One More Level sięgnęło po zupełnie inny klimat niż w Ghostrunnerze.
Po niezwykle udanych slasherach polski zespół postanowił przenieść nas do całkowicie odmiennego środowiska. Tym razem zwiedzimy m.in. pola bitwy z przeszłości, a wszystko urozmaici tajemnicza plaga. Całość została stworzona na fundamentach znanych z poprzednich projektów rodzimej ekipy. Miałem okazję sprawdzić kilkugodzinne demo Valor Mortis zawierające dwie lokacje - każda zwieńczona starciem z bossem.
Valor Mortis
Co tu się dzieje?
W Valor Mortis wcielamy się w Williama (nie, nie tego z Nioh 1), poległego już żołnierza biorącego udział w wojnie pod skrzydłami Napoleona Bonaparte. XIX-wieczny protagonista został przywrócony do życia w tajemniczych okolicznościach. Nie jest to jedyne paranormalne zjawisko, jakie obserwujemy. Podczas całej naszej przygody towarzyszy nam tzw. plaga, która spustoszyła środowisko. Towarzysze z naszej armii, a przynajmniej z jej pozostałości, będą nas atakować, a większość z nich została skażona. Możemy zaobserwować całą gamę skutków - od zniekształceń, po dodatkowe kończyny, ale nie tylko, bo niektórzy zachowują się jakby przeobrazili się w humanoidalne.
Jest to nietypowe połączenie z pewnością urozmaicające świat Valor Mortis. Wyruszając na wyprawę jesteśmy wyposażeni jedynie w szablę, lecz po chwili znajdujemy również pistolet, a nasza lewa dłoń zyskuje umiejętność zionięcia ogniem. Wspomniany miecz przynosi klasyczny zestaw ruchów - atak standardowy, silny, blokowanie… najbardziej zaskakująca jest mechanika znana m.in. z Sekiro: Shadows Die Twice - perfekcyjne odbijanie ataków z czasem umożliwia wykonywanie krytycznych ciosów.
Valor Mortis
Podobnie jak w produkcji FromSoftware (a także każdego innego tytułu z tą mechaniką ) nie odniosłem wrażenia, aby parowanie miało jakikolwiek sens w przypadku mniejszych wrogów. Muszę jednak przyznać - jest ono kluczowe w starciu z bossami i znacząco ułatwia taki pojedynek. Nie znaczy to oczywiście, że przemierzanie lokacji było w jakimkolwiek stopniu rozczarowujące. Napotkałem szeroki wachlarz wrogów, a ich połączenie z elementami mapy było naprawdę satysfakcjonujące. No właśnie…
Ale to już było…
Podczas przechodzenia kolejnych poziomów w Valor Mortis wiele osób doświadczy deja vu. Jednym z głównych urozmaiceń są bowiem sekwencje parkourowe wykorzystujące bieganie po ścianach, wybijanie się wystających poziomo gałęzi, a także przyciąganie się liną do znajdujących się wysoko celów . Przypomina to oczywiście mechaniki z serii Ghostrunner. Mimo wszystko, trzeba pochwalić deweloperów - nie są to jedyne elementy pomagające w przemieszczaniu się. Wspomniane podpalanie otoczenia możemy wykorzystać, aby zniszczyć tajemniczą substancję blokującą dalsze przejście.
Valor Mortis
Wracając jeszcze do Williama, czyli naszego śmiałka, nie można nie wspomnieć o rozwoju postaci. Jest on bowiem jednym z najbardziej rozbudowanych elementów w Valor Mortis. Do dyspozycji mamy całe drzewko, gdzie zadecydujemy, w czym powinniśmy być lepsi. Wzmacnia to m.in. życie, wytrzymałość i liczbę “many” w przeróżne sposoby, takie jak np. pasywna regeneracja. Na dodatek w trakcie rozgrywki znajdziemy kolejne bronie zastępujące początkową szable i miecz, a lewa dłoń doczeka się kolejnych nietypowych zdolności. Całość możemy dowolnie zmieniać w każdym momencie, co jest świetnym rozwiązaniem i zachęca do próbowania nowych strategii.
A jak to wszystko wygląda?
Warto oczywiście dodać, jak Valor Mortis prezentuje się pod względem graficznym. Tutaj pozytywnie się zaskoczyłem, ponieważ twórcy zdecydowanie nie zawiedli. W zależności od etapu, na którym się znajdujemy, możemy zobaczyć przepiękne horyzonty lub też tajemnicze, zamglone pola bitwy. Klimatu dodaje fakt, że wraz z kilkoma zmutowanymi niedobitkami jesteśmy jedynymi żyjącymi istotami w miejscu z reguły pełnym akcji. Faktyczną wojnę możemy obserwować dzięki flashbackom w postaci rozmawiających ze sobą żołnierzy-duchów.
Valor Mortis
GramTV przedstawia:
Jednym elementem, gdzie twórcy Valor Mortis poszli “na łatwiznę”, jest wygląd wody. Znajdziemy jej w poszczególnych etapach całe mnóstwo i jest w oczach deweloperów idealnym rozwiązaniem na pokrycie zbędnych terenów. Abyśmy nie mogli zawędrować zbyt daleko, po zanurzeniu się jesteśmy teleportowani z powrotem na ląd kosztem zdrowia.
W przypadku znajdujących się na lądzie lokacji jest to wykonane moim zdaniem o wiele lepiej. Na krańcach mapy umieszczono budynki, deski oraz inne pasujące do klimatu wojny obiekty delikatnie sugerujące, że powinniśmy udać się w przeciwnym kierunku. Na szczęście, na wspomnianej wodzie problemy się kończą - nie spotkałem się z ani jedną sytuacją, w której nie wiedziałbym, gdzie iść dalej.
Valor Mortis
Kwestie techniczne
Polacy poradzili sobie świetnie optymalizując Valor Mortis, co mogłem zaobserwować na przestrzeni całego dema. Na komputerze wyposażonym w procesor 12th Gen Intel Core i5-12400F z 2,50 GHz, 16 GB RAM i kartę graficzną NVIDIA GeForce RTX 3060 w rozdzielczości 1920x1080 na wysokich ustawieniach grafiki tytuł utrzymywał stabilne 50-60 FPS. Nie spotkałem się również z żadnymi błędami, choć trzeba przyznać, że próbka całej gry była nieco mała. Nie wątpię jednak, że deweloperzy zapewnią taką samą jakość w pełnej wersji.
Podsumowanie
Valor Mortis zapowiada się na świetny polski projekt, a fani serii Ghostrunner już mogą zacierać ręce. Muszę niestety wspomnieć, że lokacje, a tym samym gameplay, nie wydaje się aż tak dynamiczny, jak w poprzednich grach studia. Z drugiej strony, może jest to właśnie potrzebne i nadaje klimat produkcji - zdecydowanie pasuje to do “postapokaliptycznej” wersji XIX wieku. Warto jeszcze wspomnieć, że w roli Napoleona Bonaparte wystąpi Vincent Cassel. Na premierę mamy poczekać do 24 września – na premierę tytuł trafi do Game Passa.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!