The Boys – recenzja 5. sezonu. Wielki finał w cieniu polityki

Radosław Krajewski
2026/04/16 14:00
1
0

Jeden z najlepszych seriali Amazona zmierza do swojego końca. Oceniamy sześć pierwszych odcinków finałowego sezonu The Boys.

Dyktator

Nic nie trwa wiecznie, nawet era suberbohaterów. Gdy Marvel próbuje odbudować swoje uniwersum za sprawą nowej części Spider-Mana oraz nadchodzących dwóch odsłon Avengers, a DC Studios dopiero jest na etapie tworzenia własnej serii, najlepiej radzącą sobie supebohaterską marką ostatnich lat okazuje się The Boys. Ekranizacja komiksu autorstwa Gartha Ennisa oraz Daricka Robertsona na dobre zadomowiła się w Prime Video i oprócz głównego serialu doczekała się również spin-offów, a co ważniejsze, kolejne są już w drodze. Twórca serialu Eric Kripke doskonale wiedział, że nie można w nieskończoność ciągnąć tej historii i ostatecznie zapadła decyzja, że piąty sezon The Boys będzie ostatnim. Mieliśmy więc otrzymać spektakularny finał, choć nie na tak dużą skalę, jak przyzwyczaiły nas do tego superbohaterskie widowiska znane z dużych ekranów, ale za to nadrabiające swoją brutalnością i brakiem kompromisów co do uśmiercania kolejnych postaci. Jak to ostatecznie wyszło? Cóż, z różnym skutkiem, ale jeżeli polubiliście się z poprzednimi sezonami, to ten również przypadnie Wam do gustu.

The Boys
The Boys

Akcja rozpoczyna się w świecie niemal całkowicie podporządkowanym Homelanderowi (Antony Starr). Imperium Voughta osiąga szczyt swojej potęgi, a społeczeństwo funkcjonuje w atmosferze strachu, medialnych manipulacji i ideologicznego chaosu. Nawet przeszłe wydarzenia nie są w stanie zagrozić supebohaterskiemu dyktatorowi, zrzucając winę na Starlighterów, którzy mają wykorzystywać sztuczną inteligencję do siania dezinformacji. Nie lepiej jest z tytułową grupą Chłopaków, która jest rozbita –część bohaterów przebywa w zamkniętych obozach, inni ukrywają się przed Siódemką lub próbują działać z ukrycia. W końcu jednak znów zaczynają działać razem i mają plan, jak obalić Homelandera i pokonać jego zwolenników. Okazuje się to zadaniem o wiele trudniejszym, niż przypuszczali.

Już od pierwszych odcinków widać, że to nie będzie historia o powrocie w triumfie i chwale, lecz o konsekwencjach wcześniejszych wyborów bohaterów. Powracają więc znajome motywy dotyczące walki o sprawiedliwość, korporacyjnych machinacji, czy też polityczne wątki, które w coraz mniej przerysowany i groteskowy sposób, a bardziej bezpośredni, nawiązują do obecnej kondycji Stanów Zjednoczonych. Pewną nowością są religijne motywy, które wprowadzają do przedstawianej polityki trochę świeżości i nadają im jeszcze bardziej karykaturalny wydźwięk. Wszystko zdaje się być na swoim miejscu, co może rozczarować widzów, którzy spodziewali się po finale serialu prawdziwej rewolucji. Na odważniejsze formalne eksperymenty trzeba poczekać do późniejszych odcinków, gdzie pojawiają się ciekawsze wątki, a postacie drugoplanowe zyskują na znaczeniu. Chociaż jest to ostatni sezon, to twórcy świadomie rezygnują z budowania ciągłego napięcia i podkręcania stawki na rzecz satysfakcjonującego zamykania historii bohaterów.

The Boys
The Boys

Największą siłą sezonu ponownie okazuje się konsekwentne prowadzenie postaci. Billy Butcher i Homelander pozostają osią konfliktu, chociaż obaj są jeszcze bardziej irytujący niż do tej pory. Ich relacja zyskuje nowy wymiar, mniej jednoznaczny, a bardziej tragiczni. Obaj są ekstremistami, których wizje świata nie pozostawiają miejsca na kompromis, a widz zostaje zmuszony do obserwowania konsekwencji ich obsesji, często wywołującą obrzydzenie. Aż szkoda, że serial bardziej nie skupia się na tym, jak tego rodzaju psychopaci zyskują coraz większą władzę i są w stanie przekonać do siebie ludzi, chociaż nigdy nie powinni byli otrzymywać tak dużej niezależności i autonomii. Ważne miejsce w fabule zajmuje również Annie, której moralna pewność zaczyna się coraz bardziej chwiać, oraz Kimiko i Francuz, których relacja staje się emocjonalnym punktem tego sezonu. To właśnie w tych bardziej osobistych momentach serial pokazuje swoją prawdziwą siłę, udowadniając, że potrafi być czymś więcej niż tylko brutalną parodią kina superbohaterskiego. Niestety nie wszystkie postacie mają większe znaczenie i chociażby Hughie oraz Marvin schodzą na dalszy plan. Przynajmniej członkowie Siódemki, szczególnie na początku, mogą liczyć na większą uwagę, w tym Sage czy The Deep.

