku mapy, tak aby dotykał innego elementu na planszy. Potem na planszę wystawiamy krok po kroku siedem elementów – beczkę z olejem, skrzynkę z bronią, minę i cztery robale. Ale żeby nie podejść do tego zbyt taktycznie, dopiero potem losujemy, kto gra którą drużyną. Być może trafi się wam ta, którą rozkładaliście, ale raczej tak nie będzie. Nie warto więc z góry budować idealnej pozycji – możecie grać na czyjąś korzyść. Setup zajmie nam może z 10 minut i jest całkiem przyjemny.
Przeczytajcie ten opis karty głośno, głowa może rozboleć
Potem warto przystąpić do przyswajania zasad. Naprawdę, grałem w sporo planszówek, ale Worms – Gra Planszowa to chyba top 3 najgorzej napisanych instrukcji, jakie widziałem. Zasady są łatwe, ale lepiej nauczyć się ich z jakiegoś filmu bądź liczyć na znajomego, który przekaże wiedzę ustnie. Niemniej, jak już przez to wszystko przejdziemy, to staje przed nami gra o poziomie trudności niemal familijnym. Tylko naprawdę źle opisana. Najbardziej jaskrawym przykładem jest dla mnie mechanika odrzutu, która sprawia, że zmieniamy kierunek celu bądź skoku w losową stronę (decyduje kość). Tłumacze postanowili, że rozsądnie będzie opisać to jako „Odrzuć żeton celu”. Bo logiczne jest, że chodzi o odrzut, a nie o odrzucenie, jak stałoby się to w każdej innej planszówce na świecie, prawda? Więc pod hasłem „odrzuć” kryje się przesunięcie w losowym kierunku. W żadnym wypadku nie chodzi o faktyczne odrzucenie.
Jak przebrniemy już przez kilka podobnie nieintuicyjnych opisów, Worms – Gra Planszowa robią się nawet zrozumiałe i całkiem logiczne. Tylko że początkowe partie są dramatyczne. Karta nalotu powietrznego wymaga całej ramki w instrukcji, która tłumaczy, jak działa, a na samej karcie znajdziemy raczej coś w rodzaju szyfru.
Coś, co robale lubią najbardziej – czysty chaos
Dobra, przeszliśmy przez zasady, czas pograć. Worms – Gra Planszowa to szybka i dynamiczna gra. W naszej turze możemy się poruszyć, zagrać kartę (która czasami da nam możliwość zagrania dodatkowej karty, chociażby liny), a potem ewentualnie wycofać. Większość kart, które zagramy, to oczywiście broń masowej zagłady, którą wycelujemy z lepszym lub gorszym skutkiem w przeciwników. Po drodze zgarniemy jeszcze kilka skrzynek, które rozszerzą nasz arsenał, oddamy turę i pomodlimy się do robalowych bogów, żeby dożyć następnej.
Arsenał jest naprawdę konkretny i w talii kart znajdziemy większość kultowej broni. Zwykłe uzi czy pistolet to gwarantowane trafienie, ale nie robiące przesadnych szkód. No chyba że trafimy w minę, która trafi w beczkę, która trafi w minę… Ale taki Święty Granat Ręczny to gwarantowana destrukcja całego pola. O ile trafimy. W tej kwestii gra planszowa doskonale oddaje klimat oryginalnych gier. A propos klimatu – nie zabrakło też bardzo ważnej mechaniki. Regularne działania wojenne i eksplozje na danym obszarze w końcu sprawią, że ów obszar zniknie, a pojawi się za to woda. A w wodzie to pływają ryby i toną robale.
Na planszę regularnie spadają też skrzynki z zaopatrzeniem, beczki i miny. Mechanika gry nie pozwala właściwie na jakieś dłuższe przestoje – to 100% czystej demolki napędzanej przez ciągłe dostawy broni. Nasze robale zdecydowanie nie odpoczywają.
GramTV przedstawia:
Taki chaos ma jednak pewną wadę. Worms – Gra Planszowa nie jest zbyt taktyczną grą. W prawdziwych Wormsach trzeba było jednak trochę pogłówkować. Tutaj niejako oglądamy raczej show, który funduje nam losowość. Najlepiej zagrać cokolwiek i zobaczyć, co śmiesznego się stanie. Nie ma raczej miejsca na większą strategię. Ale okazjonalnie faktycznie może uda się nam wykwintne zagranie. Niemniej – bardzo okazjonalnie.
Jak celować pod wiatr?
