Nowa ekranizacja słynnej powieści Emily Bronte zadebiutowała w kinach. Tym razem nie jako zwykły melodramat.
Wieczna miłość
Emerald Fennell z buta wjechała do hollywoodzkiej reżyserskiej ekstraklasy. Chociaż już wcześniej była znana jako aktorka, głównie z drugoplanowych ról, to jej reżyserski debiut Obiecująca. Młoda. Kobieta. zachwycił na tyle, że doczekał się aż pięciu nominacji do Oscara i zdobył statuetkę za scenariusz oryginalny. Mniej entuzjastycznie został przyjęty jej drugi film, czyli Saltburn stworzony dla Amazona, który jednak potwierdził, że Fennell jest twórczynią ukierunkowaną na szokujące, przełamujące tabu historie. Nie inaczej jest w przypadku Wichrowych wzgórz, które z powieścią Emily Bronte mają wspólny głównie tytuł. Ale w tym przypadku to akurat dobrze, gdyż przez ostatnie ponad 80 lat w kinie otrzymaliśmy wiele mniej lub bardziej wiernych ekranizacji książki, ale jeszcze żadna nie była tak prowokująca i namiętna jak propozycja od Emerald Fennell. Chociaż film cierpi na sporo problemów, głównie objawiających się w trzecim akcie, to zapominając o literackich korzeniach, nowe Wichrowe wzgórza są jak połączenie psychologicznego thrillera z 50 twarzami Greya.
Wichrowe wzgórza
Catherine Earnshaw (Margot Robbie) wiedzie beztroskie życie u boku zamożnego ojca oraz opiekunki i starszej przyjaciółki Nelly (Hong Chau). Wszystko zmienia się, gdy do ich domu trafia chłopak, wyraźnie pochodzący z najniższej klasy społecznej. Cathy nadaje mu imię Heathcliff (Jacob Elordi), na cześć swojego młodszego, zmarłego brata. Dzieci szybko łapią ze sobą kontakt – Cathy w końcu ma inne towarzystwo niż Nelly, zaś Heathcliff może nauczyć się zupełnie innego życia. Wiele lat później ich miłość kwitnie, choć żadne z nich nie chce przyznać się do swoich uczuć. Nagle do okolicznej posiadłości sprowadza się bogaty i przystojny Edgar Linton (Shazad Latif), za którym Cathy zaczyna szaleć. Dziewczyna nie potrafi jednak okłamać swojego serca i wciąż kocha Heathcliffa. Musi wybierać między bidnym przyjacielem z dzieciństwa a bogatym mężczyzną, który zapewni jej i jej przyszłym dzieciom dobrobyt. Heathcliff dowiaduje się o zamiarach dziewczyny i postanawia wyjechać, co otwiera przed Catherine drogę do małżeństwa. Kilka lat później Heathcliff, już jako zupełnie inna osoba, powraca do Wichrowego wzgórza, a dawne uczucie między kochankami rozpala się na nowo.
Wersja zaproponowana przez Emerald Fennell nie jest zwykłym melodramatem, jak wiele poprzednich ekranizacji książki. Oczywiście, wiele tu scen charakterystycznych dla tego gatunku, tudzież zahaczających o romans, ale już pierwsza scena pokazuje, że w tym przypadku możemy spodziewać się mieszania gatunku i niejednoznacznych decyzji reżyserskich. I to fantastycznie działa, gdy film potrafi przemienić się w pełnoprawny thriller, aż buzujący od nadmiaru emocji, odpowiednio budujący napięcie, ale też wykorzystując estetykę kina grozy, szczególnie tę znaną z gotyckich horrorów. Reżyserce udaje się to wszystko okiełznać i nawet jeżeli te bardziej melodramatyczne sekwencje potrafią trochę przynudzić, to niedługo później otrzymujemy zmianę tonu, a wraz z nią często również zwrot akcji, który zapowiada kolejne problemy dla dwójki głównych bohaterów i reszty postaci.