Krwawa jatka

Na całe szczęście serial pozostaje tak samo brutalny i bezwzględnie prezentuje przemoc jak w poprzednich sezonach. Krew leje się wartkimi strumieniami, a wszystko to przy akompaniamencie szokujących scen, które czasami przekraczają granicę dobrego smaku, jak również czarnego humoru. Tym razem jednak nie są one głównym daniem, a służą jedynie do uatrakcyjniania scen akcji, tym samym ustępując miejsca narracji i emocjonalnej warstwie tej historii. Co istotne, serial potrafi zaskoczyć swoim tonem i obok absurdalnych i obrzydliwych scen pojawiają się bardziej wyrafinowane, nawet takie pełne wzruszeń. Eric Kripke odpowiednio zbalansował liczne skrajności z bardziej emocjonalnymi momentami, dzięki czemu finał potrafi szokować, ale i zachwycić swoimi bardziej poważnymi wątkami.

The Boys
The Boys

GramTV przedstawia:

Niestety twórcy wpadli również w pułapkę ostatnich sezonów, czyli konieczności pozamykania wszystkich najważniejszych i przynajmniej części mniej istotnych wątków. W ośmiogodzinnym finale nie wszystko wyszło tak, jak powinno i niektóre wątki nie otrzymują swojego satysfakcjonującego zakończenia. Problemem wydają się głównie pierwsze odcinki, które cierpią na pewną powtarzalność i sprawiają wrażenie, że historia nie posuwa się do przodu. Traci na tym również tempo, które bywa nierówne i czasami twórcy tracą czas na rozwój wydarzeń, które można byłoby o wiele szybciej zamknąć. Problem ten zostaje rozwiązany w późniejszych epizodach, gdy historia zmierza już do wielkiego (miejmy nadzieję, jako że dwóch ostatnich odcinków piątego sezonu nie miałem okazji jeszcze zobaczyć) finału.

W tym sezonie aktorstwo znów odgrywa istotną rolę. Antony Starr daje z siebie wszystko, tworząc jeszcze bardziej nikczemnego i odrzucającego antagonistę, jednocześnie pokazując jego bardziej wrażliwą, ale także słabszą stronę. Nie rozczarowuje także Karl Urban jako Billy, którego bohater coraz bardziej przypomina Homelandera. Dużym plusem w obsadzie jest także Erin Moriarty, Chace Crawford oraz Karen Fukuhara, która w końcu może wypowiadać dialogi. Szkoda jedynie, że nowe postacie nie otrzymają zbyt wiele czasu i aktorzy nie mają specjalnie się czym wykazać. Dobrym przykładem są członkowie Teenage Kix, którzy szybko znikają z ekranu.

The Boys w swoim finale nie próbuje mierzyć się z największymi tuzami w branży. Eirc Kripke i reszta twórców nie zamierzają licytować się z innymi wielkimi zakończeniami popularnych seriali i zamiast stawiać na rozmach i ciągłe poczucie napięcia, wolą zaprezentować widzom dalszy rozdział tej szczerej do bólu historii i dalej rozwijać ten świat, jego politykę i historię, co może zaprocentować w przyszłych projektach z uniwersum. Nadal jednak to brutalny, pełen absurdów i czarnego humoru serial, który niejednokrotnie zaskakuje celnymi komentarzami. Miejmy nadzieję, że ostatnie dwa odcinki godnie zakończą ten serial i naprawią te nieliczne problemy wcześniejszych odcinków piątego sezonu.

8,0
Piąty sezon The Boys to brutalne, emocjonalne i dojrzałe zwieńczenie historii, które mimo pewnych problemów powinno dostarczyć satysfakcjonujące zwieńczenie w ostatnich dwóch odcinkach.
Plusy
  • Świetny rozwój konfliktu Homelandera i Billy’ego
  • Większy nacisk na emocje i relacje bohaterów, szczególnie w przypadku Kimiko i Francuza
  • Odważnie podchodzi do poruszania tematów politycznych, społecznych i religijnych
  • Zachowany charakter serialu z brutalnością, przemocą, czarnym humorem, ale i satyrą
  • Świetne role Antony’ego Starra oraz Karla Urbana
  • Jest tu sporo zabawy formą, które przełamują schematy
Minusy
  • Nierówne tempo, szczególnie w pierwszej połowie sezonu
  • Powtarzalność niektórych motywów i wątków
  • Część bohaterów zepchnięta na drugi plan (np. Hughie Campbell)
  • Wrażenie lekkiego przeciągania historii
  • Niektórzy aktorzy nie mają czasu się wykazać
  • Nie wszystkie wątki otrzymują równie satysfakcjonujące zakończenie
Komentarze
1
dariuszp
Gramowicz
Dzisiaj 16:11

Ja mam mieszane uczucia. Ogólnie jest OK. Ale zmiana tonu, dialogów, postaci i wygląd Starlight wybijają mnie. Jakbym nagle oglądał inny serial napisany przez kogoś innego. 

Nie wiem o co chodzi z aktorką, czy były jakieś przyczyny czy zwyczajnie operacja plastyczna ale dosłownie wygląda jak ktoś inny. Przez chwilę myślałem że zmienili aktorkę. To po prostu wybija ale nie jest takie ważne bo oprócz wyglądu - to ta sama aktorka i ten sam acting. 

Deep nagle udający tego dziwaka Andrew Tate - co ciekawe ten jego charakter idealnie pasuje ale tylko gdyby był od razu tak napisany. Zamiast tego jakby ktoś podmienił postać i znowu mnie to wybija z widowiska. Sekretnie liczę że scenarzyści pokażą że to nadal ten sam koleś co wcześniej tylko się tak zachowuje bo jest przerażony homelanderem. 

Homelander jako Trump to było jasne oe początku i nikt się z tym nie krył ale dorabianie czapeczek, Tesli itp - to już zaczyna nużyć. Po 10 latach kiedy jeszcze całe Hollywood robi to samo zamiast się śmiać człowiek tylko przewraca oczami myśląc "znowu".

Serio, ten sezon jeszcze bardziej sprawia wrażenie jakby ktoś inny go pisał.