Największym problemem Worms – Gra Planszowa jest dla mnie wiatr i jego mechanika. W oryginalnych Wormsach było to dość proste – jak wieje z zachodu, to pociski zjadą nam trochę na wschód. A jak wieje nam w twarz, to trzeba rzucić mocniej. Doświadczeni gracze potrafili wykorzystywać wiatr i puszczać pociski lecące torem pięknego croissanta, kończące idealnie pod nogami przeciwnika.
Tutaj mechanika jest nieco inna. Mamy kierunek wiatru i przy strzałach rzucamy kośćmi. Im pewniejszy strzał (zależnie od dystansu i broni), tym jednocześnie rzucamy ich większą liczbą. Następnie wybieramy jedną z nich i korygujemy żeton celu we wskazanym kierunku – nasz pocisk spadnie w innym miejscu. Może w wodzie, może pod naszymi nogami, a może pod stopami innego przeciwnika. Kości są dwunastościenne, a kierunków wiatru jest aż sześć. Trzy oczka mówią, że ignorujemy wiatr, trzy mówią, że przesuwamy cel zgodnie z wiatrem, a pozostałe sześć każe przesunąć w jednym z sześciu kierunków. Sprawia to, że strzały są totalnie losowe. Wiatr wieje w kierunku 3, ale wyrzuciliśmy 5 i 6, więc z nieznanego powodu pocisk poleci w przeciwną stronę. To, w którą stronę wieje, zmienia tylko trochę szansę na dany kierunek.
Antyklimatyczne zakończenie
Uważaj gdzie pełzasz kolego
Z pewną dozą sceptycyzmu podszedłem też do zmiany zasad. Kto wygrywa w Wormsy? Oczywiście, że ostatni żywy gracz. Tylko że nie tutaj. Gra kończy się w momencie, w którym pierwszy gracz zostanie wyeliminowany – każdy ma jeszcze po jednym ruchu i na koniec wygrywa ten, kto ma najwięcej robali, a o remisie decyduje ich stan zdrowia (który jest w grze trzystopniowy – robal może być żywy, uszkodzony albo martwy). A remisy? Cóż – remis i wygraliśmy razem. W wielu przypadkach cała ta robalomasakra skończy się jednym wyeliminowanym graczem i dzielonym na trzy osoby remisem. Meh.
Wykonanie – top (prawie)
Jak to przeszło korektę? Błąd w tytule?
Ale żeby nie było, że tylko narzekam. Worms – Gra Planszowa to bardzo ładny tytuł. Grafiki prosto z gry komputerowej ucieszą każdego fana. A do tego mamy figurki robali, w dodatku po cztery na drużynę. Aż proszą się o pomalowanie, jeśli ktoś czuje się w tym dość pewnie.
Żetony min, beczek i skrzynek to też eleganckie figurki, a nie tylko kawałki tektury. Mapa jest dobrze wykonana, karty na ładnym materiale, pudełko ma od razu dobry insert, a żetonów nie zabraknie. Pod tym względem jest super! Tylko że nie mam pojęcia jak przez korektę przeszły okazjonalne literówki, niektóre (patrz wyżej) naprawdę grube.
Czas przestać patrzeć na dzieciństwo przez różowe okulary
Manna z nieba
Worms – Gra Planszowa na pewno nie jest wybitną planszówką – bardzo jej do tego daleko. Ale tak naprawdę w trakcie pisania musiałem się pogodzić z tym, że Wormsy nigdy nie były też wybitną grą komputerową, tylko dosyć głupawą gierką nastawioną na chaos i rozwałkę na monitorze. Niemniej, w cyfrowych Wormsach mogliśmy mocno zmienić kierunek wichru wojny naszymi umiejętnościami, zrobić szalony skok na linie, nieprawdopodobny strzał bazooką czy diabelnie precyzyjny rzut granatem. W Worms – Gra Planszowa zostaje tylko rozwałka. To bardzo losowa gra, klasyczny przerywnik między dłuższymi tytułami. Fanom serii pewnie się spodoba, komuś, dla kogo będzie to pierwsza styczność z Wormsami, a za to ma ograne sporo planszówek – wątpię.
6,5
Worms - Gra Planszowa mocno gra na sentymentach i czaruje wykonaniem. Ale jako planszówka ma problemy żeby się obronić
Plusy
Świetne wykonanie, urocze miniaturki
Oryginalne grafiki
Klimat z gier oddany w 100%
Szybka i bardzo dynamiczna
Minusy
Bardzo losowa, mało taktyczna
Mało interesujące zakończenie gry
Ciężka, zawiła instrukcja
Decyzje są niemal iluzoryczne, gra jest mało interaktywna