Wichrowe wzgórza
Historia toksycznej miłości między Cathy a Heathcliff wypada naprawdę dobrze, choć nie zawsze film w odpowiednich dawkach potrafi pokazać, że to związek bez przyszłości, który zmierza do katastrofy. Oboje są postaciami tragicznymi, którzy wyniszczają się w imię swoich uczuć. Z jednej strony gdyby związali się wcześniej, prawdopodobnie żyliby w nędzy, walcząc o przetrwanie każdego dnia, a z drugiej pomimo życia w pozornych luksusach, nie potrafią o sobie zapomnieć. Dlatego więc szkoda, że Wichrowe wzgórza mają tak niedopracowany trzeci akt, który powinien być prawdziwą kulminacją wydarzeń, a jest dziwną i infantylną zabawą w kotka i myszkę. Heathcliff zachowuje się jak uczniak na lekcji przyrody, próbując przekazać liściki obrażonej koleżance z ławki w innym rzędzie. Z kolei Catherine praktycznie nie robi już nic, aby powalczyć o ukochanego, godząc się ze swoim losem. Dopiero sam finał na nowo rozpala uczucia, że była to piękna, ale z góry skazana na porażkę miłość, mogąca u niektórych widzów spowodować łezkę w oku.
A skąd miał na to pieniądze?
Poza trzecim aktem blado wypadają również wątki pobocznych postaci. Szczególnie zmarnowano ten Isabelli Linton, młodej i niedoświadczonej dziewczyny, która zakochuje się w Heathcliffie. Miłosny trójkąt początkowo zapowiada wielkie emocje, ale wątek zostaje później porzucony, żeby Fennell do niego nagle powróciła, choć w rozczarowujący sposób. Film nie zdradza również przeszłości chłopaka, jakby bojąc się zdradzić, na czym w tak krótkim czasie mógł się wzbogacić. Początkowa tajemnica przeradza się we frustrację, tym bardziej że w żaden sposób jego majątek nie jest zasygnalizowany i ostatecznie bohater nie przechodzi żadnej drogi, do samego końca wiernie odgrywając rolę zakazanego kochanka dla Cathy.
Wichrowe wzgórza
GramTV przedstawia:
Trzeba jednak przyznać, że Wichrowe wzgórza bronią się oprawą wizualną i dźwiękową. Wspomniana estetyka rodem z gotyckiego horroru podkreślana jest tu w wielu momentach, nadając całości unikatowości. Zresztą film ma bardzo ładne zdjęcia, a reżyserka nie przesadziła ze zbyt dużą liczbą scen teledyskowych, tudzież wyjętych wprost ze spotów reklamowych. Zdarzają się takie, ale nie służą one wyłącznie uwspółcześnieniu historii, czy tym bardziej stworzenia viralu na TikToku, ale budują odpowiedni klimat lub tworzą napięcie, na których zyskują kolejne sceny. Świetna jest również ścieżka dźwiękowa autorstwa Anthony’ego Willisa, z którym Fennell współpracowała już przy swoich poprzednich filmach. Na szczęście nie ma tu żadnych popowych, współczesnych utworów i cała warstwa muzyczna opiera się na oryginalnych kompozycjach, które niejednokrotnie współgrają z horrorową lub thrillerową estetyką, jeszcze bardziej wzmacniając emocje i napięcie towarzyszące widzom.
Także aktorsko Wichrowe wzgórza wypadają bardzo dobrze. Każda postać jest tu wyrazista i „jakaś”, nawet jeżeli jej wątek nie jest zbytnio rozwinięty, czy jest rozczarowujący. Rzecz jasna Margot Robbie i Jacob Elordi wpisali się najlepiej, szczególnie Elordi w drugiej połowie błyszczy, gdy jego bohater wchodzi w grę Cathy. Ale brawa należą się również młodszym odtwórcą głównych ról, którzy pojawiają się na początku filmu. Charlotte Mellington to materiał na przyszłą filmową gwiazdę, ale również Owen Cooper jest rewelacyjny i jedynie potwierdza, że jego występ w serialu Dojrzałość nie był jednorazowy.
Wichrowe wzgórza podzielą publiczność. To film jedynie inspirujący się powieścią Emily Bronte, mający swój własny pomysł na opowiedzenie tragicznej miłosnej historii. Nie wszystko wyszło idealnie, szczególnie kulejący trzeci akt, który powinien jeszcze bardziej podnieść poprzeczkę, a wydaje się niedopracowany, ale do samego końca historię ratuje cały zespół aktorski. Emerald Fennell odważnie podeszła do klasyki i choć brakuje szlifów, to warto zapoznać się z nowymi Wichrowymi wzgórzami. Ten film nie pozostawi nikogo obojętnym.
7,0
Wichrowe wzgórza to film, który podzieli publiczność jeszcze bardziej niż dwa poprzednie filmy Emerald Fennell.
Plusy
Udanie żongluje gatunkami
Potrafi zbudować odpowiednie napięcie, zamieniając film w rasowy thriller
Prosta, ale dobrze opowiedziana historia toksycznej miłości
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!